Zamach z 10.10

Premier Davutoğlu podał, że za samobójczym zamachem z 10 października stoi Państwo Islamskie (ISIS); zamachowcy byli prawdopodobnie powiązani z Dokumacilar, turecką odnogą ISIS, odpowiedzialną również za zamachy z lipca br. w Suruc. Ofiarami w obu przypadkach byli przede wszystkim Kurdowie i aktywiści polityczni. W sobotę 10.10 w Ankarze odbywał się wiec Demokratycznej Partii Ludowej, lewicowej partii tureckich Kurdów, przeciw rządowi, w związku ze wznowieniem ostrzału pozycji Partii Pracujących Kurdystanu w północnym Iraku (Irackim Kurdystanie).

Od pokoju do wojny

Rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju podkreślała w swoim wizerunku, od samego powstania, demokratyczne wartości (jej liderzy wolą mówić o niej, jako o partii konserwatywnej, bardziej niż islamistycznej).

Reklamy
Reklamy

Zresztą komentatorzy przyznają, że, szczególnie w pierwszym okresie ich rządów, w Turcji dokonała się demokratyzacja stosunków, w porównaniu z poprzednimi dekadami.

Opozycji oczywiście, to nie zadowala. DPL i podobnie jak Kemaliści, szczególnie nie ufają zapewnieniom rządu, co do jego polityki względem konfliktu w Syrii i Iraku. DPL przyjęła nawet dość radykalne, w sytuacji, gdy PPK wciąż dokonuje zamachów na tureckich żołnierzy, żądanie, natychmiastowego pokoju (zawierzenia działań wojskowych).

Stracone poparcie 

Wprawdzie to rząd Erdoğana (gdy był premierem w 2012 r.) prowadził negocjacje z PPK, doprowadzając do zamieszenia broni, obowiązującego do początku 2015, a PSR cieszyła się poparciem ze strony Kurdów, jednak duża część kurdyjskiego elektoratu została przejęta przez DPL. DPL przyjęło linię ostrej krytyki rządu Davutoğlu.

Reklamy

Lewicowa partia uznała, że działania militarne rządu są wyłącznie formą prześladowania Kurdów, których interesy chce reprezentować niejako na wyłączność (bez ich poparcie DPL nie przekroczy progu wyborczego).

W niedzielę 11.10 i w poniedziałek 12.10 odbywały się kolejne marsze przeciw atakom terrorystycznym, lecz opozycja chciała, bardziej lub mniej udanie, nadać im charakter antyrządowy. Nie brakowało oskarżeń pod adresem władz.

Demirtas

Kryzys pogłębia szef DPL, Selahattin Demirtas, dawniej kurdyjski aktywista praw człowieka, który o zamach oskarża prezydenta Erdogana i konserwatywny rząd. Jak podał na twitterze, to "państwo atakuje ludzi" (chodziło o działania policji). Nawet jeśli Demirtasowi nie chodzi o bezpośrednią odpowiedzialność prezydenta, tylko jak podaje się w wielu mediach, o słabą ochronę podczas marszu z 10.10, niedostateczne zabezpieczenie wywiadowcze oraz, przede wszystkim, odpowiedzialność polityczną, to słów Demirasa trudno nie określić jako bardzo ostre. Oczywiście to wszystko w kontekście nadciągających wyborów do parlamentu, które będą miały miejsce 1 listopada br.; będą drugie w tym roku, gdyż po tych z czerwca nie udało się wyłonić nowego rządu. 

Nadmienić trzeba, że różne media o zamach z 10 października oskarżają także: PPK, grupy komunistyczne czy Szare Wilki (bojówki powiązane z Partią Nacjonalistyczną). 

Liczne winy Ankary 

Wydarzeniem, które coraz bardziej determinuje politykę turecką to wojna w Syrii.

Reklamy

Na rządzie w Ankarze mści się początkowe niezdecydowanie, próba zdystansowania się od konfliktu. Część odczytywała ją nawet jako poparcie dla ISIS. Jest to ciągle powtarzający się zarzut. Sytuacja pogorszyła się, gdy z ISIS zaczęli walczyć i zwyciężać, Kurdowie z Rojavy (w Syrii) oraz na północy Iraku, wspierani przez państwa zachodnie.

Z perspektywy Turcji zwycięstwo jakiejkolwiek ze stron konfliktu: rządu w Damaszku, ISIS lub Kurdów, jest niebezpieczne. Jednakże przedłużanie się wojny grozi kryzysem ekonomicznym. Podjęte od lipca działania przeciw ISIS mają znamiona ruchów wymuszonych sytuacją, dość powściągliwych. Jednak rozwiązanie preferowane przez Ankarę, które można by określić jako: wzajemne wykończenie się stron, w kontekście interwencji Rosji, i coraz otwarciej Iranu, chcącej z walki z ISIS uczynić główne przesłanie polityki, coraz bardziej się oddala. 

źródła: todayszaman.com, dailysabah.com #Syria #Wielka polityka #wojna