Do dnia ciszy wyborczej pozostał tydzień. Za dwa dni dojdzie do telewizyjnego pojedynku Kopacz-Szydło. Analitycy rynku politycznego wskazują, że zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w najbliższych wyborach jest pewne. Żaden poważny obserwator sceny politycznej nie wątpi w to, że partia Kaczyńskiego uzyska wynik w przedziale od 30% do 40%. Tym jednak, co pasjonuje w obecnej kampanii, jest wynik partii rządzącej. Czy #Platforma Obywatelska osiągnie katastrofalny rezultat?

Im gorzej z PO, tym lepiej ze Zjednoczoną Lewicą

Nie tylko Ewa Kopacz walczy o swój byt w polskiej polityce. Miller i Palikot mają również ten sam kłopot. Czy ich koalicja przekroczy próg wyborczy wynoszący 8%? Niektóre sondaże przewidują wynik dla ZL rzędu 10%. W ostatnim sondażu CBOS poparcie dla koalicji Millera i Palikota jest szacowane tylko na 6-7%.

Okazuje się, że wzrost poparcia dla partii Kopacz koreluje z jego spadkiem dla ZL. Takie zjawisko świadczy o tym, iż istnieje całkiem spora grupa wyborców, która posiada dwie opcje wyborcze: PO albo ZL. Czy liberalne środowiska powinny więc zaatakować Platformę Obywatelską w ostatnim tygodniu kampanii?

Ataki na Kaczyńskiego nie przynoszą skutku w postaci spadku poparcia dla jego partii. Ich efektem jest wyłącznie konsolidowanie się twardego elektoratu PiS. Strategię omijania szerokim łukiem PiS obrała partia Razem oraz NowoczesnaPL.

Wkroczenie CBA na Giełdę Papierów Wartościowych oraz śledztwo w sprawie nieprawidłowości (wraz ze szpiegowskim wątkiem) w procesie prywatyzacji polskiego koncernu chemicznego Ciech SA stwarza świetną szansę na rozparcelowanie elektoratu Platformy Obywatelskiej. Medialne kojarzenie tej sprawy z hipotezą o zamordowaniu Jana Kulczyka stanowiłoby czynnik radykalnie osłabiający morale zwolenników PO. Niestety #Zjednoczona Lewica jest w tej kwestii wstrzemięźliwa. Nie podsyca praktyk nagłośniania tej nowej afery szpiegowsko-finansowej.

Frekwencja wyborcza kluczem dla sukcesu ZL

Partie posiadają swoje rdzenne elektoraty. Niestabilni wyborcy głosują zawsze na którąś z najmocniejszych partii. W tym wypadku mają wybór pomiędzy PiS a PO. Wysoka frekwencja wyborcza oznacza to, że odsetek niestabilnych wyborców, biorących udział w głosowaniu, jest wysoki. Dlatego też wzrost frekwencji wyborczej zawsze osłabia partie, które nie posiadają dużego liczebnie rdzennego elektoratu.

Twardy elektorat Zjednoczonej Lewicy można szacować, na podstawie wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich oraz wyborów do Parlamentu Europejskiego, na około 700 tysięcy wyborców. Gdyby frekwencja wyborcza wyniosła w najbliższych wyborach 30% rdzenni wyborcy ZL gwarantowaliby tej koalicji przekroczenie progu wyborczego.

W Polsce średnia frekwencja w wyborach parlamentarnych wynosi około 46%. Oznacza to, że w wyborach przeciętnie bierze udział około 14 milionów obywateli. Zjednoczona Lewica, aby dostać się do Sejmu, musi uzyskać około 1,1 miliona głosów. To wymaga od ugrupowania, któremu lideruje Nowacka, uszczknięcia z elektoratu PO około 400 tysięcy wahliwych wyborców.

Czy uruchomienie efektu rozpadu PO w ostatnim tygodniu kampanii jest możliwe?

Zjawisko ucieczki z tonącego okrętu jest często spotykane w polityce. Przydarzyło się to SLD. W wyborach 2001 roku formacja Millera uzyskała 41% poparcia. Po czterech latach stopniało ono do 11%. Podobnie PO, w 2011 roku uzyskała 39% poparcia. Jeśli efekt ucieczki z tonącego statku zostałby uruchomiony obecnie, to PO mogłaby uzyskać wynik poniżej 10% w najbliższych wyborach. Wyborcy, którzy schodziliby ostatni z tonącej Platformy, przenosiliby się do łajby Zjednoczonej Lewicy.

W efekcie ZL mogłaby uzyskać wynik około 15% głosów. Czy warto więc „dobić” Kopacz, aby mieć w Sejmie dużą liczebnie reprezentację liberałów z Twojego Ruchu Palikota i Nowackiej? Czy liberalne media skorzystają z tej okazji?

źródło: CBOS: PiS utrzymuje przewagę, w Sejmie cztery partie, www.tvn24.pl #wybory parlamentarne