20 sierpnia prezydent #Andrzej Duda na antenie publicznej stacji radiowej Jedynka wygłosił oficjalne orędzie, w ramach którego zaprezentował swoją decyzję w sprawie nadchodzącego referendum. Wbrew wstępnym podejrzeniom medialnym nie postanowił dopisać dodatkowych pytań do wrześniowego głosowania, ale całkiem złożyć osobny projekt, który pozwoliłby zorganizować drugie w tym roku ogólnopolskie #referendum. Miałoby ono odbyć się równolegle z wyborami parlamentarnymi, czyli w dniu 25 października. Aby jednak mogło zostać w ogóle zorganizowane, niezbędne okazuje się zatwierdzenie projektu przez Senat.

Wedle przepisów akceptacja następuje w przypadku osiągnięcia bezwzględnej większości głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.

Reklamy
Reklamy

Senat odrzuca wniosek

W dzisiejszym głosowaniu Senatu wniosek Andrzeja Dudy został oficjalnie odrzucony. Przeciwko opowiedziało się 53 obecnych, 2 wstrzymało się od głosu, natomiast 35 było za. Przypomnijmy, jakie kwestie miały zostać poruszone w ramach ogólnopolskiego głosowania. Wedle słów prezydenta trzy pytania miały rozstrzygnąć najważniejsze z punktu widzenia Polaków sprawy, które najbardziej ciążą na społeczeństwie. Mowa w tym przypadku o obniżeniu wieku emerytalnego i powiązaniu go ze stażem pracy, zmianie dotychczasowego systemu funkcjonowania Lasów Państwowych (prywatyzacja) oraz kwestii posyłania sześciolatków do szkół (przywrócenie obowiązku od 7 roku życia). Inicjatywę poparł również Paweł Kukiz, zgłaszając do Andrzeja Dudy prośbę o dopisanie tych pytań jeszcze do wrześniowego referendum.

Reklamy

Oświadczenie PiS-u oraz opinie polityków i ekspertów

Przewodniczący SLD Leszek Miller otwarcie przyznał, iż celem zarówno pierwszego, jak i drugiego referendum było wyłącznie wpłynięcie na wynik jesiennych wyborów parlamentarnych, nie zaś uzyskanie odpowiedzi na przedstawione pytania. Wedle jego opinii pierwsze głosowanie - wedle założeń - miało nie osiągnąć wymaganej frekwencji i nie być w ten sposób wiążące, natomiast drugie od samego początku było elementem politycznego pijaru, bez żadnych szans na przeprowadzenie. "Żegnamy zatem oba referenda bez żalu" - podsumował lider lewicowego ugrupowania.

Oświadczenie w sprawie odrzucenia referendum ogłosiła także Beata Szydło, kandydatka #PiS na premiera oraz autorka wyborczego projektu "500 zł na dziecko". Bezpośrednio zaatakowała Platformę Obywatelską, wskazując, iż ponad głos obywateli stawia ona swój partyjny interes. Jej zdaniem PO znowu zignorowało wolę wyborców, ponieważ "(...) 6 milionów podpisów obywateli po raz kolejny zostało zmielonych w tej chwili przez senatorów tego ugrupowania".

Reklamy

Zadeklarowała, że w przypadku zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości nowy rząd postawi na społeczny dialog: "Będziemy zawsze z wami, będziemy was słuchać i słyszeć, co do nas mówicie, bo to jest obowiązek każdego polityka".

W tej kwestii głos zabrał również profesor Andrzej Zoll, polski prawnik i sędzia, który stwierdził, iż decyzja Senatu w jego mniemaniu okazała się trafna. Pozwoliła ona bowiem przerwać "spiralę referendalną", czyli jego zdaniem populistyczny sposób rządzenia, w którym wykorzystuje się nastroje obywateli do zyskiwania politycznego kapitału. Ponadto dodał, że: "(...) obywatele zostali potraktowani bardzo przedmiotowo przez partię polityczną, która chce zdjąć z siebie odpowiedzialność przy podejmowaniu decyzji. Partia przekonana o tym, że wygra wybory, powinna wziąć odpowiedzialność za reformy, o których teraz mówi, a nie szukać alibi. To jest gra polityczna bardzo niebezpieczna dla państwa prawnego".

Partie ogłaszają swoje listy wyborcze

25 października odbędą się wybory parlamentarne do polskiego Sejmu. W związku z tym wszystkie formacje na polskiej scenie politycznej układają swoje listy wyborcze. Dotychczas ich finalny kształt ogłosiło między innymi Prawo i Sprawiedliwość, przyznając sobie jednak prawo do wprowadzenia kosmetycznych zmian. Natomiast po wielu problemach organizacyjnych udało się to również Pawłowi Kukizowi.

Źródło: bankier.pl