#Rosja co najmniej od początków rządów Władimira Putina starała się powrócić do grona rozgrywających w świecie. Wprawdzie uczestnictwo w szczytach nie świadczy o politycznej pozycji, lecz tego typu wydarzenia mają raczej moc "unaocznienia", jak się rzeczy mają. Putin zrobił naprawdę dużo, by być najważniejszą postacią obecnego szczytu ONZ. 

Lider nieamerykańskiego świata

Już od 2008 r. Rosji przestało zależeć na byciu postrzeganym jako pierwszy sojusznik Stanów Zjednoczonych, a takie wrażenia sprawiała rosyjska polityka po zamachach z 11 września 2001 r. Dziś Rosja buduje własną koalicję, można ją nazwać koalicją strachu czy niezadowolenia.

Reklamy
Reklamy

Słowa Putina o porządku międzynarodowym ustanowionym w Jałcie brzmią, szczególnie dla nas (i dla Ukrainy), groźnie i zaskakująco, lecz to nie przypadek lapsusu czy element sowieckiego sentymentalizmu. Jałta to symbol podziału, nowożytne Tordesillas. Putin nie ukrywa, że powrót do takiego układu byłby dla Rosji dobrze wskazany. 

Protektorka pokoju

Ważnym elementem rosyjskiego dyskursu jest ukazywanie tzw. demokratycznych rewolucji jako zaplanowanych i sterowanych form interwencji przez "Zachód" (lub ściślej Stany Zjednoczone) w porządek innych krajów. Rosja urasta tym samym do rangi protektora zagrożonych tym działaniem krajów (Egipt, Syria, kraje Azji Centralnej). Choć na marginesie trzeba dodać, że sam Kreml często stosował tego typu taktykę: w 2008 r. w Gruzji oraz w 2010 r. w Kirgistanu. 

Rosja stara się budować nowy ład, zarazem polityczny, jak też ideologiczny.

Reklamy

Wychodzi z pozycji obrony suwerenności krajów. Oskarża zachodnie państwa o nieodpowiedzialność i wspieranie "faszystów" oraz "terrorystów". Kreml stara się tym samym w jednej narracji umieścić ukraiński Majdan (nacjonalizm i faszyzm), poparcie przez Zachód arabskiej wiosny (tak naprawdę bardzo stonowane) oraz ISIS. Jak zwykle bywa z holistycznymi teoriami starającymi się za jednym zamachem wytłumaczyć wszystko, jest ona pełna przeinaczeń i uproszczeń (mówiąc eufemistycznie).

Sojusznik mile widziany

Przede wszystkim jednak skazuje to Rosję na bycie sojusznikiem bardzo różnych sił. Do kremlowskiego bloku należą tak prześladujący islamistów przywódcy: Tadżykistanu, Emomali Rahmon, oraz Egiptu, Al-Sisi, jak też wspierający ich Iran oraz Syria. W skład bloku wchodzą także lewicujące rządy Ameryki Łacińskiej, jak Wenezuela czy Nikaragua. Kraje te, w sensie pozytywnej wizji polityka oraz ustroju, nie łączy wiele. 

Oczywiście są też niezaprzeczalnie wspólne problemy. Dla Rosji jest wygodnie pokazywać jako główne zagrożenie współczesnego świata terroryzm, szczególnie islamski - choć kremlowska narracja stara się być tutaj ostrożna, jako że kraje muzułmańskie to ważni partnerzy polityczni Moskwy.

Reklamy

Rosji pomagają tutaj wydarzenia takie jak masowa imigracja z Bliskiego Wschodu. Jeśli uznać, że pokonanie terroryzmu jest celem głównym, to nie może nim być w dalszym mierze "budowanie systemów demokratycznych". Obama w prawdzie utrzymuje, że nowy rząd (powojenny) w Syrii musi być tworzony bez udziału Asada, ale póki ten jeszcze się trzyma, są to tylko słowa. Putin urasta więc do roli realisty, który nie broni dyktatorskich reżimów, lecz odkłada rozstrzygnięcie dotyczące ich losu na później, gdy zniknie większe zagrożenia.

Świat Obamy, świat Putina

Obamie trudno również negować rolę walki z terroryzmem, nie może więc łatwo odrzucić rosyjskiej narracji. Wychodzi on jednak z pozycji "reakcjonisty" broniącego ładu w świecie, jaki wyłonił się po 1989 r., z jego najważniejszymi dogmatami: prawami człowieka i demokracją. Putin chce raczej przekonać nas, że rok 1989 nie był aż tak ważny, że nie stał się istotną cezurą. Liczy się bezpieczeństwo, za cenę odrzucenia demokratycznego progresu, gdyż mogą się z niego wyłonić dżihadyści lub nacjonaliści. Obaj przywódcy mówią o prawach narodów, lecz diametralnie różnie je rozumieją - jako prawo do zmiany lub prawo do niepodlegania jej. Rosja potrafi, jak widać, zadać silny cios w samo centrum ideologiczne serca Zachodu. #USA #Władimir Putin