Kryzys imigrancki może się okazać początkiem końca kariery Angeli Merkel, tak jak dla kanclerza Heltmutha Kohla, jednego z jej politycznych mentorów i poprzednika na stanowisku szefa CDU, okazał się nim skandal związany z darowiznami na rzecz partii. Merkel nie wahała się wówczas publicznie krytykować Kohla (jej list do Frankfurter Allgemeine Zeitung uważa się za cios, który dobił ówczesnego kanclerza), a dziś sama znajduje się w ogniu krytyki. Zdecydowanymi oponentami prowadzonej przez nią polityki okazują się, o dziwo, nie przedstawiciele politycznej konkurencji, ale szef koalicyjnej partii CSU i członkowie własnego rządu.

Orban i Seehofer kontra szefowa niemieckiego rządu

Horst Seehofer, szef Unii Chrześcijańsko-Społecznej (CSU) i premier Bawarii od początku sprzeciwiał się taktyce, jaką Merkel przyjęła w stosunku do kryzysu imigranckiego.

Reklamy
Reklamy

W szczególności krytykował on sprowadzanie do Niemiec ludzi, koczujących na budapesztańskim dworcu, na co zdecydowała się #Angela Merkel obawiając się, że w przeciwnym razie świat obiegną obrazy wyczerpanych kobiet i starszych ludzi pieszo zdążających w kierunku Niemiec. Merkel uważała, że fatalnie wpłynęłoby to na opinię Unii Europejskiej w świecie. Seehofer najwyraźniej był odmiennego zdania i szybko znalazł sobie silnego sojusznika. Co ciekawe, okazał się nim premier Węgier Viktor Orban, mocno krytykowany przez niemieckie media za brak empatii w stosunku do imigrantów. W środę Orban był honorowym gościem na zamkniętym posiedzeniu CSU, które odbyło się w starym klasztorze benedyktynów Banz. Najpierw zabrał głos Seehofer, który wezwał do uporządkowania polityki azylowej i ochrony granic UE.

Reklamy

Wyraził też swoje poparcie dla Węgier. Potem Viktor Orban wygłosił mocne przemówienie, w którym zarzucił Merkel „moralny imperializm”. „Jesteśmy Węgrami i chcemy mieć prawo do tego, by nie musieć się zmieniać. My nie chcemy się zmieniać!" - stwierdził Orban. "Ale jeżeli inni chcą masowego napływu cudzoziemców, to proszę bardzo.” – dodał szef węgierskiego rządu. Seehofer uderza w Merkel i popiera Orbana, bo ma w tym własny interes. Chce w ten sposób wzmocnić swoją pozycję w CSU.

De Maiziere: „Wina po stronie Merkel”

Kanclerz Angela Merkel nie bardzo może też liczyć na zdecydowane wsparcie własnego ministra spraw wewnętrznych, Thomasa de Maziere, który również uważa, że sprowadzanie imigrantów do Niemiec było błędem. „Sytuacja wymknęła się spod kontroli po tym, jak zdecydowano się przywozić ludzi z Węgier do Niemiec” – powiedział de Maziere w programie "Maybrit Illner" nadawanym przez niemiecką telewizję ZDF. „To była tak wielka liczba, że wkradł się chaos. Teraz zabieramy się za to, żeby choć trochę uporządkować sprawy.” – dodał.

Reklamy

Nie da rady bez Assada

Wydaje się, że sama Angela Merkel dostrzegła błędy w swojej polityce i w końcu zdecydowała się na leczenie choroby, a nie objawów. Główną przyczyną napływu uchodźców jest wojna domowa w Syrii, więc żeby zastopować falę przybyszów z Bliskiego Wschodu, zalewającą nasz kontynent, trzeba najpierw położyć kres konfliktowi zbrojnemu, który wypędza ich domów. Nie da się tego zrobić bez prezydenta Syrii, Bashara al-Assada, z którym Zachód długo nie chciał rozmawiać. Teraz się to zmieniło. „Trzeba rozmawiać z wieloma graczami, go których zalicza się również Assad.” – powiedziała Merkel na nadzwyczajnym szczycie UE w sprawie kryzysu imigranckiego, zwołanym do Brukseli.

Pytanie tylko, dlaczego kanclerz Niemiec zrozumiała to dopiero teraz?

źródło: spiegel.de #Syria #imigracja