Platforma, czyli zdrowa gospodarka i niższe podatki

Gdy w roku 2001 powstawała #Platforma Obywatelska w jej szeregach zdecydowanie przeważali ludzie o konserwatywnym i prawicowym światopoglądzie, odwołujący się szeroko do idei liberalnych. Postulaty gospodarcze, takie jak choćby obniżenie podatków, czy ułatwienia dla przedsiębiorców i wzmocnienie zdrowych mechanizmów gospodarki rynkowej były obecne wśród najważniejszych obietnic PO. Okresowo pojawiały się też inne zapowiedzi, które wskazywać miały na chęć zwiększenia roli decyzyjnej samorządów i lokalnych społeczności: postulowano między innymi odpartyjnienie parlamentu, jednomandatowe okręgi wyborcze i bezpośrednie wybory starostów. Platforma zapowiadała budowę państwa, które, jak wielokrotnie mówił Donald Tusk, „uwolni energię Polaków”. Choć w PO od początku istniało także „lewe skrzydło”, to jednak w pierwszych latach funkcjonowania partii miało ono raczej znaczenie marginalne – w wyborach roku 2005 Polacy głosując na PiS, czy PO nie dostrzegali znaczących różnic pomiędzy oboma ugrupowaniami, które zapowiadały stworzenie wspólnej koalicji rządowej.

Konserwatyzm, czyli ślub z wyrachowania i pomocne braterstwo

Poza deklaracjami o liberalnym podejściu do gospodarki Platforma w „okresie młodzieńczym” dbała też o swój prawicowy wizerunek aksjologiczny. Z ust polityków Platformy płynęły nawoływania do lustracji, dekomunizacji i likwidacji postkomunistycznych WSI. Także w sferze religii początkowo PO daleka była od swej obecnej laicyzacji, czy wręcz antyklerykalizmu. Najlepiej świadczy o tym fakt, że Donald Tusk zdecydował się wziąć ślub kościelny tuż przed wyborami 2005 roku. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że ślub cywilny państwa Tusków miał miejsce… 27 lat wcześniej. Nawet współpracownicy przywódcy PO nie mieli wątpliwości, że była to decyzja podyktowana politycznym wyrachowaniem: „zrobił to dlatego, że wiedział, że jeśli chce być premierem tego narodu, to jest oczekiwane, że będzie normalnym katolikiem” – w ubiegłorocznym wywiadzie dla „Polska The Times” przyznał Jacek Merkel. Także po przejęciu władzy w wyborach w roku 2007 Platforma nie zrezygnowała z zabiegania o legitymację ze strony Kościoła Katolickiego – w ramach opozycji do „kościoła toruńskiego”, czyli wspierania PiS przez media ojca Tadeusza Rydzyka, PO odwoływała się do krakowskiego „kościoła łagiewnickiego”, gdzie wsparcie dawał jej między innymi kardynał Stanisław Dziwisz. Coroczne krakowskie rekolekcje dla posłów Platformy, które zostały zapoczątkowane z inicjatywy posła PO Ireneusza Rasia, nie były trudne do zaaranżowania – ówczesnym sekretarzem kardynała Dziwisza był bowiem brat posła Rasia, ksiądz Dariusz Raś.

Nowe oblicze, czyli rozrost biurokracji, socjalizm oraz walka o in vitro

Obecnie jednak kardynał Dziwisz i „kościół łagiewnicki” nie są już dla PO tak wielkim oparciem jak kiedyś – główna „tuba propagandowa” partii, czyli poseł Stefan Niesiołowski, nazwał nawet byłego papieskiego sekretarza kłamcą i orzekł, że „czuje do niego wstręt”. Także gospodarcze oblicze prawicowej Platformy dawno przestało być aktualne. Zamiast obniżania podatków i „lepszego życia dla wszystkich” PO zafundowała Polakom lawinowy wzrost liczby urzędników oraz wysyp afer korupcyjnych. Teraz partia kieruje się już do nieco innych wyborców, zakładając, że trzeci raz tych samych nie nabierze: #Ewa Kopacz „słucha ludzi”, obiecuje dopłaty do pensji dla najgorzej zarabiających i pomoc „frankowiczom” oraz w nowatorski sposób znajduje fundusze na zorganizowanie turnusów rehabilitacyjnych. Bohatersko broni też kwestii #in vitro, która nie jest wcale najistotniejszym problemem społecznym Polski, ale za to wielkim „młotem światopoglądowym” i wyrazem aktualnego antyklerykalizm PO. Koronnym „argument wyborczy” stanowi mocno już nieświeże i nieprzekonujące Polaków „straszenie PiS-em”. A wszystko to, zebrane razem, dobrze ukazuje jak dziwaczną partią stała się dawniej wolnorynkowa i prawicowa Platforma.

Źródła: polskatimes.pl, gazeta.pl