Najbogatszy Polak mógł obawiać się o swoje życie. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, po wybuchu afery podsłuchowej #Jan Kulczyk zawiadomił ABW, że jedną z osób stojących za nielegalnymi podsłuchami najprawdopodobniej mógł być jego dawny współpracownik, działacz polonijny, który mieszka na stałe w USA. Mężczyzna był związany z Kulczykiem w okresie, kiedy działalność biznesmena jeszcze nie kolidowała z istotnymi interesami państwa rosyjskiego.

Długie ramie Moskwy

Kulczyk otrzymał od rządu w Kijowie zgodę na współpracę przy modernizacji ukraińskich elektrowni atomowych. Ponadto miał starać się o to, by Ukraina zasilała swoje elektrownie polskim węglem, ponieważ po odcięciu dostaw z Donbasu nasz wschodni sąsiad miał problemy z pozyskiwaniem tego surowca. Jan Kulczyk forsował także projekt mostu energetycznego między naszymi krajami. To wszystko nie mogło oczywiście ujść uwadze Rosji, żywo zainteresowanej blokowaniem jakiejkolwiek współpracy Ukrainy z państwami ościennymi. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałaby Rosja, to sytuacja, w której Ukraina poradziłaby sobie z swoimi problemami węglowymi i zarabiała na sprzedaży prądu do innych krajów. Najprawdopodobniej od momentu, w którym Kulczyk postanowił budować most energetyczny łączący Polskę i Ukrainę, długoletni współpracownik biznesmena zaczął odwodzić go od tego pomysłu, a z czasem posuwać się wręcz do zastraszania. Według „Gazety Wyborczej” Jan Kulczyk wielokrotnie otrzymywał od niego pogróżki, w których powtarzały się informacje, iż dawny partner „ma na niego nagrania” i go „zniszczy”.

Kulczyk prosi o pomoc Tuska

O tym, że Kulczyk bardzo poważnie traktował pogróżki swojego niedawnego współpracownika, świadczy fakt, iż skierował się z prośbą o ochronę swoich interesów na Ukrainie do premiera Donalda Tuska. Jeszcze w pierwszej połowie 2014 roku doszło do rozmowy Tuska z Kulczykiem w rządowej willi premiera przy ulicy Parkowej w Warszawie. Paweł Graś, do 2014 roku rzecznik rządu i sekretarz PO, aktualnie bliski współpracownik Tuska w Brukseli, potwierdza, iż organizował to spotkanie.

Komu służy ABW?

"Gazeta Wyborcza" podaje, iż w tajnych aktach śledztwa podsłuchowego znajduje się notka CBA mówiąca, że Centralne Biuro Antykorupcyjne dowiedziało się o nielegalnym nagraniu rozmów w willi rządowej pomiędzy Tuskiem a Kulczykiem. Z informacji wynika, iż te same osoby, które dysponują nagraniami zdobytymi przez kelnerów z restauracji „Sowa & Przyjaciele” oraz „Amber Room”, są także w posiadaniu zapisu rozmów z rządowej willi premiera Tuska. CBA informowało prowadzących śledztwo, że to właśnie byli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego dysponują 700 godzinami nagrań rozmów ważnych polityków. CBA nazwało te osoby „grupą wiedeńską”, ponieważ w stolicy Austrii dokonywali transakcji związanych z taśmami. Tam właśnie dochodziło do odsłuchów nagrań i ich sprzedawania. CBA podało śledczym co najmniej dwa nazwiska byłych oficerów ABW zamieszanych w ten proceder.

Śmierć Jana Kulczyka

Podnosi się coraz więcej głosów zastanawiających się, jak to możliwe, że Jan Kulczyk mógł umrzeć z powodu zakrzepu tętnicy płucnej, przebywając w renomowanej klinice na oddziale VIP-owskim. Standardem jest, iż po zabiegach tego typu, jaki przeszedł polski biznesmen, podaje się środki zapobiegające takim zakrzepom. Co jeszcze bardziej intrygujące, Kulczyk zmarł w dziwnych okolicznościach w Wiedniu, o którym właśnie dowiadujemy się, iż na jego terenie działa grupa byłych członków służb specjalnych zaangażowanych w aferę taśmową. Czy wszystko to da się wytłumaczyć tylko jako zbieg okoliczności?

Źródło: wyborcza.pl #Donald Tusk #Platforma Obywatelska