Jak bardzo antyobywatelska jest ordynacja wyborcza, pokazuje według Pawła Kukiza fakt, że musi on aktualnie pozbawić prawa do kandydowania ponad trzy tysiące działaczy swojego ruchu. Jak powiedział w wywiadzie dla TVP1, ordynacja przewiduje, że może on zgłosić tylko 920 kandydatów, mimo że chęć startowania wyraziło ich ponad cztery tysiące.

Demokracja urojona

Każdy oczywiście może wyrzucić swoją komórkę przez okno, a potem dziwić się, czemu ona nie lata, skoro uprzednio włączył w niej tryb samolotowy. Tak samo możemy chodzić na demokratyczne wybory i dziwić się, że pomimo iż mamy wolną wolę, dane jest nam ciągle wybierać tylko między tymi samymi politykami, a w rezultacie oglądać wciąż te same osoby w Parlamencie. Czy na tym naprawdę ma polegać demokracja? Aktualna ordynacja jest mechanizmem kontroli, który daje szefowi partii władze absolutną. Dzięki temu wszystkie partie w Polsce są tak naprawdę partiami wodzowskimi. Szef ugrupowania ustala, komu wolno kandydować z ramienia jego organizacji i kto zajmie pierwszą pozycję na liście. To w zupełności wystarcza przywódcy partyjnemu, by wyciąć w pień wszystkich, którzy dotychczas wykazywali się samodzielnym myśleniem i głosowali w oparciu o własne sumienie. Zazwyczaj na listy trafiają tylko posłuszni żołnierze wykonujący bezrefleksyjnie polecenia swego wodza. Jak podaje Onet, takie zniekształcenie demokracji przez kodeks wyborczy według Kukiza jest sprzeczne z konstytucją.

Dokąd zmierza Kukiz

„Muszę pozbawić biernego prawa wyborczego trzy tysiące osób. Zmierzam do takiego systemu, gdzie nie Kaczyński, nie ja, a obywatele będą decydować o tym, kto może startować" - ogłosił 17 sierpnia w „Polityka przy kawie”. - „Zamierzam tę sprawę zgłosić do Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli trybunał rozpatrzy to nie po myśli obywateli, pójdziemy do Strasburga. Ja nie idę po władzę, to myślenie perspektywiczne, myślę o swoich dzieciach i wnukach”.

Kukiz żartuje, że aktualnie obowiązująca ordynacja proporcjonalna wywodzi swoją nazwę od tego, że na liście wyborczej członkowie partii znajdują się proporcjonalnie tak wysoko, jak bardzo są posłuszni swojemu wodzowi.

Kto boi się JOW-ów?

#Paweł Kukiz sam przyznaje, że system JOW nie jest idealny, ale na aktualnym poziomie upartyjnienia państwa stanowi niezbędny etap do rozsadzenia partiokracji. Musi coś być na rzeczy w tym, co mówi Kukiz, bo nie da się nie zauważyć, iż wszyscy szefowie partii palą się do JOW-ów niczym ognisko rozpalone przez dziesięcioletnie harcerki. Liderzy polityczni widocznie zdają sobie sprawę, że Jednomandatowe Okręgi Wyborcze mogłyby zakończyć ich niczym nieuzasadnioną dominację. Według Kukiza powinno być 460 okręgów wyborczych, a nie setka jak dotychczas, jeśli idzie o wyższą izbę Parlamentu. Większa ilość okręgów to mniejsze okręgi, a co za tym idzie - obywatele mają łatwiejszy, bezpośredni dostęp do kandydatów i mogą ich lepiej poznać przed podjęciem indywidualnej decyzji przy urnie wyborczej.

Aktualnie możemy oglądać kandydatów głównie w TV i na tej podstawie wyrabiać sobie o nich zdanie. W ten sposób, jak przekonuje Paweł Kukiz, "media mogą zrobić z prostytutki świętą, a z świętego bandytę". Jeśli diagnoza muzyka jest prawdziwa, wtedy cała zabawa z co okresowym głosowaniem w kolejnych wyborach nie ma sensu. Jak byśmy nie głosowali, zawsze możemy jedynie wybierać spośród tej samej grupki polityków posłusznych partyjnym szefom. Na bazie antyobywatelskiej ordynacji wyborczej nie stworzymy demokratycznego państwa. Jeśli więc nie zmienimy ordynacji, zaryzykuję stwierdzenie, że nasze działania jako wyborców będą po prostu wyglądać tak, jak byśmy chcieli z zupy rybnej zrobić akwarium.

Trzecia siła polityczna w Polsce

Według badania TNS Polska z dnia 18 sierpnia Ruch Kukiza jest trzecią siłą polityczną w Polsce. Poza PiS-em mającym 41% poparcia, PO posiadającą 22% i Ruchem Kukiza z 11% poparcia, pozostałe partie nie dostałyby się dzisiaj do Sejmu.

Źródło: wiadomosci.onet.pl #społeczeństwo #kampania społeczna