"W wyborach mamy dwóch pewniaków i przynajmniej trzy znaki zapytania" - stwierdza politolog w rozmowie z Blasting News.

Paweł Mazur: Zdziwił pana ostatni wywiad Pawła Kukiza dla tygodnika "Do rzeczy", w którym wokalista bardzo ciepło wypowiadał się na temat Beaty Szydło i PiS-u?

Antoni Dudek: Nie, to mnie specjalnie nie zdziwiło, ponieważ on od dłuższego czasu delikatnie dawał do zrozumienia, że jego flagowy projekt ma szanse na realizacje raczej z PiS-em, a nie z PO.

Przez długi czas starał się jednak nie dawać bezpośrednich znaków tego, do kogo mu bliżej - raczej stawiał sprawę w ten sposób, że do jednych i drugich mu daleko.

To akurat słuszna strategia - unikanie całkowicie jednoznacznych deklaracji.

Reklamy
Reklamy

Pamiętamy jak wyglądała zaplanowana przed wyborami koalicja PO-PiS z 2005 roku - wtedy ludziom wydawało się, że to, czy zagłosują w wyborach na kogoś z Platformy Obywatelskiej, czy na przedstawiciela Prawa i Sprawiedliwości nie ma większego znaczenia, bo to niemal to samo. Co z tego wyszło - wszyscy wiedzą. Według mnie ciekawsze jest jednak to, kto w ogóle w tym sejmie będzie. Mamy praktycznie dwóch pewniaków - PiS i PO - oraz przynajmniej trzy znaki zapytania.

Do niedawna panowała opinia, że PiS, nawet gdyby wygrało wybory, nie będzie w stanie utworzyć rządu, bo nie znajdzie koalicjanta. Dziś wydaje się, że sytuacja uległa odwróceniu i taki problem może dotknąć PO.

Po tym, jak PO straciła urząd prezydenta, niewątpliwie ma ona problem. Głowa państwa to postać kluczowa, która desygnuje premiera.

Reklamy

Nie ma takiego przepisu, ale przyjmuje się, że premierem zostaje przedstawiciel największej partii w parlamencie i w sytuacji, gdyby do sejmu dostają się tylko PiS, PO i partia Kukiza to Platforma rzeczywiście będzie stała na straconej pozycji. Może też jednak dojść do bezprecedensowej sytuacji w historii III RP, że PiS zdoła stworzyć samodzielną większość rządzącą. Wtedy Kukiz może być potrzebny jedynie przy ewentualnym projekcie zmiany konstytucji. Z drugiej strony wymagana do zmiany większość 2/3 głosów to bardzo dużo i tutaj to z kolei Platforma może posiadać dostateczną ilość posłów, by taką zmianę zablokować.

W kontekście tak zwanych "antysystemowców" - czy uważa pan, że Janusz Korwin-Mikke ze swoim nowym ugrupowaniem ma jeszcze szansę na odbudowanie choćby takiego poparcia, jakie zdobył w wyborach europejskich?

Jestem co do tego sceptyczny, bowiem w wyborach europejskich, w których Korwin-Mikke odniósł umiarkowany sukces, mieliśmy dość niską frekwencję, która zawsze sprzyja wybieraniu małych partii.

Reklamy

Poza 1991 rokiem, gdy nie było pięcioprocentowego progu wyborczego, nigdy żadnemu wcieleniu politycznych ugrupowań Korwina nie udało się jednak wejść do polskiego parlamentu. Dzieje się tak z uwagi na to, że partia Janusza Korwin-Mikkego - jak by się ona nie nazywała - to zawsze formacja skrajna, atrakcyjna głównie dla młodych studentów płci męskiej. A z poparciem tylko tej grupy nie da się przekroczyć obowiązującego progu wyborczego. #wybory parlamentarne