Uchodźcy masowo nadciągają do wybrzeży państw europejskich. Po drodze topią współbraci lub wyrzucają w morską toń paszporty. Na miejscu domagają się dobrego traktowania, przyjęcia z otwartymi ramionami i zapewnienia "odpowiednich" warunków do życia. Bez gwarancji, że kiedyś staną się mentalnymi Europejczykami. Ilu z nich marzy o zamieszkaniu w Polsce? Ilu Polaków marzy o sąsiadowaniu z imigrantem, przesiedlonym do naszego kraju według niewiadomego klucza? Zdania jak zwykle są podzielone, od hurra-optymizmu, nawoływania do humanitaryzmu i przypominania polskiej emigracji zarobkowej, przez obojętne wzruszanie ramionami, aż po obfitujące w wulgaryzmy hasła antyimigranckie.

Reklamy
Reklamy

Mało kto wie, że do Polski trafią dwie zupełnie różne grupy przesiedleńców. Syryjczycy, których sprowadza Fundacja Estera, to osoby dokładnie sprawdzone oraz wjeżdżające do Polski legalnie. Natomiast deklaracja Ewy Kopacz dotyczy nielegalnych imigrantów.

No-go-areas, czyli enklawy imigranckie

Jest kilka krajów europejskich, które przed laty zapraszały do siebie tanich robotników o śniadej cerze. Rządy tych krajów były przekonane, że w ramach wdzięczności imigranci całkowicie się zasymilują i przyjmą europejski standard życia jako własny. Miał to być sposób na rozruszanie gospodarki oraz poprawę statystyk demograficznych, ale efektem jest powstawanie enklaw i gett. Z czasem enklawy rozrastają się i pochłaniają kolejne osiedla, tworząc swoiste zakazane rewiry.

Reklamy

Tam nie zapuszcza się nawet policjant, zwłaszcza w pojedynkę. Wewnątrz toczą się otwarte konflikty pomiędzy różnymi grupami etnicznymi i gangami - o władzę i wpływy. Przykładowo w niemieckim Duisburgu, Essen, Kolonii czy Dortmundzie całe dzielnice rządzą się własnymi zasadami, a ich mieszkańcy za nic mają prawo i jego przedstawicieli. Policjanci bez wsparcia wcale się tam nie pokazują, albo ratują się ucieczką. Władze landów uważają, że nie istnieje coś takiego, jak problem no-go-areas.

Podpalenia, profanacje i manifestacje

Kolejne podboje oraz wątpliwej jakości historycznej wyczyny quasipaństwa islamskiego powodują znaczący wzrost nastrojów antyimigranckich. Zwykły obywatel nie chce się dniami i nocami zastanawiać, czy jego nowy sąsiad to zagorzały islamista, chwilowo ukryty za fasadą chrześcijanina lub ateisty. Zwykli obywatele coraz bardziej otwarcie wyrażają swój sprzeciw wobec nieskrępowanego napływu nielegalnych imigrantów z krajów dalece odbiegających religią i kulturą od europejskiego chrześcijaństwa.

Reklamy

Niemal na porządku dziennym są podpalenia ośrodków dla uchodźców - dla przykładu w bieżącym roku w Niemczech doszło już do ponad 150 takich podpaleń (wobec 55 w całym 2013 r.). W nocy z 17 na 18 lipca podłożono ogień pod schronisko w Remchingen (Badenia-Wirtembergia), gdzie w 2016 r. mieli tymczasowo zamieszkać arabscy i afrykańscy imigranci, a dwa dni wcześniej - spalono budynek w Reichertshofen (Bawaria), przygotowany na przyjęcie uciekinierów od września br. 18 lipca rano w Waldaschaff (Dolna Frankonia) podłożono ogień w schronisku, w którym przebywało 18 osób. W Polsce jak dotąd organizowane są nieliczne manifestacje przeciw przyjmowaniu uchodźców. 11 lipca ukazała się też informacja o obrzuceniu warszawskiego meczetu kawałkami świńskich łbów, co jednak zakwalifikowano jako obrazę uczuć religijnych.

Elian Gonzales kontra imigrancki euroabsurd

W kwietniu 2000 r. władze USA siłą deportowały na Kubę dziewięcioletniego chłopca, który wcześniej samodzielnie dopłynął do wybrzeży Florydy. Podczas ucieczki zginęła jego matka i liczne rodzeństwo, na miejscu Elianem zaopiekowali się jego dalecy krewni. Amerykańskie prawo gwarantowało ochronę osobom, które samodzielnie dobrnęły do lądu. Elianowi odmówiono jednak wystąpienia o azyl jako nieletniemu oraz podnoszono, że nie wyszedł na ląd, lecz został wyłowiony przez rybaków.

Tymczasem Europa litościwie wyławia z morza tysiące ucikinierów niewiadomego pochodzenia, o nieznanych planach i nieodkrytym światopoglądzie. Euroland prostuje banany, zalicza ślimaki do ryb i marchewki do owoców, ale nie radzi sobie z rozróżnianiem pomocy humanitarnej od bezmyślnego przyjmowania nielegalnych imigrantów. Ostatni sondaż IBRiS wykazał, że 35,8% Polaków jest zdecydowanie przeciwnych przyjmowaniu nielegalnych imigrantów, a 34,4% jest "raczej" przeciwnych wobec narzuconego nam obowiązku ich przyjęcia. Tylko 2,8% ankietowanych zdecydowanie ten projekt popiera oraz 21,3% "raczej" jest za. Węgry i inne kraje (w tym USA) budują "antyimigranckie" ogrodzenia. Polski rząd podejmuje działania wbrew opinii ponad 70% społeczeństwa, solidaryzując się z krajami, do których przybijają łodzie z uciekinierami. Czy Europa wykaże podobną solidarność z krajami, w których imigranci zaczną sprawiać poważne problemy? #Unia Europejska #Ewa Kopacz #ISIS

Źródła: RMF24, Wirtualna Polska, Onet, Codzienny Poznań, Newsweek, Bibuła