O pani Premier, która jeździła koleją

Swoją kampanię pod hasłem „Kolej na Ewę” pani premier rozpoczęła jeszcze pod koniec czerwca. Hasło to dość niefortunne biorąc pod uwagę, że w niedawnych wyborach prezydenckich urzędujący prezydent popierany przez PO przegrał. Podróżująca koleją #Ewa Kopacz miała z jednej strony dowodzić, że rozwój kraju jest faktem, a z drugiej, że Platforma jest otwarta na wsłuchiwanie się w głosy Polaków. Niestety dla PO – podobnie jak „wyjście do ludzi” w przypadku Bronisława Komorowskiego zakończyło się katastrofą, tak i program „słuchania ludzi” Ewy Kopacz wydaje się być dla rządzącej partii równią pochyłą. Nie pomagają wyjazdowe posiedzenia rządu, kierowanie ruchem, fundowanie lodów, przytulanie piesków i głaskanie dzieci – we wszystkich tych sytuacjach pani Premier i jej obietnice wypadają sztucznie.

Reklamy
Reklamy

Ewa Kopacz, czyli „program pisany przez ludzi”

Jedną z takich obietnic miała być długo odkładana pomoc frankowiczom, ale jej forma została ograniczona w tak znaczący sposób, że skorzystać z niej może około 10% zainteresowanych. Pani premier zapowiedziała też dopłaty do pensji dla najmniej zarabiających. „Rolą państwa jest to, by temu, kto mało zarabia dopłacić tyle, by mógł godnie żyć” – stwierdziła Kopacz. Do miana najbardziej kuriozalnej wypowiedzi pani premier zaliczyć jednak wypada opis sposobu konstruowania programu wyborczego PO: „Programu nie pisze kolektyw partyjny (…) wolę rozmawiać z ludźmi i chcę, żeby ten program napisali Polacy” – przekonywała Kopacz na antenie TVP Info. Na poparcie swych tez przywołała przykład matki niepełnosprawnego dziecka, która w pociągu prosiła ją o skrócenie czasu oczekiwania na turnusy rehabilitacyjne.

Reklamy

Ewa Kopacz znalazła rozwiązanie, którego nie powstydziłby się z pewnością sam Andrzej Lepper  – „To ja mówię: dobrze, nie będzie rezerwy prezesa NBP na takim poziomie, tylko o 20 mln mniej, a te pieniądze przeznaczę na turnusy rehabilitacyjne. To jest prawdziwe pisanie programu przez obywateli” – oznajmiła bezkompromisowo pani premier.

O szefowej sztabu, co chciała zostać premierem

Jeszcze pół roku temu Beata Szydło nie wyróżniała się z tłumu ani talentami krasomówczymi, ani też napastliwością medialnych wypowiedzi - była szeregowym posłem partii opozycyjnej. Jej pozycja w partii zmieniła się diametralnie, gdy szefując sztabowi wyborczemu Andrzeja Dudy doprowadziła do sensacyjnego zwycięstwa kandydata PiS-u. W przeciwieństwie do Ewy Kopacz, która „odziedziczyła” rząd po Donaldzie Tusku, Szydło swoją pozycję zbudowała sama i dzięki temu nie musi nikomu niczego udowadniać. Z kampanii prezydenckiej zachowała też dobre zaplecze sztabowe: hasło „Spotkajmy się w drodze” nie jest porywające, ale na pewno dużo naturalniejsze i ugodowe – w przeciwieństwie do źle pomyślanego i brzmiącego egocentrycznie „Kolej na Ewę”.

Reklamy

Beata Szydło, czyli „ładny koncert życzeń”

Podczas lipcowej konwencji PiS zaprezentowało swój program wyborczy, dzięki czemu to właśnie jego pomysły pozostaną punktem odniesienia dla przyszłego programu PO. Konkrety, które rzuciła na stół Szydło, to między innymi: obniżenie podatku dla małych i średnich przedsiębiorstw z 19 do 15%, podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8000 zł, a także obniżenie stawki VAT z 23 do 22%. Wszystko to przy jednoczesnym wprowadzeniu podatku obrotowego od hipermarketów i podatku bankowego. Kolejne istotne postulaty to: obniżenie wieku emerytalnego i wsparcie dla rodzin: 500 zł na drugie i każde kolejne dziecko. Wśród ekonomistów i polityków trwają spory, co do wyliczeń przedstawionych przez Beatę Szydło na poparcie swojego projektu – koszt propozycji według PiS-u to 22 mld zł, ale zdaniem niektórych analityków może to być kwota nawet dwukrotnie wyższa. Wicepremier Janusz Piechociński z PSL mówi z ironią, że projekty przedstawiane przez Szydło to „bardzo ładny koncert życzeń”. Całkiem możliwe, pytanie jednak, czy ktoś będzie w stanie napisać ładniejszy.

źródła: wyborcza.pl, polskieradio.pl, regiopraca.pl, tvp.pl, tvn24.pl #wybory parlamentarne #Beata Szydło