Referendum? Tylko w ostateczności

W III RP Polacy zaledwie czterokrotnie mieli szansę wypowiedzieć się w ogólnokrajowym referendum, przy czym dwie kwestie referendalne rozstrzygnięto podczas jednego głosowania – w roku 1996 jednocześnie głosowano sprawę powszechnego uwłaszczenia i prywatyzacji. Rok później również w referendum Polacy zaakceptowali nową Konstytucję RP (53,7% głosów „za”), a ostatnie jak dotąd referendum ogólnopolskie miało miejsce w roku 2003 – wówczas obywatele mieli zadecydować czy chcą wstąpienia Polski do Unii Europejskiej (77,45 % uczestników zagłosowało na „tak”).

Brak tradycji referendalnej i złe skojarzenia z przeszłości

Słowo „referendum” w polskiej historii może mieć konotacje negatywne.

Reklamy
Reklamy

Pierwsze, znane pod nazwą „referendum ludowego 3 x tak”, rozpisane zostało w 1946 roku przez nowe władze Polski Ludowej. Zakończyło się ono wielkim fałszerstwem, które miało legitymizować rządy komunistów. Drugie referendum w czasach PRL-u zorganizowano w roku 1988, a dotyczyło ono reform gospodarczych i politycznych. Choć Polacy przy wysokiej frekwencji wyrazili zdecydowane poparcie dla przemian w obu dziedzinach, to wyniki nie były wiążące z uwagi na źle skonstruowaną ustawę referendalną. Doświadczenia z PRL-owskimi referendami – sfałszowanymi, lub też wadliwie rozpisanymi – na pewno nie dawały więc podstaw, by Polacy nabrali zaufania do tej instytucji. W ostatnich latach coraz częściej do laski marszałkowskiej trafiają jednak obywatelskie projekty postulujące referenda poparte setkami tysięcy, a nawet milionami podpisów – jak dotąd wszystkie one były odrzucane głosami rządzącej od 8 lat koalicji już w pierwszym czytaniu.

Reklamy

Obywatele, nie bądźcie natrętni

Najważniejsze obywatelskie projekty ustaw referendalnych to: projekt referendum w sprawie prywatyzacji Lasów Państwowych (2,5 mln podpisów), projekt referendum w sprawie wieku emerytalnego (1,5 mln) i projekt referendum edukacyjnego (900 tys.) – wszystkie odrzucone przez większość sejmową. Podobny los spotyka także obywatelskie projekty ustaw, jak choćby projekt ustawy w sprawie sześciolatków w szkołach, pod którym podpisy złożyło ponad 1,6 mln osób. Zamiast zwoływania referendum w kwestiach ważkich z punktu widzenia Polaków politycy wolą sami wyszukiwać „tematy zastępcze”, w których można bez końca przerzucać się ideologicznymi, czy statystycznymi argumentami. A wszystko to w imię umacniania demokracji i budowania państwa prawa, z pełnym poszanowaniem podmiotowości obywateli.

Referendum w odmętach szaleństwa

Jak się jednak okazuje – wystarczy chcieć. Po przegranej pierwszej turze wyborów prezydenckich Bronisław Komorowski nagle postanowił zorganizować referendum, co miało mu pomóc w pozyskaniu głosów wyborców Pawła Kukiza.

Reklamy

W efekcie Polacy będą niedługo odpowiadać na 3 pytania dotyczące: JOW-ów, finansowania partii politycznych i wprowadzenia zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości, co do wykładni prawnej na korzyść podatnika. Mimo zarzutów natury formalnej co do skonstruowanego w pośpiechu referendum, wydaje się, że dojdzie ono do skutku. Skoro Polacy chcieli referendum, to je dostaną, nawet, jeśli nie takich tematów żądali. A kwestie takie jak choćby sześciolatki? Następnym razem, czyli pewnie za kolejnych 12 lat. Wówczas obecne sześciolatki będą już pełnoletnie, więc same zadecydują, co jest dla nich najlepsze. I, co oczywiste, będzie to kolejny triumf polskiej demokracji.

Źródła: „Reglamentowana rewolucja”, „Pierwsze lata III Rzeczypospolitej” – A.Dudek, prezydent.pl, onet.pl #Unia Europejska #Bronisław Komorowski #Platforma Obywatelska