Wiem, że nie odkryję Ameryki pisząc, że portale społecznościowe bardzo nas wszystkich zmieniły. I nie chodzi mi tutaj o to, że uzależniamy się do #Facebook, czy Twittera, czyli poświęcamy im zbyt wiele uwagi i czasu kosztem …(każdy wie czego). Ale jest też w tym socialowym szaleństwie jakiś sens. Za sprawą serwisów społecznościowych my, czyli ich użytkownicy możemy podzielić się swoją opinią/oceną, czy swoim problemem. W dobie Internetu szybko się okazuje, że podobnie jak my myśli i czuje więcej osób. Tak właśnie powstają różne grupy np. Praca w mediach, Forum Żydów Polskich, Polish Street Photography itp., itd. Jak widać łączą nas przede wszystkim: praca, zainteresowania, pasje; ale nie tylko.

Reklamy
Reklamy

Ostatnio coraz częściej łączymy się w sprzeciwie wobec czegoś np. Biebrza wolna od wiatraków lub kogoś np. Nie chcemy widzieć Dariusza Oko w telewizji.

Tych panów nie chcemy już oglądać w telewizji

W uzasadnieniu akcji "Nie chcemy widzieć Dariusza Oko w telewizji" jej twórcy/założyciele piszą:"Dariusz Oko propaguje kłamstwa i przesądy. Nie zasługuje zatem na tytuł profesora, którym się posługuje. Zieje również nienawiścią. Nie może zatem być duchownym religii miłości. Dlaczego zapraszają go media? Dlaczego pytają go o zdanie? Nie chcemy go słuchać ani oglądać". Akcję popiera ponad 8 tysięcy fejsbukowiczów (stan na 23.07), w tym dziennikarka i publicystka Eliza Michalik. Pisze o niej tak: "Dziękuję z całego serca tym, którzy tę stronę założyli, rozpoczęli społeczną debatę i domagają się żeby przestano traktować kłamców i/lub propagandzistów (mowa jest także o Tomaszu Terlikowskim) jak równoprawnych dyskutantów w debacie publicznej. Nie idzie o poglądy, bo te każdy ma prawo mieć własne. Nie idzie nawet o epitety, bo porównywanie (co czyni nader często Terlikowski) oponentów do nazistów, na początku straszne, po jakimś czasie nikogo już nie oburza i trąci groteską. Zresztą, pal sześć złe porównania i nadużywanie wielkich kwantyfikatorów. Ale udzielanie bezpłatnego czasu antenowego kłamcom - powtórzę to raz jeszcze dla spotęgowania efektu - Świadomym Kłamcom, którzy korzystają z tego narzędzia by manipulować, wprowadzać w błąd i oszukiwać opinię publiczną jest niedopuszczalne" (źródło: NaTemat/Eliza Michalik).

Reklamy

Ale wśród osób, których internauci nie chcą widzieć w telewizji są też dziennikarze i politycy. Nie jest żadną tajemnicą, że ogromne kontrowersje budzi redaktor naczelny Frondy - Tomasz Terlikowski. On również doczekał się akcji "Nie chcemy widzieć Tomasza Terlikowskiego w telewizji". Popiera ją już ponad 14 tysięcy osób (!) (stan na 23.07). Ostatnio zszokował nie swoim autorskim tekstem/newsem (chyba, że podpisuje się też jako "mod"), ale tym co czytamy na jego, co warto podkreślić KATOLICKIM portalu. W krótkiej informacji o tragicznej śmierci Katarzyny Bienias - znanej feministki i aktywistki LGBT czytamy: "Niezbadane są wyroki boskie. Prośmy Dobrego Boga by zmiłował się nad duszą Pani Bienias i przebaczył jej wszelkie zło jakie wyrządziła w swym życiu.

Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie

A światłość wiekuista niechaj Jej świeci

Niech odpoczywa w pokoju wiecznym

Amen"

Pozostając w temacie fejsbukowych akcji bohaterem analogicznej do tej z księdzem Dariuszem Oko i redaktorem Tomaszem Terlikowskim jest też polityk Jacek Kurski.

Reklamy

Jego też nie chcą widzieć w telewizji użytkownicy Facebooka, a dokładnie ponad 2 tysiące użytkowników (stan na 23.07).

Poglądy polityczne decydują o tym kogo chcemy oglądać, słuchać i czytać 

Oczywiście śledząc serwisy społecznościowe i komentarze pod różnymi artykułami dostępnymi na różnych portalach internetowych wyraźnie widać, że dziennikarzami, za którymi delikatnie mówiąc nie przepadają Polacy o poglądach prawicowych są: Tomasz Lis, Monika Olejnik, Janina Paradowska i Jacek Żakowski. Z kolei Polacy, którym bliżej do centrum i Platformy Obywatelskiej krytykują: braci Karnowskich, Łukasza Warzechę i Cezarego Gmyza (złośliwie nazywanego Cezarym "Trotyl" Gmyzem).

Narodowcy, zwolennicy Pawła Kukiza i Janusza Korwina - Mikkego w czasie licznych akcji, manifestacji i happeningów szydzą, nader często, z Michała Kamińskiego (częściej nazywają go Misiem Kamińskim), czyli kiedyś czołowego polityka PiS, a dziś bliskiego współpracownika premier Ewy Kopacz. #social media

źródło: Facebook, na:Temat