Pokerowa zagrywka Wałęsy i Kaczyńskiego

Wszystko zaczęło się jeszcze w roku 1989, w Sejmie kontraktowym, po nieudanej próbie stworzenia rządu z generałem Czesławem Kiszczakiem na czele. Wówczas, w wyniku rozmów prowadzonych za zgodą Lecha Wałęsy przez Jarosława Kaczyńskiego, koalicjanta zmieniły, dotąd wierne PZPR, "partie satelickie: Zjednoczone Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Demokratyczne. Posłowie ZSL i SD wsparli stronę solidarnościową, a oficjalnie zawiązanie nowej koalicji ogłosił 17 sierpnia Lech Wałęsa. Dla komunistów było to zaskoczenie nie mniejsze, niż druzgocąca porażka w wyborach 4 czerwca. Ta nagła zamiana miejsc tydzień później doprowadziła do powołania na stanowisko premiera kandydata Solidarności, Tadeusza Mazowieckiego. Co ciekawe, w rządzie Mazowieckiego znalazło się miejsce dla 4 ministrów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, którymi obsadzono kluczowe resorty, mimo że formalnie PZPR nie była członkiem koalicji. Tymczasem tyle samo ministrów miał w rządzie koalicyjny ZSL, zaś SD posiadało w nim jedynie 3 reprezentantów.

PSL, czyli tradycyjny koalicjant

O ile Stronnictwo Demokratyczne po roku 1989 szybko straciło na znaczeniu i odeszło w polityczny niebyt, o tyle Zjednoczone Stronnictwo Ludowe przekształciło się w Polskie Stronnictwo Ludowe i kontynuuje tradycje obrotowego partnera koalicyjnego. Z pewnego punktu widzenia należy uznać, że #PSL jest partią, która odniosła w ostatnim 25-leciu największy sukces: w latach 1990-2015 "ludowcy" trzykrotnie wchodzili do koalicji rządowych, w sumie współrządząc Polską przez blisko piętnaście lat! PSL, dbające o wizerunek partii centrowej, łatwo dochodzi do konsensusu z różnymi siłami politycznymi. Było tak w przypadku koalicji utworzonej z ugrupowaniami lewicowymi (Sojusz Lewicy Demokratycznej, Unia Pracy), jak i obecnie, gdy największą partią w sejmie jest, uchodząca niegdyś za prawicową, Platforma Obywatelska. #wybory parlamentarne

Przystawki zamiast PO-PiS-u

Wybory sprzed dziesięciu lat miały Polsce przynieść rządy koalicji PO-#PiS i rzecz wydawała się rozstrzygnięta jeszcze przed wyborami. Wydarzenia potoczyły się jednak inaczej i od lat każda ze stron ma swoją wersję wypadków - politycy obu partii oskarżają się wzajemnie o to, że jedni nie potrafili ustąpić drugim. Faktem jest, że koalicja PO-PiS nigdy nie została stworzona, a zamiast tego rządy Kazimierza Marcinkiewicza Jarosława Kaczyńskiego musiały się oprzeć na niestabilnej i bardzo egzotycznej grupie koalicjantów. Chodzi oczywiście o Samoobronę RP, której przewodził tyleż charyzmatyczny, co kontrowersyjny lider Janusz Lepper oraz o Ligę Polskich Rodzin, której prezesem był Roman Giertych. Trzeba jednak pamiętać, że jako pierwsi do koalicji z PiS-em "zapisali się" byli posłowie LPR zrzeszeni w Narodowym Kole Parlamentarnym. Aby wejść do koalicji szykowało się też zawsze gotowe na taką okoliczność PSL, jednak ostatecznie ten jeden raz "ludowcy" powiedzieli pas. Dziwaczny koalicyjny konglomerat, całkowicie niespójny zarówno pod względem politycznym, jak i ideologicznym, z dużym trudem wypracowywał wspólne stanowisko. Już po kilku miesiącach rządów wybuchły pierwsze wewnętrzne spory, które nie ustawały przez kolejne dwa lata. Ostatecznie targana skandalami politycznymi i obyczajowymi koalicja rozpadła się w sierpniu 2007 roku, kiedy PiS zerwał umowę koalicyjną decydując się na rozpisanie nowych wyborów.