Rok 2015 jest drugim rokiem wyborczym z rzędu. Przygotowanie kolejnych kampanii to ogromny wysiłek intelektualny (wymyślanie: spotów, haseł, billboardów, przekazów dnia, komunikatów prasowych, tematów konferencji, programu) i fizyczny (regularne pojawianie się w mediach, spotykanie się z wyborcami w terenie, wiece wyborcze, konwencje i konferencje). To wszystko nie powinno jednak zakłócać codziennej pracy polityków w sejmie, ministerstwach, czy samorządach. Podkreślam, nie powinno. Ale jak wiadomo zakłóca, bo mało kto potrafi wyrabiać 200% normy (może poza Japończykami, którzy czasem przypłacają to życiem).

Oczywiście politycy korzystają w kampanii z pomocy specjalistów od wizerunku i marketingu politycznego. Ale decydujący głos - jak zakładam - ma zawsze sztab składający się w większości z polityków z ich zaletami, ale i wadami.

Reklamy
Reklamy

Dlatego produkty jakimi są spoty wyglądają tak, a nie inaczej. Wystarczy powiedzieć, że są zwykle wyśmiewane. Niektórzy z nas pewnie świetnie pamiętają spoty "kwiatki" z kampanii do Parlamentu Europejskiego. Ja wspominam do dziś Michała Boniego, który wyskakuje z krzaków.

Pierwszy, ale pewnie nie ostatni spot w kampanii parlamentarnej

Zdanie medioznawcy, prof. dr hab. Wiesława Godzica z SWPS w Warszawie spot Prawa i Sprawiedliwości pt."Wiarygodność" jest typowym spotem negatywnym. I można się spodziewać, że właśnie takie spoty będą powstawały w już trwającej w najlepsze kampanii parlamentarnej.

Spoty są groźne, kiedy mają za nic kontekst, czyli są szalenie uproszczone, a nawet prymitywne w przekazie. Ich twórcom, co nie dziwi, chodzi o to, żeby wszystko było czytelne i wryło się w świadomość.

Reklamy

Na szczęście internauci oglądający w sieci także (bo przecież nie tylko) polityczne spoty podchodzą do nich z ogromnym dystansem. Komentują te filmiki zarzucając ich twórcom, że ci myślą, że odbiorcy są naiwni.

Prof. Godzic nie ma wątpliwości, że spot "Wiarygodność" jest propagandą. Przecież wiemy czyj i z czyjego punktu widzenia jest to przekaz. Ogranicza się on do pokazania, kto jest po właściwej, a kto po niewłaściwej stronie - dodaje profesor. Medioznawca jest zwolennikiem uczenia już w szkole, właśnie na przykładzie kampanii politycznych, jak się konstruuje znaczenie. Kiedy młodzi się tego nauczą, to będą rozpoznawać co jest, a co nie jest propagandą. Wtedy też propaganda straci na znaczeniu. Bo z propagandą nie wygra się antypropagandą, ale właśnie myśleniem.

Czym powinien się charakteryzować dobry, czyli nie propagandowy spot wyborczy?

Prof. W. Godzic: Powinien przede wszystkim oddziaływać na emocje, ale niezbyt silnie. Powinien też nie odbiegać od rzeczywistości, czyli od faktów. Dobry spot to taki, który pokazuje słabe strony przeciwnika i oczywiście nasze mocne strony. W filmikach zwanych spotami chodzi, tak naprawdę, o walkę na wartości. Tylko trudność polega na tym, jak w świecie obrazu zbudować/pokazać wartości? Poza tym, trzeba to umieć zrobić w sposób nienachalny, bo widz/wyborca nie lubi kiedy ma do czynienia z tzw. łopatologią. Warto też dodać, że świetnym narzędziem walki, także politycznej, a zarazem sposobem na zjednywanie ludzi jest humor. To są wskazówki dla kreatorów spotów. #wybory parlamentarne #wybory 2015