Małgorzata Wassermann, córka zmarłego tragicznie w katastrofie smoleńskiej Zbigniewa Wassermanna może w przyszłym rządzie #PiS objąć funkcję ministra sprawiedliwości. Takie informacje podał dziennik "Fakt". Córka byłego koordynatora służb specjalnych wymieniana jest jako jedna z faworytek do funkcji szefa tego resortu w przyszłym gabinecie Beaty Szydło.

Sama zainteresowana na na razie ostrożnie komentuje te doniesienia. "Słyszałam, że moją kandydaturę wymieniał jakiś wysoko postawiony polityk PiS" - przyznała Wassermann w rozmowie z "Faktem". O politycznych planach córki zmarłego polityka PiS mówiło się od jakiegoś czasu. Krążyły informacje, że młoda prawniczka z Krakowa może wystartować jako "jedynka" listy Prawa i Sprawiedliwości w jesiennych wyborach parlamentarnych. W kuluarach krążą też informacje, że wysunięcie kandydatury córki Wassermanna  na urząd przyszłego ministra sprawiedliwości miałoby być niejako "policzkiem" ze strony władz PiS wymierzonym z Zbigniewa Ziobrę. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że obaj politycy nie darzyli się zaufaniem, a wewnątrz partii trwała między nimi rywalizacja o wpływy.

Zbigniew Ziobro, były minister sprawiedliwości za czasów rządów PiS przebywa obecnie poza partią. Od jakiegoś czasu czyni jednak starania, aby odzyskać zaufanie prezesa Kaczyńskiego i wrócić do dawnej partii. Zdaniem jednego z polityków PiS kandydatura Wassermann na stanowisko ministra sprawiedliwości to jednoznaczny przekaz do Zbigniewa Ziobro, że nie ma on wstępu do resortu.

"Co zrobiłby tata?"

37-letnia Małgorzata Wassermann jest z wykształcenia prawniczką. Prowadzi w Krakowie własną kancelarię adwokacką. Dotychczas dała się poznać jako osoba aktywnie zaangażowana w wyjaśnianie przyczyn katastrofy smoleńskiej, w której zginął jej ojciec, Zbigniew Wassermann.

W jednym z wywiadów udzielonych tygodnikowi "Newsweek" opowiadała o swoim życiu po katastrofie. "Może macie wrażenie, że jestem pochłonięta jedynie oskarżaniem państwa polskiego o zaniedbania. Ludzie, którzy mnie spotykają, wiedzą, że żyję normalnie" - tłumaczyła w rozmowie z dziennikarzami tygodnika. Przyznała wówczas, że od dłuższego czasu toczy wyczerpującą walkę o wyjaśnienie przyczyn katastrofy samolotu z prezydencką delegacją do Smoleńska. Zapowiedziała także, że będzie cały czas dążyła do tego, aby sprawę ostatecznie zbadała niezależna, międzynarodowa komisja.

W wywiadzie przyznała też szczerze, jakim ogromnym bólem była dla niej strata ojca. Podkreślała, że był on dla niej zawsze wzorem. Przy podejmowaniu zawodowych decyzji często zadaje sobie pytanie, jak on postąpiłby w danej sprawie. "To może zabrzmieć dziwnie, ale często omawiam z tatą sprawy, którymi się zajmuję"- powiedziała w wywiadzie. Przyznała też, że zarówno ona jak i dwójka jej rodzeństwa była zawsze mocno związana z rodzicami, dlatego tragiczna strata jednego z nich był dla niej tak trudna.

Córka ofiary kontra "dziadostwo"

Małgorzata Wassermann opowiedziała też o bolesnych doświadczeniach z udziału w ekshumacji ciała jej ojca. "Do głowy by nam nie przyszło, że te ciała mogą być tak wymieszane. Nie myśleliśmy, że w grobie mógł leżeć ktoś inny. Chcieliśmy się dowiedzieć, jakie miał obrażenia i jak one powstały" - mówiła.

Wassermann wiele razy wskazywała na bałagan i liczne zaniedbania polskich władz przed katastrofą, jak i w trakcie prowadzonego śledztwa. Tak było właśnie w przypadku identyfikacji zwłok ofiar katastrofy. "Relacje się pogorszyły, bo zaczęłam pytać o konkrety. Zorientowałam się, że chaos i "dziadostwo" dotyczą wszystkiego" - stwierdziła w jednym z wywiadów prasowych. #katastrofa smoleńska