W ostatnich latach wielu Polaków wyemigrowało do Wielkiej Brytanii, gdzie staliśmy się drugą najliczniejszą mniejszością (po Hindusach). Abstrahując od powodu i od dokładnej liczby emigrantów, są oni liczeni w milionach. Większość z nich wybrała właśnie #Wyspy Brytyjskie jako miejsce swojego życia. Pomimo tego, Polacy nie są właściwie reprezentowani we władzach na poziomie samorządowym (nie wspominając o innych szczeblach). Czy to wkrótce się zmieni?

Kontrowersyjny książę

Książę Jan Żyliński jest polskim arystokratą, mieszkającym na stałe w Wielkiej Brytanii. Na biznesie dorobił się sporych pieniędzy, za które wybudował między innymi swój pałac w jednej z dzielnic pod Londynem (widok pałacu jest o tyle zabawny, że jest on wybudowany na wąskiej działce, pomiędzy normalnymi domkami jednorodzinnymi, a za bramą znajduje się łuk triumfalny). Książę, syn rotmistrza kawalerii Andrzeja Żylińskiego, ufundował również, za okrągły milion, pomnik Złotego Ułana. Figura znajduje się w Kałuszynie, w województwie mazowieckim i w założeniu ma przypominać Polakom o ich wielkości. Jednak największą popularność książę zdobył wyzywając na pojedynek na szable lidera brytyjskiej partii anty-imigranckiej - Nigela Farage'a.

Kandydat na burmistrza

Żyliński przyznał portalowi Londynek.net, że otrzymał od brytyjskiej Partii Konserwatywnej propozycję zostania kandydatem tej partii na burmistrza Londynu. Książę poinformował, że rozmowy na ten temat trwają od 3 tygodni, i są prowadzone z politykami "z samych szczytów Partii Konserwatywnej". Ostateczna decyzja o kandydowaniu polskiego księcia na tak prestiżowe stanowisko jeszcze nie zapadła. Sam zainteresowany przyznał, że jest bardzo podekscytowany propozycją. Jak mówi "Tak mnie to nakręciło, że stwierdziłem, iż wolę kolacje polityczne, niż zaproszenie nawet najładniejszej kobiety..."

Nie ma żadnej gwarancji...

Książę stwierdził, że nie ma żadnej gwarancji kandydatury, i że wszystko okaże się na konferencji prasowej Partii Konserwatywnej, która ma się odbyć na początku października. To pozostawia trochę czasu na ewentualne przygotowania, gdyż wybory mają odbyć się w maju 2016 roku. Czy księciu uda się zmobilizować pół miliona (jak się szacuje) Polaków zamieszkujących Londyn do oddania głosu na niego? Niewątpliwie byłby to wielki prestiż, a nasi rodacy mieszkający na wyspach zyskaliby obrońcę z prawdziwego zdarzenia. Żyliński obiecuje, "że w ciągu 3 lat zmieni o 180 stopni wizerunek Polaków na Wyspach i oficjalnie będziemy uznani za klejnot w koronie brytyjskiej".

Źródła: Londynek.net, fakt.pl #polityka zagraniczna #emigracje