Zbigniew Stonoga ujawnił pełne akta tzw. afery podsłuchowej, mamy w Polsce polityczne trzęsienie ziemi. Ewa Kopacz przeprasza wyborców, a z rządu odchodzą ministrowie Biernat, Arkułowicz i Karpiński. Dodając do tego niedawną porażkę w wyborach prezydenckich wspieranego przez PO Bronisława Komorowskiego, można podsumować to krótko: Platforma Obywatelska się skończyła!

Prokurator generalny Andrzej Seremet tłumaczył się dziś w sejmie z wycieku akt, które upublicznił Stonoga. Nie wiadomo jednak, kto stoi za przeciekiem. Jak powiedział Seremet: "Prawo do dostępu do akt miało czterech podejrzanych, czterech ich obrońców, 11 pokrzywdzonych i 11 pełnomocników pokrzywdzonych." Nie wszyscy jednak skorzystali z przysługującego im przywileju - była to zaledwie połowa, czyli piętnaście osób, a i to tylko sami prawnicy. Dodał przy tym, że "osobom uprawnionym udzielano też zgody na wykonywanie fotokopii akt sprawy", wynika więc jasno, ze któryś z nich jest źródłem wycieku ponad 2,5 tysiąca stron akt. A co dalej? Pani premier powiedziała, że zaufanie do prokuratury zostało podważone, a sprawę powinna wyjaśnić prokuratura z nowym prokuratorem generalnym.

Afera podsłuchowa - jak to się zaczęło?

Afera podsłuchowa zaczęła się 14 czerwca 2014 roku, kiedy to tygodnik "Wprost" opublikował nagrania rozmów polityków zajmujących najważniejsze urzędy w państwie. Pierwsza na liście była rozmowa, jaką przeprowadzili Marek Belka i Bartłomiej Sienkiewicz, który ogłosił dziś wycofanie się z polityki. Bohaterami innych nagrań byli m.in. Radosław Sikorski, Jacek Rostowski, Elżbieta Bieńkowska czy Paweł Graś. Z nagrań tych Polacy mogli się dowiedzieć, że "polskie państwo istnieje tylko teoretycznie", "Polska robi laskę Amerykanom", a do powszechnego obiegu przeszło podsumowanie projektu  Polskie Inwestycje Rozwojowe przez Sienkiewicza: "ch..., dupa i kamieni kupa". Dla bohaterów nagrań był to szok - pokazali oni swoimi wypowiedziami, że Polsce daleko od "zielonej wyspy", którą miała stać się za rządów PO.

Efekty widzimy już dzisiaj -  pewny siebie prezydent Komorowski, popierany przez Platformę, przegrał wybory prezydenckie, afera przetrzebiła rząd i osłabiła zaufania do jaśnie nam panujących, a Donald Tusk opuścił tonący okręt już wcześniej i znalazł sobie ciepłą posadkę w Brukseli. Czy zatem ktokolwiek się zdziwi, jeśli PO przegra z kretesem wybory parlamentarne? Osiem lat ludzie wytrzymali, ale to już chyba kres cierpliwości wyborców Platformy.

#Ewa Kopacz #afera taśmowa