Premier Ewa Kopacz jest przekonana, że Jarosław Kaczyński oszukuje Polaków twierdząc, że jeśli Prawo i Sprawiedliwość wygra jesienne #wybory parlamentarne to Beata Szydło zostanie premierem. Odmiennego zdania jest Julia Pitera z Platformy Obywatelskiej. Posłanka stawia, pewnie dla wielu polityków i obserwatorów polskiej sceny politycznej, wciąż kontrowersyjną tezę: "Nigdy Jarosław Kaczyński nie marzył o tym, żeby być premierem". Za to "zawsze marzył o tym, żeby sterować wszystkim z tylnego siedzenia i nie biorąc bezpośrednio odpowiedzialności mieć wpływ na wszystko, co się dzieje w państwie". Podobnie myśli Daniel Passent z tygodnika "Polityka".

Reklamy
Reklamy

Dał temu wyraz na swoim blogu we wpisie, który opublikował tuż po sobotniej (20.06) konwencji Prawa i Sprawiedliwości.

Większość z nas mogła dać się zwieść wielokrotnym zapewnieniom zarówno samej Beaty Szydło, jak i Mariusza Błaszczaka, czy Joachima Brudzińskiego. Ta właśnie "trójca" wiernych i zaufanych ludzi Kaczyńskiego tuż po wyborach prezydenckich zapewniała w radiach, telewizjach i portalach internetowych, że kandydatem na premiera z ramienia PiS będzie, oczywiście, #Jarosław Kaczyński, czyli lider partii, jak i całej Zjednoczonej Prawicy. Jednak na konwencji prezes Kaczyński "namaścił" na kandydatkę na premiera wiceprezes swojej partii, czyli Beatę Szydło.

Gdyby się chwilę zastanowić to twardych dowodów, które potwierdzają zdanie Julii Pitery nie brakuje.

Reklamy

Po pierwsze, po wygranej Prawa i Sprawiedliwości w wyborach w 2005 roku premierem został Kazimierz Marcinkiewicz. Swoją funkcję szybko jednak stracił, bo rozczarował prezesa tym, że chciał samodzielnie podejmować decyzje.

Po drugie, prof. Piotr Gliński, którego prezes PiS dwukrotnie, wyznaczył na kandydata na premiera technicznego w przypadku przegłosowania konstruktywnego wotum nieufności wobec rządu Donalda Tuska. Dwukrotnie, bo w 2013 i 2014 roku wniosek został odrzucony. A kandydatura prof. Glińskiego była później powodem do kpin ze strony niemal wszystkich partii politycznych obecnych w Sejmie.

Marcinkiewicz dziś bryluje w mediach nie ustając w krytyce tego, który kiedyś obsadził go w roli Prezesa Rady Ministrów. Prof. Gliński od 2013 roku jest szefem rady programowej PiS.

Dlaczego Szydło wyszło z worka?

Kariera Beaty Szydło rozwijała się stopniowo. Była dyrektorem ośrodka kultury w Brzeszczach oraz burmistrzem Gminy Brzeszcze, a następnie radną powiatu oświęcimskiego i sejmiku województwa małopolskiego.

Reklamy

Kiedy postanowiła zająć się polityką na szczeblu ogólnokrajowym wahała się czy wstąpić do Platformy Obywatelskiej czy może jednak do Prawa i Sprawiedliwości. Wybrała PiS.

Jako posłanka nigdy nie sprawiała wrażenia tej, która snuje się po korytarzach sejmowych tylko po to, żeby zaczepili ją dziennikarze (w czym wyspecjalizowało się wielu posłów nie tylko z Prawa i Sprawiedliwości). Kiedy już ktoś ją wypatrzył wypowiadała się tak, żeby nie powiedzieć za dużo ani nie dać pretekstu do krytyki zarówno swojej partii, jak i siebie jako polityka. Zawsze lojalna wobec prezesa i kolegów z partii, choć często bardziej umiarkowana w opiniach.

Jej rola w partii Jarosława Kaczyńskiego wzrosła, kiedy weszła w skład zarządu partii i została jednym z jej wiceprezesów. Obok tak skrajnie różnych kolegów jak skazany prawomocnym wyrokiem były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego - Mariusz Kamiński, czy likwidator Wojskowych Służb Informacyjnych oraz samozwańczy ekspert od katastrofy smoleńskiej - Antoni Macierewicz.

Chcąc nie chcąc została ekspertką PiS w dziedzinie szeroko rozumianych finansów. Stało się tak, bo w katastrofie smoleńskiej zginęły dwie posłanki partii biegłe właśnie w finansach i ekonomii- Aleksandra Natalii-Świat i Grażyna Gęsicka.

Jako dobra organizatorka, co podkreślają nawet jej polityczni oponenci, została wyznaczona do roli szefowej kampanii Andrzeja Dudy. Wywiązała się znakomicie z tego niełatwego przecież zadania. A na każdy komplement za tak skuteczną kampanię zamiast tylko dziękować podkreślała, że zwycięstwo to w największym stopniu zasługa nie jej, ale politycznego geniuszu prezesa Kaczyńskiego.

Prezydent elekt nie ukrywa, że #Beata Szydło jest dla niego kimś więcej niż tylko koleżanką z partii i byłą już szefową jego kampanii. Jest jego przyjaciółką. Dlatego Andrzej Duda, był obecny nie tylko duchem, ale i ciałem na konwencji PiS choć legitymację partyjną już oddał. I dlatego też pojawił się pod Sejmem w poniedziałek 22 czerwca, kiedy Beata Szydło wsiadał do kiedyś "Dudabusu", a obecnie już "Szydłobusu".

Kaczyński ma do Szydło pełne zaufanie. Wie też, że umiarkowane poglądy wiceprezes partii to gwarancja przyciągnięcia do PiS umiarkowanego elektoratu. A wszystko wskazuje na to, że żeby wygrać wybory parlamentarne partia musi zabiegać o poparcie także tych wyborców, którzy nie wierzą w zamach smoleński, czy sterowanie Polską przez zachodnie mocarstwa czy Rosję.

Nazywam się Szydło. Beata Szydło

Czy Beata Szydło spodziewała się nominacji na kandydatkę na premiera? Wszystko wskazuje na to, że decyzja co do jej osoby była utrzymana w tajemnicy dość długo. Zapytana, tuż po wyborach prezydenckich, wprost: czy widzi się w roli premiera odpowiedziała: "Ja zawsze staram się pracować i jak najlepiej wykonywać te zadania, które zostały mi powierzone" (cytat z wywiadu udzielonego Łukaszowi Warzesze).

Prezes Kaczyński na Konwencji Prawa i Sprawiedliwości (20.06) powierzył jej kolejne i chyba najtrudniejsze zadanie. Beata Szydło wie, że prezesowi się nie odmawia. Jej zapewnienia, że jest politykiem samodzielnym, co na konwencji na Torwarze próbowała wyrazić w słowach:"Nazywam się Szydło. Beata Szydło" nie przekonują. Bo trudno zapomnieć także to zdanie wypowiedziane przez Szydło zaledwie kilka tygodni wcześniej: "W tej chwili Jarosław Kaczyński jest niekwestionowanym liderem Zjednoczonej Prawicy i to on będzie podejmował decyzje" (cytat z wywiadu udzielonego Łukaszowi Warzesze).