W piątek 05.06.2015 ubiegał termin zapłaty pierwszej transzy greckiego długu w wysokości 300 milionów euro. Do końca czerwca 2015 roku Grecy mieli zapłacić cztery raty kredytu o łącznej wartości 1,6 miliarda. Ateny obiecały, że z końcem miesiąca uregulują całą należność. Dyrektor Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Legarde jest zaskoczona tą decyzją, ponieważ jeszcze we czwartek (04.06.2015) wszyscy byli przekonani, że Grecy wyrobią się ze spłatą.

Kolejna fala kryzysu?

"Greckie władze poinformowały Międzynarodowy Funduszy Walutowy, że zamierzają połączyć wszystkie cztery płatności w jedną, która będzie uiszczona 30 czerwca" powiedział rzecznik prasowy MFW Gerry Rice.

Ruch rządu greckiego wydaje się pozornie uprawniony. MFW dopuszcza spłatę kredytu w jednej racie, jednak tylko w wypadku administracyjnych problemów z dokonaniem wielu wpłat. Wydaje się, że nie jest to przypadek Greków. Eksperci sądzą, że chcą na chwilę uciec spod topora, odwlec na jak długo się da nieuniknione bankructwo i w między czasie liczyć na cud. Wszystkie te zabiegi mają po prostu służyć zamaskowaniu niewypłacalności Greków i beznadziejnej sytuacji ekonomicznej panującej w kraju.

Będzie kompromis?

Opóźnienie związane jest z brakiem porozumienia między rządzącą w Grecji lewicową Syrizą, a Komisją Europejską i państwami strefy euro. Wiadomo, że włodarzom Unii Europejskiej zależy na utrzymaniu wypłacalności Grecji i gotowi są na udzielenie krajowi pożyczki. Nie za darmo jednak, ale za cenę pewnych ekonomicznych i politycznych ustępstw, a rząd w Atenach nie chce się zgodzić na zmianę podatku VAT i obniżkę emerytur.

Grecki minister finansów Yanis Varoufakis zapewnia, że rząd uiści wszystkie należności w terminie 30 czerwca. Podkreśla jednak, że w pewnym momencie, nie precyzując dokładnie kiedy, Grecy nie będą już w stanie spłacać kredytu. Wyraża również nadzieję, że Europa postąpi słusznie i okaże solidarność.

Wygląda na to, że mamy tu do czynienia z sytuacją wzajemnego szantażu. Głowy Unii Europejskiej są przekonane, że Grecy prędzej czy później "pękną" i pod groźbą bankructwa pójdą na ustępstwa. Z kolei socjalistyczna Syriza nie chce zgodzić się na zdradę swych ideałów i przyjęcie oszczędnościowej polityki. Jest pewna, że państwa europejskie muszą zgodzić się na pożyczkę, jeśli nie chcą, aby cała strefa walutowa posypała się jak domek z kart. Pytanie, kto ma więcej do stracenia. Albo komu bardziej zależy.

źródło: Guardian #Unia Europejska #Grecja