Wiceszef SLD oraz szef sztabu Magdaleny Ogórek w wyborach prezydenckich Leszek Aleksandrzak podał się do dymisji. Ma ona związek z krytyczną oceną jego działań w czasie kampanii wyborczej przez zarząd partii. Zaznacza przy tym, że jest to jego suwerenna decyzja, ponieważ zarząd nie ma uprawnień do zdymisjonowania go. Uznał, że "taka decyzja powinna zostać podjęta", ale Sojuszu Lewicy Demokratycznej opuszczać nie zamierza. Na zarządzie podjęto również decyzję, że partia Leszka Millera nie poprze oficjalnie żadnego z kandydatów przed drugą turą wyborów prezydenckich. Z kolei sam Leszek Miller powiedział na konferencji prasowej, że wynik uzyskany przez Magdalenę Ogórek jest wysoce niesatysfakcjonujący. Podziękował przy tym wszystkim, którzy oddali na nią głos, przepraszając jednocześnie zawiedzionych jej kandydaturą. Podczas obrad przewodniczący SLD miał również dostać list podpisany przez 50 najmłodszych działaczy, wręczony mu przez posła Marka Balta. Mieli się oni domagać dymisji Millera i zwołania Rady Krajowej SLD 30 maja. Sam zainteresowany na te "propozycje" nie przystał.

SLD przeciwnikiem JOW-ów

Na konferencji odniesiono się również do zaproponowanego przez Bronisława Komorowskiego referendum w sprawie wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Działacze SLD zadeklarowali się jako przeciwnicy tego systemu, argumentując, że jest to system niesprawiedliwy i nieproporcjonalny, a państwo powinno być rządzone również przez tych, którzy nie są zwycięzcami.

Magdalena Ogórek katalizatorem konfliktu na lewicy

W wyborach prezydenckich #Magdalena Ogórek uzyskała 2,38% głosów. Wielu działaczy SLD (np. Katarzyna Piekarska) zadeklarowało po wyborach, że nie oddało na nią swojego głosu. Jednak głośne narzekania na jej kandydaturę zaczęły się już w trakcie kampanii po wywiadzie w Radiu Gdańsk. Kandydatka popierana przez SLD nie chciała odpowiedzieć wówczas na pytanie, czy w dotychczasowych wyborach głosowała na przedstawicieli lewicy. Ona sama po wyborach tłumaczyła swoją porażkę działalnością członków partii. Zgodnie z jej opisem nie mogła ona prowadzić kampanii w sposób przez siebie zaplanowany, stojąc przed groźbą nieopłacenia nagranych spotów wyborczych. Skład sztabu wyborczego również nie był pochodną jej decyzji.