Zdecydowane zwycięstwo Partii Konserwatywnej w wyborach do Izby Gmin wywołało lawinę wątpliwości na temat przyszłości Unii Europejskiej. #David Cameron zapowiadał, że w wypadku sukcesu swojego ugrupowania zwoła referendum w sprawie wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii. Co prawda, Torysi nie są w tej kwestii zgodni, radykalni eurosceptycy stanowią - trudną do oszacowania - ale tylko część partii. Niemniej, Cameron obietnicę złożył i raczej trudno mu się będzie z niej wycofać.

Eurosceptycyzm  

Szczególnie, że Brytyjczycy są Unii raczej nieprzychylni. Choć skrajnie eurosceptyczna i antyimigrancka Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa uzyskała ledwie jeden mandat, to stało się tak głównie ze względu na większościową ordynację wyborczą.

Reklamy
Reklamy

Ugrupowanie Farage'a cieszy się bowiem dość wysokim, powyżej 10%, poparciem. Większość Brytyjczyków nie jest zadowolona z aktualnego kształtu Unii i gdyby referendum odbyło się dziś to prawdopodobnie zagłosowano by za wystąpieniem. Pytanie, czy taki właśnie jest cel Camerona i czy przypadkiem nie żałuje przedwyborczych deklaracji.

Bez UE i co dalej? 

Były brytyjski minister spraw zagranicznych i członek Partii Pracy Denis MacShane wylicza bolesne - tak dla Brytyjczyków jak i całej wspólnoty - konsekwencje wystąpienia z Unii. Przede wszystkim zastąpienie unijnego ustawodawstwa zajęłoby wiele lat i nastręczyłoby problemów. Poza tym, zniechęciłoby inwestorów, którzy dwa razy zastanowią się zanim rozpoczną jakąkolwiek działalność w kraju, który utraci dostęp do jednolitego, europejskiego rynku.

Reklamy

Wystąpienie ze wspólnoty wiązałoby się również z koniecznością utworzenia granicy między Irlandią Północną a Południową. Mogłyby też nasilić się tendencję separatystyczne, gdyż - jak zauważa MacShane - Szkoci są bardziej prounijni niż Anglicy. Ponadto, jeśli Brytyjczycy zaczną ograniczać napływ imigrantów, to będą musieli liczyć się z reakcją państw kontynentu, a przebywa w nich obecnie około 2 milionów obywateli Zjednoczonego Królestwa. Niezadowoleni byliby też Amerykanie, gdyby ich największy sojusznik stracił wszelkie wpływy w Brukseli. Według MacShane'a fatalne skutki spotkałby również Europę. Okazałoby się, że otoczona jest przez dwie nieprzychylne sobie siły, czyli Rosję i Wielką Brytanię. Zaburzona zostałaby również europejska równowaga, ponieważ to Niemcy nagle stałyby się bezkonkurencyjnym hegemonem. Wystąpienie Brytyjczyków mogłoby też wywołać efekt domina. Słynny Brexit (neologizm utworzony ze słów British i exit) pociągnąłby za sobą Grexit, Frexit, Nexit... Wiadomo przecież, że ugrupowania eurosceptyczne zyskują popularność wielu państwach Unii.

Reklamy

Cameron do przekonania  

Czołowi europejscy politycy mobilizują swe siły, aby uniknąć tej ponurej perspektywy. Donald Tusk zobowiązał się już, że pomoże przekonać brytyjskich eurosceptyków. Przewodniczący Rady Europejskiej gotowy jest na dyskusje i kompromisy. Zaznacza jednak, że pewne kwestie - m. in. swoboda przepływu obywateli między państwami - nie podlegają negocjacji. Niemniej, zarówno były premier Polski jak i przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zgadzają się, że dopuszczalne są pewne ustępstwa, jak na przykład ograniczenia w dostępie do ubezpieczeń społecznych dla imigrantów. Unijnym dygnitarzom wtóruje kanclerz Niemiec Angela Merkel, która spotkała się już z Cameronem w Londynie. Wszystko wskazuje, zatem na to, że Camerona uda się obłaskawić. Oczywiście nie za darmo, ale za cenę ograniczenia socjalnych uprawnień imigrantów. Pozostaje tylko zastanowić się czy o taką właśnie Unię Europejską wszystkim kiedyś chodziło. Celem była przecież postępująca integracja, a nie stan, w którym imigranci traktowani są jako obywatele drugiej kategorii.

źródło: Tempsreel, Liberation, pap.pl, The Guardian #Unia Europejska #Wyspy Brytyjskie