15 maja w programie "Tak czy Nie" w Polsat News odbyła się żenująca próba linczu na młodym Polaku. Prowadzący zaprosił do udziału w programie Mariusza Celińskiego (Liberte) oraz Ziemowita Kossakowskiego, młodego wideoblogera, który kilkadziesiąt godzin wcześniej ośmielił się zadać niewygodne pytanie o start dla młodych kandydatowi na prezydenta, Bronisławowi Komorowskiemu.

Bronisław Komorowski jeden w dwóch rolach

Należy się zastanowić, w jakiej roli #Bronisław Komorowski wybrał się na spacer po Warszawie. Bo z jednej strony Komorowski to urzędujący prezydent i w tym sensie nic dziwnego by nie było, gdyby ochrona nie dopuściła do niego żadnego Polaka.

Reklamy
Reklamy

Ot - głowa państwa wyszła sobie na spacer, bo miała takie widzimisię. Nie był to też spacer w interesie państwa, np. z członkami zagranicznej delegacji. Nie ogłaszano wszem i wobec, że można się zapisać na listę oczekujących na osobisty kontakt z prezydentem, z obowiązkowym podaniem propozycji tego, co się chce w tym osobistym kontakcie powiedzieć. Ale Bronisław Komorowski jest jednocześnie kandydatem na prezydenta i w takim właśnie charakterze wyszedł na ulice stolicy. Spacer ten miał pokazać, że kandydat Komorowski nie stroni od obywateli, że jest jednym z nas i pragnie być blisko, skrócić dzielący nas dystans. Celem prawdopodobnie było ocieplenie wizerunku kandydata i pokazanie, że jego słowa "jestem prezydentem wszystkich obywateli" nie tracą na wartości. Kampania przedwyborcza rządzi się nieco innymi prawami.

Reklamy

Kandydaci ze wszystkich sił starają się być nie tylko blisko, ale nawet - pośród potencjalnych wyborców, bo tylko w ten sposób można zyskać popularność i sympatię kapryśnego ludu.

Co wolno wojewodzie

Dwa pamiętne spacery Komorowskiego, zakończone kompletną klapą, mają swój ciąg dalszy. Media głównego nurtu posuwają się dalej niż prezydenccy szperacze życiorysowi i dokonują prób całkowitego zdyskredytowania wyimaginowanego przeciwnika. Pomijam fakt, że każdy obywatel ma prawo zadać kandydatowi jakiekolwiek pytanie, a kandydat ma obowiązek na to pytanie odpowiedzieć. Przyznanie się, że w danej kwestii nie ma się jeszcze zdania lub - że jeszcze nie został przygotowany program rozwiązania jakiegoś problemu, ale zaraz po wyborach zabierzemy się do ciężkiej pracy, bo problem jest dla wszystkich palący - to też odpowiedź. Dużo lepsza, niż podejmowanie działań zmierzających do pokazania, że pytający zostali specjalnie podstawieni w celu zadawania pytań, na które kandydat nie zna odpowiedzi, które go złoszczą lub takich, które go wyprowadzą z równowagi.

Reklamy

Powiedzenie, że co wolno wojewodzie to nie tobie… nie ma tu zastosowania. W tej sytuacji wszyscy jesteśmy równi. Dla Ziemowita Kossakowskiego sprawa startu dla młodych jest nurtująca, jak dla całego pokolenia młodych Polaków oraz ich rodziców. Dziwi fakt, że kandydata Komorowskiego to dziwi.

Zemsta na ekranie tv

W piątek, 15 maja buńczuczny Ziemowit Piast Kossakowski zasiadł w fotelu naprzeciwko Marcina Celińskiego, który wspólnie z prowadzącym program Maciejem Stroińskim dokonał obrzydliwej próby poniżenia młodego adwersarza. Niezależnie od tego, co mówił Kossakowski, dwaj starsi panowie uważali, że mówi coś innego. Kompletnie nie do przyjęcia były tezy stawiane przez Celińskiego - że Kossakowski dokonał oszustwa. Oszukał kandydata na prezydenta, bo się nie przedstawił jako działacz, aktywista czy po prostu członek PiS. Ziemowit Kossakowski wielokrotnie nie mógł dokończyć swojej wypowiedzi. Przekaz dosłowny był taki "Pozwoli pan, że dokończę zdanie? - Nie.- Dlaczego nie? Nie mogę dokończyć zdania? - Nie!". Komentarze w sieci mniej więcej takie - chłopak zaorał Polsat, zjadł leśnych dziadków i rozjechał program. Ze spokojem i rzeczowymi argumentami. #wybory prezydenckie