"Pośle papieski rzymskiego narodu, Uczysz nas drogi, a sam chybiasz brodu. Nawracaj lepiej niźli twój woźnica, Strzeż nas tam zawieźć, gdzie płacz i tesknica" - pisał Jan Kochanowski. Jeszcze nie tak dawno Stefan Niesiołowski przypomniał o swoim istnieniu, moralizując Magdalenę Ogórek. Tym razem oburzenie wywołał u niego spot Andrzeja Dudy. Dotyczył on problemu podnoszonego niedawno w "Polityce przy Kawie" przez Grzegorza Brauna, a mianowicie przecieków Wikileaks, z których wynika, że prezydent miał zamiar dokonać sprzedaży Lasów Państwowych, by zadośćuczynić roszczeniom żydowskim sięgającym ponad 60 mld dolarów.

W rozmowie z Marzeną Wróbel w "Kropce nad i" Niesiołowski odniósł się do tego spotu, stwierdzając, że takiej sprawy nie ma i nikt nie wnosi takiej ustawy. Dodał przy tym, że PiS przegrywa kampanię i dlatego "sięga po nikczemne metody". Adwersarz Niesiołowskiego, Marzena Wróbel (niezrzeszona posłanka), przypomniała, że ustawa popierana przez rząd PO-PSL traktuje, że lasy nie podlegają prywatyzacji z wyjątkiem określonych w ustawie sytuacji. W praktyce oznacza to, że w taką ustawę można wpisać wszystko. Wobec wycieków chciałaby ona również, aby urzędujący prezydent odniósł się do tych informacji.

"To jest inna planeta"

Z kolei w rozmowie z Superstacją skomentował on ostro słowa Andrzeja Dudy, twierdzącego, iż "ma zbyt wiele energii, by siedzieć pod żyrandolem w Pałacu Prezydenckim". Według Niesiołowskiego "pokłady chamstwa wypływające z jego szpary oralnej" powodują, że nie warto z nim rozmawiać. Dodał także, że jego zdaniem prezydent, w obliczu takiej sytuacji, nie powinien stawać do debaty w II turze wyborów, ponieważ "są jakieś granice chamstwa". Ryszard Czarnecki z PiS przypomniał z kolei Niesiołowskiemu, jak ten mówił o "pornogrubasach i pornodziennikarzach" oraz stwierdził, że to jest inna planeta. Nie szczędził on również urzędującemu prezydentowi "gratulacji" odnośnie do jego współpracowników, wśród których znajdują się ludzie, "którzy operują takim językiem".