Wynik wyborów prezydenckich w naszym kraju znalazł się na pierwszym miejscu głównego wydania dziennika pierwszego programu niemieckiej telewizji publicznej. Jego korespondentka w Warszawie starała się zachować umiar w swoich ocenach. Mimo to nuta niezadowolenia w jej wypowiedzi była jednoznacznie czytelna: "Czy to się komu podoba czy nie pojawia się natarczywe pytanie o to, w jaki sposób będą się teraz kształtować stosunki polsko-niemieckie. Duet Gauck-Komorowski uchodził pod tym względem za doskonały. Prezydent-elekt Andrzej Duda podkreślał w swojej kampanii wyborczej raczej to, co dzieli oba kraje. W przyszłym roku będziemy obchodzić 25-lecie układu o dobrym sąsiedztwie między Polską a Niemcami.

Reklamy
Reklamy

Strona niemiecka ma nadzieję na kontynuację bliskiej współpracy."

(Griet von Petersdorff, Tagesschau, 20:00 Uhr, 25 V 2015, 2 minuta programu)

Wychłostanie polskich wyborców

Natomiast korespondent radiowy ARD Henryk Jarczyk nie bawił się w dyplomację. Napiętnował polską głupotę i zabawił się w proroka, przewidującego jej ukaranie przez Unię Europejską. Pod zgryźliwym tytułem: Prezydent przypadkową ofiarą wojny przepowiedział też w swoim komentarzu wznowienie tzw. wojny polsko-polskiej. Warto przytoczyć kilka, szczególnie jaskrawych zdań: Wyborcy "chcą dać nauczkę rządzącej Platformie Obywatelskiej. Zaczęli od pozbawienia urzędu prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zapewne jesienią wydarzenia potoczą się w podobnym kierunku.

Najwyraźniej tylko niewielu z nich rozumie, że powinni się liczyć ze skutkami zaszkodzenia politycznemu wizerunkowi Polski za granicą oraz następstwami dla gospodarki.

Reklamy

To, ile na tym stracą wydaje się być dla nich rzeczą obojętną. Polska zmierza prosto do tego, aby zaczęło nią znów kierować arcykonserwatywne Prawo i Sprawiedliwość, wspierane przez skrajnych nacjonalistów."

(Kommentar zur Wahl in Polen Der Präsident als Kollateralschaden)

Wyznam szczerze, że aż wstałem z miejsca natknąwszy się na taką połajankę pod adresem sąsiedniego, niepodległego kraju ze strony publicysty na państwowym etacie. Etacie państwa, któremu podobno na niczym tak bardzo nie zależy jak na trwałym polsko-niemieckim pojednaniu. Chcąc nie chcąc trzeba się zastanowić na czym właściwie polega wielka polityka rządu Angeli Merkel wobec naszego kraju. Postanowiłem sprawdzić, czy również inne niemieckie portale prasowe wypowiadają się w podobnym tonie.

Życzliwa neutralność największych niemieckich gazet

Odetchnąłem z ulgą przeglądając portale dwóch największych niemieckich dzienników: "Die Welt" i "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Są to zarazem redakcje uchodzące za umiarkowanie konserwatywno-prawicowe.

Reklamy

Na łamach "Die Welt" szczególnie spodobał mi się artykuł p. t. Musterland Polen droht am EU-Tropf hängen zu bleiben (Polska - wzorowy uczeń, któremu grozi pozostanie na stałe na garnuszku mamusi UE). Autorka Anne Kurtz poddała w nim rzeczowej krytyce obecny układ gospodarczej zależności Polski od Niemiec. Określiła go jako "proste przedłużenie wielkiego niemieckiego warsztatu". Stąd też, jej zdaniem, biorą się znaczne trudności w zapewnieniu rozwoju gospodarczego oraz pracy dla polskich obywateli w ich własnym kraju. Redaktor Kurtz doradza prowadzenie suwerennej polityki przemysłowej, co wbrew pozorom przyniesie większe korzyści również innym krajom Unii Europejskiej, w tym Niemcom.

Również niezwykle poczytny, a tradycyjnie związany raczej z SPD tygodnik "Der Spiegel" zdobył się na podobną postawę. W komentarzu redakcyjnym p. t. Präsidentenwahl in Polen: Sieg über die Arroganz der Mächtigen (#wybory prezydenckie w Polsce. Arogancja rządzącej oligarchii ukarana) autor wypunktował błędy popełnione przez PO. Red. Jan Puhl podkreślił w nim akademicki umysł, znakomite kwalifikacje i wysoką kulturę osobistą Andrzeja Dudy. Za największego przegranego tych wyborów uznał Donalda Tuska, ale mu nie współczuje.

Pytanie o miejsce Polski w Europie oraz linię polityki polskiej

Jak się okazuje głosy, a raczej nieprzyjemny zgrzyty publicznych mediów elektronicznych oraz dziennika "Die Tageszeitung", związanych z lewym skrzydłem SPD oraz Partią Zielonych, są odosobnione. Daje to podstawę do ciekawych i pożytecznych rozważań na temat stosunków polsko-niemieckich. Szerzej zaś o naszej roli w Unii Europejskiej oraz na tle wielkiej polityki światowej. Wiara w dwóch wrogów: #Niemcy i Rosję, nie sprawdza się w praktyce stosunków międzynarodowych. Podobnie zresztą jak ślepe zaufanie do wuja Sama. Z Niemcami należy poważnie rozmawiać i szukać możliwości robienia wzajemnie korzystnych interesów. Polityka bezkrytycznego piania z zachwytu nad stanem wzajemnych stosunków oraz braku targowania się o warunki współpracy z nimi bez wątpienia nie jest właściwa.

Prezydent Komorowski przegrał m. in. dlatego, że wbrew swym przedwyborczym obietnicom był posłusznym podwładnym szefa Platformy. Jeśli jego następca wyciągnie z tego wnioski i zamiast ulegać ideologii dwóch wrogów wytyczy linię polityki polskiej, polegającą na skutecznym targowaniu się o dobre warunki rozwoju naszego kraju, zdobędzie powszechne poparcie. Wysoka kultura osobista, właściwe profesorom z prawdziwego zdarzenia nawyki uporządkowanego myślenia oraz znajomość języków obcych, w tym niemieckiego, mogą okazać się niezwykle pomocne. Posiadanie dostępu do guzików uruchamiających broń jądrową nie jest niezbędnym warunkiem prowadzenia wielkiej polityki przez głowę państwa. Jest nim natomiast głowa na karku i zrozumienie bezcelowości polityki typu: wszystko albo nic. #Wielka polityka