Po opadnięciu powyborczych emocji przemówić postanowiła... sama #Magdalena Ogórek. A raczej nie przemówić tylko wyżalić się. Przedstawiła ona kulisy jej "współpracy" z SLD. Według tej relacji miała ona poukładane życie zawodowe (prowadziła program w TVN BIŚ) i rezygnacja z tego wymagała z jej strony wyrzeczeń. Warunek jaki postawiła to startowanie jako kandydatka niezależna oraz że sama będzie dobierała sobie ludzi do sztabu. SLD miało przy tym zapewnić zebranie podpisów oraz wsparcie finansowe jej kampanii. Zaznaczyła przy okazji, że nigdy nie miała zamiaru startować z list partii Leszka Millera w wyborach parlamentarnych.

Milczała aby wzbudzić zainteresowanie

Jej pomysł na kampanię to podział na dwa etapy. W pierwszym z nich (trwającym do zebrania podpisów) - tłumacząc swoje milczenie - miała zamiar wzbudzić zainteresowanie mediów rzadko spotykając się z mediami. W drugim etapie planowała organizację konferencji wyjaśniających poszczególne elementy jej programu wyborczego. Z wcześniejszym 3-dniowym (!) przygotowaniem do nich. Twierdzi przy tym, że kalkulowała również wariant, w którym media nie będą jej zapraszać - wówczas planowała debaty tematyczne z kandydatami. Jednak - sądząc po jej występie w debacie prezydenckiej - chyba dobrze (dla niej), że do takich spotkań bliższego stopnia nie doszło.

Działacze SLD celowo grali na słaby wynik 

Jak wyglądała praktyka? Kandydatka, która zajęła 5 miejsce w wyborach prezydenckich napisała że po złożeniu pełnomocnictw cały jej sztab zapełnił się osobami wyznaczonymi przez SLD - nie było w nim ani jednej osoby wyznaczonej przez Ogórek. Co więcej, przez 2 pierwsze miesiące budżet którym dysponowała wynosił... 0 zł. Na domiar złego nie mogła przystąpić do realizacji drugiego etapu swojego planu ponieważ kazano jej jeździć do lokalnych baronów pod groźbą niezapłacenia za nakręcone spoty telewizyjne i pozostałe materiały. Twierdzi wobec tego, że była bez wyjścia. Zarzuciła przy okazji działaczom, że grali na słaby wynik SLD aby znaleźć się na listach PO do Sejmu. Na koniec konkluduje, że "dobrze, że nie przymuszali jej do rozdawania jabłek".