Jednomandatowe okręgi wyborcze funkcjonują w tzw. ordynacji wyborczej większościowej. To rozwiązanie jest typowe m.in. dla Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. W Polsce z JOW-ów wybiera się senatorów oraz członków rad gmin w gminach niebędących na prawach powiatu.

Co to są JOW-y?

JOW-y to najprościej okręgi wyborcze, w których mandat (radnego, posła, senatora itd.) zdobywa kandydat o największej liczbie głosów. Można to przedstawić na przykładzie polskiego Senatu. Kraj podzielony jest na 100 okręgów wyborczych (w taki sposób, by proporcjonalnie w każdym była mniej więcej podobna liczba wyborców). W każdym z nich wybiera się jednego senatora i przez to każdy JOW ma inną listę wyborczą.

Reklamy
Reklamy

Zwycięża kandydat, który w okręgu zebrał największą liczbę głosów - zgodnie z zasadą "pierwszy na mecie". W ten sposób wybiera się 100 senatorów, czyli cały skład Senatu RP. Zakładając, że jednomandatowe okręgi wyborcze zostałyby wprowadzone podczas wyborów do Sejmu, można policzyć, że JOW-ów w Polsce byłoby 460 - czyli tyle, ile mandatów poselskich liczy Sejm RP.

Oprócz reguły "pierwszy na mecie" niektóre państwa (Australia, Irlandia) stosują zasadę alternatywnego głosu proporcjonalnego. Zgodnie z nią wyborcy na listach zaznaczają swoje preferencje, np. kandydat najbardziej pożądany dostaje jedynkę, kolejny dwójkę itd. Podliczenie głosów jest nieco skomplikowane, bo stosuje się tzw. skalę rangową - wygrywa ten kandydat, który najczęściej i średnio najwyżej był wskazywany w okręgu wyborczym.

Reklamy

Warto przypomnieć, że w pierwszych latach działalności Platformy Obywatelskiej jednomandatowe okręgi wyborcze były jednym z filarów programu partii. Po dojściu do władzy jednak nie wprowadziła JOW-ów w wyborach do Sejmu.

JOW-y: wady i zalety

Zwolennikiem jednomandatowych okręgów wyborczych jest Paweł Kukiz. W ostatnich dniach okazuje się, że dołączył do niego urzędujący prezydent #Bronisław Komorowski, który zapowiedział referendum w sprawie JOW-ów. Według Pawła Kukiza JOW-y stanowią receptę na odpartyjnienie kraju, ponieważ wyborca głosuje bezpośrednio na osobę, a nie na partię, przez co lepiej realizuje się postulat demokracji bezpośredniej, a obywatele mają większy wpływ na skład Sejmu czy Senatu. Znikają też listy partyjne, które zawsze są przedmiotem kalkulacji i walki o wpływy czy wyrazem sympatii wyborczych przewodniczącego danej partii. Ważna jest także identyfikacja posła czy senatora z danym JOW-em - wie, kto go wybrał i przed kim jest odpowiedzialny. Także obywatele mają pełną świadomość, kto ich reprezentuje.

Reklamy

#wybory parlamentarne #Paweł Kukiz

Przeciwnicy JOW-ów argumentują, że ten system wcale nie doprowadzi do odpartyjnienia Polski, lecz wręcz przeciwnie - będzie promował główne siły polityczne, czyli PO i PiS. Przykładem mają być ostatnie wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii, gdzie mniejsze partie odegrały marginalne znaczenie i zdobyły śladowe ilości mandatów. Dlatego system JOW-ów mógłby sprawić, że średnie i małe partie w ogóle nie wejdą do parlamentu, bo w każdym JOW-ie ich przedstawiciele przegrają z bardziej rozpoznawalnym kandydatem dużej partii, za którym też zawsze stoi większe zaplecze promocyjne. Wiele dyskusji wywołałby także podział kraju na 460 okręgów. Ponadto wybrani posłowie mogliby realizować interesy tylko własnego okręgu, zapominając o perspektywie "państwowej".