Nadszedł czas na podsumowanie wyborów w Wielkiej Brytanii. Podobnie jak pięć lat temu, głosowanie wygrali Torysi. Partia Konserwatywna pokonała Partię Pracy, mimo że ostatnie sondaże sugerowały bardzo wyrównaną walkę. Niestety, Ed Miliband musiał zadowolić się dość słabym wynikiem, który zapewne zmusi go do oddania władzy w ugrupowaniu.

Cameron górą, Miliband liże rany

Nie znamy jeszcze oficjalnych wyników, jednak według badania exit poll Konserwatyści zdobyli 316 miejsc w parlamencie. To lepszy wynik niż podczas poprzednich wyborów, jednak, tak jak i w 2010 roku, #David Cameron będzie musiał znaleźć koalicjanta. Zostanie nim prawdopodobnie Nick Clegg i jego Liberalni Demokraci. Oznacza to, że układ władzy pozostanie bez zmian.

Dużym zaskoczeniem jest bardzo dobry wynik Szkockiej Partii Narodowej, która wprowadziła do parlamentu aż 58 swoich reprezentantów. To sygnał, że Szkoci, mimo przegranego referendum w sprawie oderwania się od Wielkiej Brytanii, nadal poważnie myślą o niepodległości.

W trakcie tych wyborów ważną kwestią była imigracja. David Cameron obiecywał zmianę w polityce imigracyjnej rządów. Mówił o potrzebie ograniczenia liczby osób przyjeżdżających na Wyspy z innych państw. Teraz będzie chciał dotrzymać obietnic, na co jednak nie będzie chciała zgodzić się Bruksela.

Ostra postawa Torysów wobec imigrantów była wynikiem rosnącej w siłę Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa. Jednak, jak pokazało czwartkowe głosowanie, Brytyjczycy wolą twardą, ale rozważną politykę Camerona, niż antyimigracyjną retorykę Nigela Farage'a, atakującego obcokrajowców za całe zło tego świata.

Goodbye, Mr. Farage!

Świadczy o tym wynik UKIP, który trzeba nazwać klęską. Mimo szumnych zapowiedzi i sondaży dających Farage'owi i spółce wysokie poparcie, ugrupowanie będzie miało zaledwie dwóch swoich przedstawicieli w parlamencie. W efekcie, Nigel Farage już zapowiedział, że zrezygnuje z funkcji przewodniczącego UKIP.

To bardzo dobra wiadomość dla wszystkich Polaków, mieszkających na Wyspach. To dowód na to, że Brytyjczycy mają dość politycznych oszołomów, budujących swój polityczny kapitał na ciężko pracujących, płacących podatki i nie sprawiających kłopotów imigrantach z Europy Środkowo-Wschodniej.

Nasi rodacy muszą jednak pamiętać, co swoim wyborcom obiecał David Cameron. Jeśli premier będzie upierał się przy swoich obietnicach, Wielką Brytanię czeka znaczne ograniczenie w liczbie imigrantów przyjeżdżających na Wyspy, a także referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej. #wybory parlamentarne #Wyspy Brytyjskie