Gdy słupki sondażowe lecą w dół #Bronisław Komorowski podejmuje radykalnie desperackie kroki, które wyraźnie potwierdzają bezradność prezydenta. Przeczucie graniczące z pewnością, że przegra on drugą turę wyborów prezydenckich sprawia, że kampania wyborcza Komorowskiego nabiera kolorów. Najpierw zmiana programu wyborczego na rzecz jednomandatowych okręgów wyborczych, później spacer z suflerką, spot wyborczy od dzieci "Pewnie nas nie znacie", apel Donalda Tuska, wreszcie telefony do wyborców i udział w programie Wojewódzkiego...

Tak, więc Bronisław Komorowski ma wsparcie polityków, którzy mają w jego wygranej swój interes.

Reklamy
Reklamy

Wspiera go również rodzina i telewizja oraz grono innych opłacanych pomocników, takich jak słynna suflerka. Jednak, czy prezydent nie powinien mieć bezpośredniego kontaktu z wyborcami i umiejętności samodzielnej obrony własnych interesów, co rzutuje na umiejętność obrony interesów państwa?

Ostatnie dni kampanii wyborczej Bronisława Komorowskiego

Zaczęło się od szumu wokół zmiany postulatów Komorowskiego na rzecz JOW i porównywanie jego apelu o zmianę konstytucji do wcześniejszych wypowiedzi, między innymi stwierdzenia tydzień wcześniej na antenie Polsat News: "konstytucję chcą zmieniać ci, którzy są frustratami politycznymi najczęściej, bo im się nie udało - przegrali wybory".

Bronisław Komorowski został też zmuszony do bezpośredniego kontaktu z wyborcami, które nie skończyło się dobrze - nie każdy zadaje skonsultowane wcześniej ze sztabem pytania.

Reklamy

Stąd wpadka spontanicznej odpowiedzi na wątpliwości nastolatka. Zapytał on prezydenta, co ma zrobić jego siostra, bo nie stać jej na mieszkanie, kiedy zarabia 2 tysiące a pracę znalazła dopiero po trzech latach. Prezydent poradził: "znaleźć inną pracę i wziąć kredyt". Dlatego podczas kolejnego spaceru pewna pani, nazwana przez media suflerką, przytulała się do pleców Bronisława Komorowskiego, mówiąc mu, co ma robić i mówić.

Znany jest też spot z 14 maja "Pewnie nas nie znacie", wykonany przez dzieci Komorowskiego, w którym mówią oni, że będą głosować na swojego tatę, choć też nie zawsze we wszystkim się z nim zgadzają. W oświadczeniu pod filmem nie piszą, dlaczego warto zagłosować na ojca, wspominają, że "powodów jest wiele" i "nikt nie jest idealny".

Kolejnym medialnie aktywnym zwolennikiem, który 15 maja zdecydował się pomóc koledze, jest Donald Tusk. Wygłosił on apel: "w moim przekonaniu będzie najlepszym prezydentem, lepszym niż jego kampania. Zawsze miał problem, kiedy trzeba walczyć o swoje.

Reklamy

A na tym polega kampania wyborcza". Nota bene, po co nam prezydent, który ma problem, kiedy trzeba walczyć o swoje? Były premier Polski podkreślił też, że zagłosuje na kandydata Platformy Obywatelskiej, bo "to swój chłop".

Akcją, która najbardziej kojarzy z desperacją, bo z jednym z ostatnich kół ratunkowych z programu Milionerzy, jest dzwonienie do obywateli "prosząc o to, by wyborcy wykonali jak najwięcej telefonów, jak najwięcej smsów, aby również znajomi znajomych przekazali tysiące wiadomości, telefonów, namawiając do oddania na mnie głosu", jak oświadczył prezydent Komorowski. Z kilkoma osobami rozmawiał przez telefon w obecności mediów.

Kolejną "poważną" medialną akcją będzie udział prezydenta w programie Wojewódzkiego emitowanym tuż przed II turą wyborów. Nie było to wcześniej planowane, wizytę wymógł kiepski wynik Bronisława Komorowskiego w I turze oraz coraz gorsze sondaże, a co za tym idzie presja i być może niemałe pieniądze ze strony Kancelarii Prezydenta. Wskazuje na to fakt, że program zawsze nagrywany w piątek jest emitowany dopiero we wtorek - za 11 dni. Początkowo gośćmi u Wojewódzkiego 19 maja mieli być Stanisława Celińska i Kabaret Ani Mru Mru.

Skąd nagła aktywność?

Wszystko wskazuje na to, że prezydent lekarstwo na spadek poparcia odnajduje w tworzeniu typowo medialnej szopki, która stawia nie na orędzia i pomysły, co do przyszłości Polski, ale raczej ma utworzyć wizerunek uśmiechniętego pana, który w ten sposób oddziałuje bardziej na podświadomość "lemingów" niż świadomość obywateli.

Przed I turą wyborów prezydenckich 2015 Bronisław Komorowski był zbyt pewny wygranej, co sprawiło, że jego kampania wyborcza była zwyczajnie nudna. Prezydent czytał z kartki, bądź ośmieszał się nieco spontanicznością, okazując radość ze spotkania z cielaczkiem czy zdenerwowanie podczas przemówienia w Lublinie, stale nawiązując do "specjalisty od kur".

Dziś wcale nie jest lepiej, biorąc pod uwagę nie ilość, ale jakość przekazów medialnych na temat starającego się o reelekcję prezydenta.



#wybory prezydenckie #wybory 2015