Podaję przykład wątpliwych praktyk, które da się zaobserwować przy konstytuowaniu się obwodowych komisji wyborczych ObKW, tworzonych na potrzeby wyborów prezydenckich. W Sosnowcu, jak i w wielu innych miastach, odbywają się obecnie szkolenia osób powołanych w skład obwodowych komisji wyborczych ObKW. W tym konkretnym przypadku członek komisji przybył na szkolenie w dobrej wierze, nawet z kilkuminutowym wyprzedzeniem. W części siedzeń na sali, przeznaczonych dla komisji, zastał 2 osoby mające już teczkę z materiałami i dokumentami wyborczymi. Osoby te podały mu do podpisu druk z imiennym wykazem nazwisk osób tej komisji. Ze zdziwieniem zauważył, że przy 2 osobach - tych samych, które dysponowały teczką - figurowały już naniesione długopisem symbole P i Z w miejscu na oznaczenie funkcji w komisji. Oznaczało to że osoba przewodniczącego i zastępcy została już ustalona - i to przed oficjalnym czasem rozpoczęcia tych czynności i przy braku innych członków komisji. Wyraził swe oburzenie i zażądał od tych 2 osób wyjaśnień, jakim prawem samowolnie wybrali się na funkcje w komisji, skoro nawet nie zgromadzili się jeszcze wszyscy jej członkowie. Usłyszał w odpowiedzi, że pani "przewodnicząca" jest oddelegowana przez szpital, w którym mieści się ta komisja jako obwód zamknięty, a na wykazie obok jej osoby figurowała informacja, że jest ona skierowana przez prezydenta miasta. Jej towarzysz, figurujący jako zastępca, był zgłoszony z jednego z KW, ale powiedział, że oni razem we dwójkę są ze szpitala. Oboje nie rozumieli też, w czym problem. W międzyczasie doszło jeszcze 2 panów przewidzianych do tej komisji i rozpoczęło się szkolenie, co przerwało dyskusję na temat legalności działań samozwańczych "przewodniczących".

Minimalny obecny w lokalu skład komisji

Powstał stąd drugi problem, odnośnie do ustawowego minimalnego składu ilościowego komisji w trakcie realizacji czynności wyborczych. Prowadząca szkolenie z miejskiego biura wyborczego oświadczyła że muszą być obecne co najmniej 4 osoby w lokalu wyborczym i samozwańczy przewodniczący byli tego samego zdania. Taki "rezerwowy" miałby według nich dopełniać składu, gdyby ktoś musiał wyjść z lokalu np. do toalety. Natomiast prawo wyborcze stanowi inaczej i wyraźnie określa minimum 3 osoby - w tym koniecznie przewodniczący lub zastępca, nic nie mówi przy tym o jakiejś dalszej, rzekomo niezbędnej osobie. Tu dyskusja okazała się bezprzedmiotowa, bo komisja naszego bohatera - na skutek rezygnacji i nieprzyjścia na szkolenie części osób - ograniczyła się na ten czas do 5-osobowego składu, co i tak uniemożliwiało system zmian 3 osoby/3 osoby.

Kto się sam wybrał, ten ma władzę?

Następnie wystąpiła konieczność ukonstytuowania się komisji i wyboru władz. Nasz bohater powiedział samozwańczym "przewodniczącym", że nie odrzuca ich kandydatur, ale najlepiej niech najpierw przeproszą za samowolę przy wpisywaniu się na stanowiska. Powiedział też "przewodniczącej", że gotów jest zaakceptować jej kandydaturę, jeśli zagwarantuje prawidłowość całego przebiegu prac komisji, na co odparła, że od tego jest zastępca. Spytał też, czy wyraża gotowość chodzić z małą urną - oczywiście nie sama - po oddziałach szpitalnych, ale uchyliła się od odpowiedzi. W zasadzie sam dyskutował z tymi dwoma osobami, bo pozostali dwaj członkowie komisji byli bierni i nie zabierali głosu. Dalsza część dyskusji toczyła się już na podeście schodów w mało odpowiednich warunkach, przy udziale dwóch pań z miejskiego biura wyborczego, które utrudniały rzeczową dyskusję, wprowadzając nerwową atmosferę ponaglania, pośpiechu i emocjonalności. Posunęły się nawet do formy szantażu, że szybko ma być porozumienie albo rozwiążą komisję. Starał się racjonalnie podsumować warunki stawiane "przewodniczącej", ale ciągle mu w tym przeszkadzano. W końcu grupka 4 osób z komisji wraz z dwiema paniami z miejskiego biura wyborczego zaczęła schodzić po schodach na dół do głównej sali. Podążył za nimi i doszli pod podest, gdzie były osoby z władz miejskiego biura wyborczego. Jedna z pań, która wcześniej prowadziła szkolenie, zaczęła na niego naciskać, że to on jeden rzekomo stwarza problem. Powiedział jej o fakcie dokonanym przez tych dwoje, którzy sami wpisali się na funkcje w komisji, i to zanim przyszedł na to czas i zgromadziło się kworum. Zrobiło się zamieszanie i po chwili zakomunikowano mu, że został wykluczony ze składu komisji ObKW, co uważam za skandaliczne i nieuprawnione, podobnie jak narzucenie władz komisji przez te dwie osoby.

Powstaje pytanie, czy jest to odosobniony przypadek, czy też nagminna praktyka, potwierdzająca konieczność kontrolowania i monitorowania wyborów na każdym etapie przez niezależne organizacje, takie jak Ruch Kontroli Wyborów.

Zobacz >>> Wybory 2015: jak głosować poza miejscem zamieszkania?

Kandydaci na prezydenta: porównanie haseł wyborczych  #wybory prezydenckie #wybory 2015