Abstrahując od istoty tragedii smoleńskiej skonstatować wypada, iż ocena dotychczasowych badań jej przebiegu i przyczyn wypada niezadowalająco. Frakcje powstałe już w dniu zdarzenia oraz ich argumenty przemawiające za wyznawaną wersją trwają do dziś. Jedni już w godzinę po zdarzeniu znali jego przyczynę i oficjalnie ją podawali, jako błąd pilota przy podchodzeniu do lądowania w trudnych warunkach atmosferycznych. Drudzy, mający uzasadniony brak zaufania do oficjalnych czynników polskich i rosyjskich byli bądź bardzo sceptyczni, bądź w kontekście walki politycznej z obozem prezydenckim, głośno mówili, iż to się musiało tak skończyć.

Kto za a kto przeciw?

Przewaga sił jednakże od początku leżała po stronie tych pierwszych, którzy po początkowej panice zwarli szeregi, w czym dzielnie sekundowały im media głównego nurtu - lub, jak kto woli: ścieku.

Reklamy
Reklamy

Druga strona po początkowym szoku zaczęła się powoli organizować, wspierana przez niezależne media i spontaniczne inicjatywy środowiskowe i personalne. Wyjściem z sytuacji, praktykowanym w cywilizowanych krajach byłoby powołanie niezależnej komisji badawczej, która obiektywnie wyświetliłaby sprawę. Dla pełnej wiarygodności mogłaby to być komisja międzynarodowa. Nie zrobiono jednak tego. W zamian stworzono pozory kompetentnego śledztwa z całą obudową propagandową, mającą uprawdopodobnić rzetelność prac, zleconych i podjętych przez polskie i rosyjskie instytucje.

Śledztwo

Ta forma badań okazała się jednakże nierzetelna i niezasługująca na zaufanie, a na dodatek nie przyniosła kompleksowych, obiektywnych wyników - zatem również nieefektywna. Fundamentalne braki, błędy, zaniechania, czy matactwa odnoszą się, bowiem do podstawowych spraw i dowodów, jakimi są autopsje ofiar i wnioski, jakie na ich podstawie można by wysnuć o przyczynach zdarzenia; badania i rekonstrukcja wraku, rzetelne badania wszystkich rejestratorów lotu i ich zapisów w korelacji ze sobą, itp.

Reklamy

Z zakresu wymienionych elementów wykonano, co prawda prace, ale ich wyniki są nierzetelne, niespójne i niewiarygodne. Można by odnieść wrażenie, że skoro już w godzinę po zdarzeniu było jasne i wiadome, co i dlaczego się stało to, po co jeszcze to badać. Chyba tylko po to, żeby niedowiarkom udowodnić przyjętą z góry tezę. Po co dokonywać kosztownych prac, badań, autopsji i ekshumacji skoro z góry wszystko wiadomo? Pocieszające, że cała sytuacja zainteresowała polskich, polonijnych, a później i zagranicznych specjalistów i uczonych. W miarę swych możliwości weryfikowali oni oficjalne ustalenia i w efekcie byli zmuszeni je odrzucić w części lub w całości. Ich aktywność była widać nie na rękę pewnym środowiskom, skoro w mediach podjęto przeciwko nim kampanię dyskredytacyjną. Szczególnie ostro potraktowano Profesora Rońdę, który zakpił sobie z telewizyjnego politruka, mówiąc, że ma na to, o czym mówi dokumenty, choć w rzeczywistości ich nie posiadał. Dostosował się tym posunięciem do medialnej linii redakcyjnej, polegającej na przyzwoleniu, aby mówić byle, co i powoływać się na tajemnicę źródeł.

Reklamy

W efekcie takiego ogólnego podejścia do rzeczy mamy obecnie taką samą sytuację poznawczą jak 5 lat temu. Mogliśmy to odczuć przy okazji ostatniej manipulacji i wrzutki propagandowej z nową wersją stenogramu rozmów z kokpitu samolotu. Według, wspomnianych już cywilizacyjnych standardów odczyty takie - i to miarodajne - powinny być dostępne już 5 lat temu.

>>>> Czytaj: Katastrofa smoleńska: 5 rocznica. Co wiemy?

Katastrofa smoleńska 5 lat później - ciszej nad tą trumną #katastrofa smoleńska