#sejm RP uchwalił ustawę o pomocy dla opozycjonistów PRL-u. Ustawa ta wywołała ogromne oburzenie p. Leszka Millera. Swoim felietonistycznym zwinnym piórkiem i na łamach Super Expressu pisze o tym jak: "Prawicowa większość uchwaliła ustawę o pomocy finansowej dla opozycjonistów działających w PRL, którym "się nie przelewa". Czy sejm zrobił coś niestosownego? Wydaje się, że nie, ludzie, którzy walczyli ze znienawidzonym ustrojem zwanym komunistycznym, powinni być otoczeni szczególnym szacunkiem, troską i pomocą.

Cztery kategorie biedaków

Okazuje się jednak, że jeśli już, to nie tylko oni powinni być otoczeni specjalną opieką.

Reklamy
Reklamy

Leszek Miller wyjaśniając intencje Sejmu R.P. wprowadza do swojego felietonu w S.E. cztery ważne kategorie: biedaków zasłużonych i niezasłużonych oraz lepszych i gorszych. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zasłużonymi wydają się być ci, którzy walczyli z komuną, a nie zasłużonymi, nie ci, którzy stali po stronie ZOMO, ale którzy byli ZOMO, lepszymi ci, którzy mają dostać, a gorszymi, którzy nie dostaną. Pan Leszek Miller nie jest tuzinkowym graczem politycznym, nie brakuje mu elokwencji, logiki skojarzeń i dlatego wielorakość wprowadzonych określeń budzi podejrzenie, że stara się zadziałać na naszą podświadomość. Jeśli tak, to jak?

Polityczne życiorysy

Zwyczajnie, przywołując projekt ustawy SLD, która "gwarantowałaby rekompensaty finansowe biednym bez różnicy na ich poglądy i zasługi polityczne", czyli, jak pisze swoim, w tym miejscu giętkim piórkiem Miller:" niezależnie od ich politycznych życiorysów".

Reklamy

Należałoby zapytać, czy p. Leszkowi chodzi również o ludzi, których polityczny życiorys zmusił do bycia przeciwko zmianom ustrojowym w Polsce, którzy jego ustami "nie byli aktywnymi działaczami"? Gładkie słowa wypływające spod pióra (a prawdopodobnie zwyczajnie, spod klawiatury) o ludziach, którzy zasługują na równe traktowanie i pomoc ("ci, którzy trzymali kilofy i pług, stali przy krosnach, czy wielkich piecach"), trącą Pstrowskim i powojenną agitacją, ale nie wyłamują się z lewicowej amnezji, przyjmującej Balcerowicza i lata 1989-1992 ( a nie Bieruta i kolejnych czerwonych partyjnych sekretarzy) za początek, a nie koniec polskiej biedy.

Pięć akcentów

W języku chińskim występuje pięć akcentów, to znaczy, że to samo słowo wypowiedziane z innym akcentem może mieć zupełne inne znaczenie. Pan Miller przywołuje słowo "bieda" po wielokroć i za każdym razem akcentuje coś innego, ale przede wszystkim akcentuje swój punkt widzenia, sugerując, że projekt SLD rozwiąże skutki wprowadzenia transformacji.

Reklamy

Myślę, że z porcji rosołowej nawet p. Miller kaczki po pekińsku nie przyrządzi. Przyczyn biedy, która przyszła wcześniej ze wschodu i przychodziła również za czasów "panowania" p. Millera na stołku członka Biura Politycznego KCPZPR, nie da się wymazać i zastąpić słowem- kapitalizm, jako przyczyny niedostatku Polaków. Bieda jest klęską p. Millera, który jak każdy funkcjonariusz partyjny budował na niej swoją pozycję. Dzisiaj wymarły już dinozaur polityki, który jednak mimo "biedy" politycznej, ma się całkiem nieźle i ostentacyjnie nie chce wsiąść do czerwonego autobusu z napisem "koniec". Zapewne jeszcze nie raz będzie starał się nas wystraszyć, ale po co?

Zobacz też: Jak poseł Kosecki doi podatników

Wyrok w sprawie Kamińskiego kończy kampanię wyborczą? #społeczeństwo