Wielkanocne święta a.d. 1967 spędziłem w Chinach w Tang-Shan. To duże, przemysłowe miasto, kilka milionów mieszkańców, huty, kopalnie, przemysł maszynowy, słynna na całe Chiny fabryka porcelany. Dziewięć lat później, w czasie trzęsienia ziemi miasto zniknęło z powierzchni ziemi a 250 do 750 tysięcy mieszkańców zginęło pod jego gruzami. Rok 1967 jeszcze niczego nie zapowiadał, miasto tętniło życiem i prawami ustalonym przez toczącą się wojnę domową, czyli tzw. "Rewolucję Kulturalną".

Wielkanoc w Chinach

Zbliżały się święta, nasi chińscy gospodarze starali się stworzyć nam warunki takie, abyśmy czuli się jak w domu. Za pośrednictwem tłumaczy starali się zrozumieć, co to jest chrześcijaństwo i na czym polega polska tradycja tych świąt.

Reklamy
Reklamy

Nie było problemów z Wielkim Postem, całe Chiny od lat żyły w głodzie. Śmigus -dyngus już budził wątpliwości, gdyż trzeba było wytłumaczyć, że nie jest to element samokrytyki i reedukacji elementów burżuazyjnych. Gdy zespół tłumaczy postanowił przyjąć dla uproszczenia, że Bóg jest "towarzyszem Przewodniczącym w niebie", postanowiliśmy nie zmieniać ich rewolucyjnego światopoglądu i pozostać w oczekiwaniu na przygotowywane świąteczne "niespodzianki". Jedną z nich miały być "kolorowe jajka" określenie, które budziło nasz uśmiech, ale usprawiedliwialiśmy je niedoskonałością tłumaczenia.

Wielki Wódz, Przywódca i Twórca

Wielkanoc, która zawsze była czasem, gdy bliscy mają czas dla Boga i siebie nawzajem, w roku 1967 była dla mnie czasem głośników ryczących pieśniami sławiącymi imię Wielkiego Wodza, cytowanymi przez tysięczne tłumy hunwejbinów myślami Wielkiego Przywódcy.

Reklamy

Refleksje, czas świątecznej radości, uczucia, wzmacniające rodzinne więzi, przekazywane były podniesionym głosem, którym trzeba było przekrzyczeć maszerujące oddziały wojska i milicji ludowej manifestującej i skandującej oddanie Wielkiemu Twórcy. Kolorowe jajka nie były, jak myśleliśmy, pisankami, były zwykłymi jajkami "stuletnimi" (maźglate żółtko w brunatnym kolorze i przeźroczyste fioletowe białko), reszta była tradycyjna, kaczka czifanowa, trepangi, gumbau dżo i dżi, pi-dżiu, do tego ryż, ci-szui i kłaj-dzy. Przeżyłem te święta wspominając je jako kolorową orientalną anomalię. Później przyszła refleksja, że w tym czasie, pod przykryciem maoistowskiej komunistycznej propagandy, po prostu ginęli ludzie, przeciwnicy Mao-Tse-tunga. To była zwykła wojna, chociaż nazywana inaczej.

My i Oni

My też często jesteśmy częstowani określeniem wojny "polsko-polskiej", która podzieliła Polaków na tych po jednej i drugiej stronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Jutro już będzie po świętach, wrócimy do naszej rzeczywistości, przedwyborczych notowań, afer, oskarżeń, pomówień.

Reklamy

Znowu usłyszymy "My" i "Oni" i będziemy przekonywani, że jedni są lepsi od drugich i właśnie na nich należy głosować, tylko dlatego, że ktoś zdecydował się, żeby zdobyć władzę. Jestem ciekaw, kiedy zrozumiemy, że "my" to my, czyli dzieci, żona, mąż, rodzice, a "oni" to ci, którzy chcą nas naszych wartości, na rzecz swoich chorych politycznych ambicji pozbawić?

>>>> Czytaj: Mój chiński przyjaciel Hunwejbin

Jak pomagałem napisać "Czerwoną Książeczkę" Mao-Tse-Tunga #PiS