Okazuje się, że masowa mobilizacja to fałszywy alarm. Co zatem tak naprawdę się dzieje? Zamiast ogólnie opisywanej "mobilizacji", którą może ogłosić jedynie prezydent w sytuacji zagrożenia granic naszego kraju, odbywają się zwyczajne ćwiczenia rezerwistów.

Wbrew pozorom, nie każdy mężczyzna w wieku 18-60 lat, zostanie powołany do wojska. Na pierwszy ogień zostaną wezwani ci, którzy ubiegają się o pracę w wojsku i muszą przejść tzw. przeszkolenie przygotowawcze do służby. W drugiej kolejności powoływane będą osoby należące do Narodowych Sił Rezerwowych, czyli obywatelskiej ochotniczej formacji wojskowej. Wojsko podtrzymuje bowiem zasadę, którą wprowadziło kilka lat temu, rezygnując z przymusu odbycia służby. Do armii powinny trafiać te osoby, które faktycznie są tym zainteresowane.


Skąd zatem wzięły się te plotki? Wynikają one z nadinterpretacji faktów i słów rzeczników prasowych poszczególnych Wojskowych Komend Uzupełnień. Największym polem do naginania rzeczywistości wydaje się zwiększenie liczby wzywanych na przeszkolenie - w tym roku MON ogłosił, iż ćwiczenia ma przejść ponad 21 tysięcy żołnierzy rezerwy z całej Polski, co ma być znacznie większą liczbą niż w poprzednich latach.

Kogo armia może wezwać?

Równie sporą grozę wywołuje fakt, iż osoby, które otrzymają wezwanie, mają się jak najszybciej zgłosić do wskazanej jednostki. Prawda jednak jest taka, że osoby, które otrzymają wezwanie, należą do grupy, która się powinna tego spodziewać i znać procedury. A przede wszystkim - nie powinny być zdziwione faktem, że mają znienacka wszystko rzucić i stawić się w wojsku.

Szczególnie, że same ćwiczenia trwają bardzo krótko. W zależności od jednostki, mogą one przeciągnąć się maksymalnie do 3 tygodni. W porównaniu do dawnej obowiązkowej służby wojskowej, to naprawdę niewiele, a takie ćwiczenia mogą sprawić, że niejednemu mężczyźnie uda się zostać zawodowym żołnierzem. Póki co, możemy spać spokojnie. Przynajmniej dopóki prezydent, nie wezwie narodu do obrony kraju.

Źródło: TVN24 #Ukraina #wojsko polskie