Stare powiedzenie mówi: "czemuś głupi - boś biedny, czemuś biedny - boś głupi". Były Prezydent RP, gdy wygłaszał swoje hasło o drugiej Japonii w Polsce nie wziął pod uwagę właśnie biedy - tej tkwiącej w naszym kraju od stuleci. 
Polacy nie są głupi, można nawet założyć, że są bardziej inteligentni niż inne nacje. Chociażby ze względu na nasz język, jeden z najtrudniejszych na świecie. Przykład: na około 150 fonemów, czyli najmniejszych jednostek mowy Polacy rozróżniają ponad 70, a powiedzmy Hiszpanie mniej niż 30. Inaczej mówiąc nawet zamawiając kawę na stacji benzynowej ćwiczymy swój intelekt bardziej niż inne narody.

Paradoks biedy i inteligencji

Już prawie 30% Polaków ma wyższe wykształcenie, nie przekłada się to jednak na wzrost dobrobytu. Powód? Zdecydowaną większość stanowią absolwenci kierunków humanistycznych. Mamy więc świetnych pedagogów, nikomu niepotrzebnych w latach niżu demograficznego. Mamy psychologów, socjologów, ekonomistów i lingwistów. Można ich potem spotkać przy kasie w hipermarkecie, albo na przykład, gdy odbieramy paczkę od kuriera. Często zresztą nie w Polsce, tylko w innych krajach Unii Europejskiej. Dlaczego? Bo łatwiej takie kierunki studiów stworzyć i nieważne czy uczelnia jest publiczna, czy prywatna. Studia humanistyczne wymagają wyłącznie sali wykładowej z tablicą, ewentualnie komputerem i projektorem multimedialnym. Uczelnie techniczne to laboratoria, przyrządy pomiarowe, próbki, odczynniki. Co z tego, że jako naród jesteśmy inteligentni, skoro jesteśmy też biedni. Najmocniejsza głowa nie przebije betonowego muru. A w Polsce takim murem jest kształcenie młodych ludzi na kierunkach nieprodukcyjnych. Żeby potem zapewnić im zatrudnienie trzeba tworzyć takie prawo, które wymusza powstawanie nowych stanowisk urzędniczo-administracyjnych. Inaczej mówiąc należy sięgnąć do kieszeni tych produkujących i zwiększyć #podatki.

Ślubują nam służyć

Spośród wielu definicji słowa "polityka" najbliższą wyborcom jest "funkcja systemu społecznego zapewniająca jego rozwój". Oczywiście politolodzy preferują inne definicje, ale zwykły człowiek w systemie demokratycznym wybierając swojego przedstawiciela we władzach myśli właśnie tak. Szkoda, że większość takich "przedstawicieli" zapomina o swoim obowiązku służenia natychmiast po złożonym ślubowaniu. I dotyczy to niestety wszystkich - od Prezydenta RP, poprzez senatorów, posłów, aż po radnych dzielnicy. Bo gdyby były prezydent mówiący o drugiej Japonii zamierzał zrobić coś więcej niż wygłaszanie sloganów, to pewnie żyłoby nam się teraz lepiej. W końcu oprócz intelektu ćwiczonego zawiłościami języka mamy nad Japonią jeszcze inne przewagi, chociażby złoża surowców, które na ich skalistych wysepkach nie występują.

Bieda wspomaga kreatywność

Zauważyć to można najłatwiej z dala od dużych miast, tam, gdzie bieda doskwiera najbardziej - oglądając cuda tworzone z niczego przez mechaników samochodowych, budowlańców, czy rolników. Mogą one w pierwszej chwili śmieszyć lub nawet gorszyć, ale my powinny się z nich cieszyć, bo to dowód na kreatywne myślenie. Znowu okazujemy się jako nacja lepsi. Co z tego, że myślenie zostało wymuszone przez brak pieniędzy, w końcu to dowód na inteligencję społeczeństwa. Gdybyśmy jeszcze równie inteligentnie potrafili wybierać sobie takich przedstawicieli, którzy zechcą "zapewniać rozwój systemowi społecznemu". Wtedy z polską kreatywnością mamy szansę przeskoczyć nie tylko Japonię. Wystarczy, by politycy - zamiast rozwijać administrację - zaczęli tworzyć przepisy wspierające polską pomysłowość, chociażby te ułatwiające dostęp do prawa patentowego. Wtedy - i tylko wtedy - przestaniemy być biedni. Przy każdych następnych wyborach powinniśmy pamiętać: biednego zawsze łatwiej wykorzystać. Biednego, czyli nas.

>>>> Czytaj:  Sondaż TNS: Komorowski i Duda w II turze

 >>>> Czytaj: Kompetencje prezydenta Polski - o co chodzi w tych wyborach? #szkoła #wybory 2015