W ostatnim czasie niemal wszystko, co dotyczy Rosji oraz jej prezydenta budzi niemałe kontrowersje. Szczególnie jeśli ma to podtekst nacjonalistyczny, bądź w jakimś stopniu wiąże się z Ukrainą. Tak też jest w przypadku "Nocnych Wilków", a więc grupy motocyklistów, mającej zamiar przejechać trasę z Moskwy do Berlina. Warto jednak przypomnieć, iż nie jest to nic nowego, ponieważ szlak ten pokonywali także w latach poprzednich przy okazji rocznicy zakończenia II Wojny Światowej.

Problem w tym, iż "#Nocne wilki" to nie tylko grupa ludzi, których łączy miłość do jednośladów. Są to również, a może przede wszystkim, nacjonaliści. Określa się ich nawet wyznawcami Władimira Putina, którzy są gotowi na wszystko, co tylko zasugeruje im rosyjska głowa Państwa. Niewątpliwie grupa ma charakter politycznej bojówki. Dlatego też ze względu na swoją liczebność oraz poglądy w świetle wydarzeń ostatniego roku budzi poważne obawy.

Równowaga. To słowo wydaje się być kluczem do odpowiedniego podejścia. Nie należy bagatelizować całej sprawy, choć zbędna panika jest także nie na miejscu. W końcu to tylko motocykliści, a nie parada radzieckich czołgów, demonstrująca potęgę militarnego mocarstwa. Ze wszystkich stron szczególnie jedno słowo pada nader często. Jest nim "prowokacja". I to niezaprzeczalny fakt, że w obliczu zaangażowania Rosji w rozbiór Ukrainy, przejazd kilku tysięcy mężczyzn, o wyglądzie dalekim od przyjemnego, jest Putinowi na rękę. Jeśli nawet same "Nocne Wilki" nie mają złych zamiarów, to "Car" na pewno zaciera ręce w oczekiwaniu na niespokojne reakcje. Wszak właśnie o to w prowokacji chodzi, o wywołanie pożądanego skutku. Takim właśnie jest niepokój i strach.

I chyba każdy z nas pamięta z dzieciństwa słowa mamy, taty czy babci: "Nie reaguj, to im się znudzi". Czy też właśnie spokojna reakcja na tę pokazówkę nie będzie najlepszą? Nic tak nie rozbudza znanej od wieków rosyjskiej mani wielkości jak strach sąsiadów. Dlatego też, nie warto dawać Putinowi i jego wyznawcom na jednośladach tej satysfakcji.

Tak wygląda to od strony politycznej. Fakt faktem, że "Nocne Wilki" to motocykliści, a więc ludzie o wielkiej pasji. Nie od dziś wiadomo, iż na całym świecie jest to bardzo zwarte i zgrane środowisko, mające własne zasady. Tutaj pojawia się inna kontrowersja. Polscy motocykliści otwarcie deklarują pomoc swoim kolegom ze Wschodu, chcąc ich nawet eskortować. Czysto teoretycznie jest to piękny gest jedności. Załóżmy hipotetycznie, że widzimy kolegę po fachu, który złapał gumę. Oczywiście podjeżdżamy, pytamy, co się stało i oferujemy pomoc. Czy ktoś wyobraża sobie, że zanim zdecydujemy się na tę życzliwość, spytamy poszkodowanego o poglądy polityczne, uzależniając od tego swoją decyzję? Brzmi to wręcz kuriozalnie. Jednak ma to jakieś przełożenie na ten trudny, wilczy temat.

Kolejna wątpliwość, jaka się nasuwa to kwestia wpływu trwającej kampanii wyborczej. Czy gdyby nie ona, to temat przeszedłby bez echa? Bo może całkiem przypadkiem, a może celowo, komuś na rękę jest rozgłos wokół całej sprawy. Obecny obóz władzy wielokrotnie padał ofiarą zarzutów o brak zdecydowanych reakcji i odważnych decyzji. A gdyby tak pokazać społeczeństwu, że rząd i prezydent są ulegli wobec grupy wytatuowanych brodaczy w skórach? Dla opozycji (zwłaszcza jej agresywnej części) to nie lada gratka.

Kimkolwiek "Nocne Wilki" nie są musimy mieć świadomość, że to tylko grupa motocyklistów. Polska z kolei nie jest krajem totalitarnym, ziemią bezprawia. Dlatego też, jak na demokratyczny kraj Europy przystało, nie możemy alienować się niczym Korea Północna, prowadząc selekcję u granic, wpuszczając tylko tych o naszych poglądach. Natomiast władze i służby publiczne powinny bardzo uważnie przyjrzeć się niesfornej watasze wilków, a każde przewinienie karać należycie. I to właśnie wtedy rozważać można zakaz wstępu na teren Polski.

Zobacz >>> Wiktor Węgrzyn: Nocne Wilki przejadą bezpiecznie przez Polskę 

Zobacz >>> Nocne Wilki Putina nie wjadą do Berlina  #polityka zagraniczna #Rosja