W swym poprzednim artykule Smoleńsk - 5 lat po odejściu na ostateczny krąg, pozwoliłem sobie na wzmiankę o Panu Profesorze Jacku Rońdzie. W odpowiedzi skontaktował się on ze mną, przekazując cenne, niepublikowane dotąd wiadomości, przedstawiające kulisy całej tej sytuacji. Wyraził przy tym zgodę abym podzielił się nimi z odbiorcami, z czego skwapliwie robię użytek.

Narracja smoleńska

Medialna narracja smoleńska miała dwoistą, jakościowo różną, manichejską orientację. Strona oficjalna cieszyła się bezkrytyczną możliwością wypowiedzi z założonym a priori autorytetem i dogmatem tj. jej twierdzenia nie wymagają dowodu, a kto usiłuje polemizować, nie zasługuje na powagę.

Reklamy
Reklamy

Kontrastowo różne, skrajnie odmienne wymagania narzucano stronie społecznej. Jej przedstawiciele byli obarczeni wymogiem przedstawiania na wszystko twardych dowodów. Formuła taka trwała do czasu wystąpienia Pana Profesora Jacka Rońdy, który wyłamał się z dotychczasowej konwencji. Oglądałem zresztą ten program i byłem ucieszony, że wreszcie ktoś zagrał im na nosie tj. im wolno mówić wszelkie brednie i zasłaniać się tajemnicą albo w ogóle odmawiać podania źródeł, a druga strona ma być w zamian rzetelna i staranna. To jakby jeden miał licencję na kłamstwo i oszustwo, a drugi w takiej relacji musiał być uczciwy i prawdomówny. Pan Profesor Rońda przełamał taki patologiczny konwenans i jakąś ukrytą zgodę i przyzwolenie na taki styl narracji smoleńskiej. Sądzę, że późniejsza represyjna agresja i wrogość była odpowiedzią właśnie na wściekłość, że ktoś pozwolił sobie na ośmieszenie i zdemaskowanie metod medialnej narracji smoleńskiej.

Reklamy

Poniżej efekt mojej korespondencji z Profesorem Jackiem Rońdą. Została ona dosłownie zacytowana.

Czego dotyczył "blef" ? 

"Na pewno nie dotyczył informacji przekazywanych przeze mnie, ponieważ wszystkie dokumenty otrzymałem z dwóch wiarogodnych źródeł to jest od Pana Ministra Antoniego Macierewicza i Pana Profesora Kazimierza Nowaczyka. Dokumenty były kopiami, tych które przekazano do Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie. Nie mogłem tego powiedzieć, ponieważ osoba prywatna nie ma prawa posiadać nawet kopii dowodów rozpatrywanych w toczącym się dochodzeniu. Ponadto, sprawę zamachu smoleńskiego omawiałem wielokrotnie z moim byłym przełożonym, obecnie emerytowanym profesorem Oskarem M, z Bundeswehr Universitat w Hamburgu. Prof O.M. był Doradcą NATO przez 25 lat w sprawach badań naukowych na rzecz przemysłu zbrojeniowego. W jego projektach pracowałem ponad 20 lat. Prof. O.M. bardzo interesuje się sprawami zbrodni smoleńskiej. W czasie wywiadu w TV, Redaktor Kraśko zachowywał się wrogo i chciał ze mnie zrobić idiotę i dlatego postanowiłem z niego zakpić mówiąc o kupowaniu dokumentów na Kleparzu i o tym, że pochodzą z Rosji.

Reklamy

Ta informacja o pochodzeniu dokumentów z Rosji wywołała panikę wśród polskich wspólników Putina. W tej sprawie odbyły się konsultacje na "wysokim szczeblu" oraz przeprowadzono kilkanaście rozmów telefonicznych w relacji Warszawa-Moskwa. Aby pojąć znaczenie słowa blef, trzeba posłuchać następnego zdania, jakie wygłosiłem w czasie wywiadu w "Trwam": "... to było jak gra w karty" To był blef karciany i dopuszczalny w Bridge. Jestem Mistrzem Międzynarodowym w Bridge Sportowym, który zdobyłem w czasie pobytu w Republice Południowej Afryki. Myślałem, że Polacy są ludźmi inteligentnymi. ... zresztą rozmowa w "Trwam" dotyczyła czego innego. Smoleński mord polityczny na stu Polakach był tylko jednym z tematów rozmowy."

Kto i jak wykorzystał to jedno słowo?

"Audycja w "Trwam" odbyła się w godzinach wieczornych, około 22:00 w dniu 16.10.2013. Następnego dnia rano o 8:30 odbyła się narada w Kancelarii Premiera Tuska z udziałem Min. Grasia i Pana Igora Ostachowicza. Notatkę z nasłuchu TV "Trwam" dostarczył oficer z MSW. Mój "blef" był szansą dla Tuska i jego propagandy, aby zagłuszyć analizy zbrodni, jakie miały być przedstawione na Drugiej Konferencji Smoleńskiej. To właśnie tam nadano słowu "blef" rangę, jaka odpowiadała Tuskowi. Po naradzie, około 9:15, zorganizowano spotkanie z dziennikarzami i wydano odpowiednie decyzje i pozwolenie na zmasowane ataki prasowe, radiowe i telewizyjne na osobę prywatną. Ataki były koordynowane przez Grasia i Ostachowicza. Ataki we wszystkich możliwych środkach przekazu w Polsce rozpoczęły się około godziny 9:45. Na mój telefon prywatny, przez ponad godzinę dzwoniło do mnie około 30 dziennikarzy. Niektóre rozmowy były przekazywane "na żywo" w transmisjach radiowych, bez mojej zgody ani autoryzacji. Co odpowiadało Tuskowi i Grasiowi? Ataki na wyniki badań i analiz i dlatego wybrali sobie motyw fałszywych dokumentów dot. wysokości TU, na której nastąpił wybuch. Przekaz ... mediów miał utrwalać informację, że Rońda KŁAMAŁ! Używając sfałszowanych dokumentów. W tle ataków był Min. Macierewicz. Te ataki miały trafiać rykoszetem w Zespół Parlamentarny oraz organizatorów Drugiej Konferencji Smoleńskiej. Manipulacje informacją dot. blefu, autorstwa Tuska-Grasia-Ostachowicza zakończyły się sukcesem i utrwaliły w pamięci społeczeństwa i polityków wszystkich opcji. Wszystkich!"

Jak zachował się Pan Min. Antoni Macierewicz?

"Poprosił swojego sekretarza, Pana Bartłomieja Misiewicza, o rozmowę ze mną. Min. Macierewicz przyjął przekaz mediów, jako prawdziwy i żądał natychmiastowego dementi we wszystkich ... mediach. Nie rozmawiał ze mną na ten temat nigdy. ... do dzisiaj."

Co dalej?

"Mój budżet na badania naukowe w 2014 roku wynosił 0,0 PLN. W roku 2015 będzie taki sam. We wrześniu 2014, mój projekt dotyczący implantów krążków międzykręgowych w złożony mimo działań władz AGH i prawie po dwóch latach starań został oceniony w Narodowym Centrum Nauki, jako najgorszy spośród prawie 600 wniosków. Mój dorobek naukowy, chyba już nawet życiowy, został oceniony tamże na 1 w skali od 0 do 5. Granty na projekty badawcze i wdrożeniowe uzyskiwałem w Niemczech, Australii, RPA, Francji i oczywiście w Polsce (pięć grantów) po moim powrocie z emigracji w 2003 roku. Dyrektorem NCN jest pracownik AGH. Rektor Słomka zawiesił mnie w zajęciach dydaktycznych już trzykrotnie na okres 6 miesięcy. Brak kontaktów ze studentami i zakaz prowadzenia prac dyplomowych inżynierskich i magisterskich skutkuje tym, ze nie mam żadnych kandydatów na doktorantów. Pracuję kompletnie sam. Nie mam żadnego asystenta, ani nawet kandydata na takiego, ponieważ kandydaci obawiają się represji władz uczelni i szykan ze strony niektórych uczonych z "mojego" wydziału." #katastrofa smoleńska