Nominacja Małgorzaty Ogórek na kandydatkę SLD w wyborach prezydenckich wydawała się zaskoczeniem. Czy jednak rzeczywiście? Sytuacja SLD na scenie politycznej nie była ostatnio najlepsza, nikłe poparcie, śmierć Józefa Oleksego, wykluczenie z partii Grzegorza Napieralskiego. Dużo tego. Wydawało się, że jedna ze znanych twarzy partii może ten niekorzystny trend w kampanii prezydenckiej odwrócić.

Polityczna gra w brydża?

Leszek Miller nie jest jednak jakąś tuzinkową postacią, na pewno nie jest wyfortowaną polityczną blotką, ale chociaż już mocno zgranym, to jednak asem. Przed nominacją był w sytuacji bez wyjścia. Wiedział, że jeśli sam wystartuje, zapewne o kilka procent notowania SLD poprawi.

Reklamy
Reklamy

Kwestia o ile i czy te kilka procent zaprocentuje bezpiecznym ugruntowaniem jego pozycji w Sojuszu na kolejne lata. Z drugiej strony wystawienie znanej lewicowej postaci, w przypadku zajęcia przez nią trzeciego miejsca (co było bardzo prawdopodobne), w wyścigu o drugą turę, mogło naruszyć i tak już chwiejną równowagę w SLD. Sukces lewicowego kandydata mógłby stać się porażką samego Millera w partii! Zagrał więc niekonwencjonalnie.

Jakieś koszmarne reality show

Myślę, że pan Miller wystawiając panią Ogórek zagrał z nami w jakieś przedwyborcze reality show. Zauroczeni tajną "wunderwaffe", wyciągniętą z politycznego laboratorium Leszka Millera, zastanawialiśmy się, czy to się dzieje naprawdę. Jesteśmy zdziwieni, że kurka zanim jeszcze z jajka się wykluła, już stała się samodzielna. Czekamy na reakcję "rady starszych" SLD: utnie czy nie utnie dalsze finansowanie teraz już niezależnej kandydatki? Tymczasem jak to w reality show, wszystko jest już dawno wyreżyserowane, chociaż widzowie jeszcze tego nie wiedzą.

Reklamy

Reżyser Miller pod naporem "słusznego głosu partii" cofnie poparcie, przyzna się do pomyłki, co przysporzy mu wielu zwolenników, gdyż ludzi, którym coś się nie udaje, lubimy bardziej od tych, którzy brną w zaparte. Straci milion partyjnych złotych wyrzuconych na kampanię, ale zyska twarz człowieka politycznie elastycznego, wsłuchującego się w pomruki partii. Na jakiś czas wytrąci z rąk Grzegorza Napieralskiego i jego sojuszników argumenty o stetryczałym i ręcznym kierowaniu Sojuszem.

Ja wiedziałem, że tak będzie

Myślę, że od samego początku było wiadomo, że tak będzie. Pani Ogórek zdobędzie taką popularność, że #wybory prezydenckie przegra z kretesem i bez problemu dostanie się do Sejmu, a pan Miller przepędzi na jakiś czas widma wyciągające szpony po jego przewodnictwo w partii. Znając jego cyniczne poczucie humoru możemy domyślać się, że niedługo znowu jakiś żart wymyśli, a będąc prawdziwym mężczyzną, będzie chciał udowodnić, że poznamy go dopiero po tym jak skończy. Problem w tym, że mężczyzna w pewnym wieku, gdy kończy, często jest nie do poznania. #wybory parlamentarne #Magdalena Ogórek