Nie wszyscy w Kościele Katolickim to konserwatyści i tradycjonaliści. Po II Soborze Watykańskim pojawiło się coraz więcej liberałów na łonie kościoła. Nie mają oni jednak wpływu na dzisiejszy #katolicyzm.

Żyj i daj żyć innym

Liberalni katolicy wywodzą się w dużej mierze z ekumenizmu, ruchu pragnącego przywrócić jedność pośród wszystkich wyznań chrześcijan. Nic dziwnego, że sporo z ich też zaczerpnięta jest od protestantów: zniesienie celibatu czy dopuszczenie kobiet do kapłaństwa. Nie brak jednak i bardziej kontrowersyjnych postulatów. Liberałowie opowiadają się za antykoncepcją, prawem do aborcji, in vitro, rozwodów, eutanazji i akceptują związków homoseksualnych. Zależy im, aby liberalne wartości, które narodziły się po Rewolucji Francuskiej, przeniknęły także do kościoła. Chcą dostosowania się do świata skostniałej instytucji, jaką dziś jest KK. I trudno im się dziwić. Powołują się bowiem na liberalne zasady "żyj i daj żyć innym" i "moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna Twoja".

Z ich postulatami nie zgadza się jednak nikt z liczących się w KK osób. Już w XIX wieku Pius X potępił liberalizm jako źródło grzechu. Dziś także krytykuje się ten trend. "Kościół właśnie dzięki swojej ponad tysiącletniej tradycji jest kościołem. Bez niej to już nie będzie katolicyzm, to nie będzie nasz kościół" - powtarzają do znudzenia katoliccy tradycjonaliści. Ich słowa potwierdzają kolejni papieże, od Jana Pawła II do Franciszka.

Kropla drąży skałę

Trudno jednak nie zauważyć, ze KK przeżywa największy w swojej historii kryzys. Wierni coraz rzadziej czynnie uczestniczą w życiu parafialnym, pojawia się także więcej ateistów i agnostyków. Może warto dopuścić, jeśli nie pełną, to choć częściową reformę kościoła? Tego zapewne nie dowiemy się jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Słowa liberałów jak kropla drążą skałę, na której zbudowano obecny kościół. By jednak coś zmienić, potrzebna jest powódź.

ZOBACZ TEŻ:

Episkopat upomina parlamentarzystów ws. in vitro  #religia #społeczeństwo