Kolejne publikacje treści rozmów nagranych na taśmach magnetofonowych (!) czarnych skrzynek, poszerzają naszą wiedzę na temat tego co działo się w kokpicie Tu-154 nad Smoleńskiem. Nie działo się dobrze, piloci nie mieli ważnych uprawnień, (co nie znaczy, że nie potrafili latać), do kabiny pilotów mógł wejść każdy, prawie jak do szaletu miejskiego, toczyły się rozmowy, niemające nic wspólnego z prowadzeniem maszyny.

Piloci samolotów

Każdy z nas leciał kiedyś samolotem, a jeśli nie, to poleci. Zobaczy wtedy, jakim szacunkiem i podziwem cieszy się pilot wychodzący z kokpitu pilotowanej maszyny, ogromnej, potwornej maszyny, którą wbrew prawom fizyki, (których nie umiemy ogarnąć), potrafi poderwać z pasa startowego i posadzić bezpiecznie na ziemi.

Piloci czy Błasik byli pod presją?

Nasi piloci już zostali tego szacunku pozbawieni gdyż, (chociaż nie byli ani idiotami ani samobójcami), jednak w ostatnich minutach lotu nie zrobili tego, co powinni. Czy dlatego, że za ich plecami stał DSP w osobie generała Błasika i ponaglał do lądowania? A może to gen. Błasik był samobójcą i wywierał bezpośrednią presję na pilotów? Może nie był najlepszym generałem, ale był znakomitym pilotem, klasy mistrzowskiej, dla którego pilotowanie Su-22, było jak dla nas jazda na składaku. Może to nie piloci, a on był pod bezpośrednią presją, może do kokpitu przyszedł nie żeby przeszkadzać, a pomóc w lądowaniu, może nie miał innego wyjścia?

A może szef protokołu dyplomatycznego?

Co robił w kokpicie szef protokołu dyplomatycznego? Powinien siedzieć zapięty pasami i popijać piwko (jeśli lubi), lub winko, oferowane przez stewardesy. Tak jest na wszystkich liniach, pasażerowie popijają gdyż boją się latać (no powiedzmy), i nikogo to nie dziwi. Coś lub ktoś, kazał mu jednak zajść do kokpitu i powiedzieć, że "trzeba próbować lądować do skutku". Dla mnie kluczowym wydaje się pytanie nawigatora: -"Za ile uroczystości się zaczynają?" i odpowiedź jeszcze nie zidentyfikowanej "osoby trzeciej": - "A jak nie wylądujemy, to co?". Nie chcę sugerować, że szef protokołu też był pod "bezpośrednią presją" i mówił nie to, co chciał, ale musiał i powiedział. Jak długo technika nie pozwoli na odczytanie wszystkiego co zostało zarejestrowane na taśmach czarnych skrzynek, będziemy poniewierani przez zwalczające się opcje polityczne ku tej (białej) czy tamtej (czarnej) opcji, lub całkiem odwrotnie. Zwykłemu, średnio inteligentnemu australijskiemu szympansowi rodzi się pytanie- jak można lądować na lotnisku, które przypomina pastwisko, a wieża kontrolerów lotu kiosk warzywny na osiedlu?

Kto wywierał presję?

Czy ludzie zgromadzeni wokół Prezydenta Kaczyńskiego tylko kontrolowali swoje puchnące konta i portfele, zaniedbując troskę o swojego dobroczyńcę? Spoko, postęp techniki pozwoli nam w końcu usłyszeć wszystko, co działo się w czasie tragicznego lotu, nawet rozmowy satelitarne, a może nawet jakimś cudem wideo. Pan rzecznik PiS Mastalerek nie będzie wciskał nam fantasmagorycznego kitu, aAntoni Macierewicz szalbierstw prokuratury, które mają przyćmić jego ideę trotylu na pokładzie.

Tylko, kto to zrozumie, ci po białej czy czarnej stronie szlabanu?

>>>> Czytaj: Katastrofa smoleńska: stenogramy RMF. Skąd i po co ?

Czy leci z nami pilot? Koprodukcja rosyjsko-polska #katastrofa smoleńska #zamach