Konflikt w Jemenie pochłania kolejne ofiary, a świat zdaje się tego całkowicie zauważać. Rebeliancki z szyickiego ugrupowania Huti (Hutu) atakują od kilku dni stolicę kraju, której ludność odcięta jest od pomocy z zewnątrz. Zdaniem przedstawicieli Czerwonego Krzyża, katastrofa humanitarna już się rozpoczyna.

Aden to jedno z niewielu miast, których nie opanowali wspierani przez Iran rebelianci. Oficjalnie Iran nie wspiera żadnej ze stron konfliktu, jednak w sobotę, 11 kwietnia, siły rządowe zatrzymały w strefie walk dwóch irańskich oficerów. Podejrzani są o pomoc w planowaniu operacji Huti. Zwiększyło to napięcie w rejonie, ponieważ po stronie prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego stoją siły sąsiedniej Arabii Saudyjskiej, która wspiera siłami lotniczymi rząd.

Reklamy
Reklamy

Huti, którzy rozpoczęli ten konflikt, oskarżają saudyjskie lotnictwo o śmierć ponad tysiąca osób, jakie miały zginąć podczas bombardowań oraz ataków na cele naziemne. Rannych w tych operacjach ma być piętnastokrotnie więcej, są to jednak dane podawane przez rebeliantów, które żadnego oficjalnego potwierdzenia nie mają. #Islam

O co chodzi w tej wojnie?

Szyici skupieni w Huti zaczęli domagać się zmiany władzy na przełomie 2014 i 2015 roku, kiedy to Jemen znalazł się w gospodarczym kryzysie. Jednak i wcześniej dawali się we znaki - w 2004 roku wywołali pierwsze powstanie przeciwko rządowi, w latach 2009-2010 wojska Jemenu prowadziły przeciwko nim ofensywę na północy kraju, a w kolejnych nie było roku bez walk - w większości wypadków siły rządowe wspierały wojska Arabii Saudyjskiej. Jako że dla Polaka ten rejon kraju jest dość egzotyczny, pozostaje zadać proste pytanie - komu "kibicować" w tej wojnie? Ma ona podłoże religijne i dotyczy wewnętrznych podziałów w islamie, jednak trzeba poinformować uczciwie, ze Huti jest powiązane z terrorystami Hezbollah, a w 2009 roku UNICEF potępił ich za wciąganie dzieci do bojówek. Siły prezydenta al-Hadiego wspiera nie tylko Arabia Saudyjska, ale również Maroko, Jordania, Pakistan i USA.