Już tylko kilkanaście dni pozostało do wyborów powszechnych w Zjednoczonym Królestwie. Brytyjczycy zadecydują, kto będzie rządził ich krajem przez najbliższe cztery lata. Jak zawsze największe szanse na wygraną mają dwie główne partie na brytyjskiej scenie politycznej - Partia Konserwatywna i Partia Pracy. Jednak Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii bardziej niż walka Davida Camerona i Eda Milibanda interesuje rosnąca w siłę partia UKIP.

Skąd takie zainteresowanie? Otóż nie od dziś wiadomo, że Partia Niedpodległości Zjednoczonego Królestwa, a szczególnie jej przewodniczący, Nigel Farage, swój program polityczny opiera na krytyce działań rządzących w kwestii imigracyjnej.

Reklamy
Reklamy

Politycy UKIP nie zostawili suchej nitki na decyzji labourzystów o otwarciu brytyjskiego rynku pracy w 2004 roku, co spowodowało napływ setek tysięcy imigrantów na Wyspy. Farage i koledzy z jego partii chcą ograniczyć dostęp osób spoza UK do miejsc pracy, które ich zdaniem należą się Brytyjczykom.

Farage walczy o głosy

Taką postawę można zrozumieć. Trudno jednak jest się pogodzić z tym, jak Farage atakuje imigrantów, a szczególnie Polaków, którzy uczciwie pracują i płacą podatki na Wyspach. Przewodniczący UKIP już nie tylko oskarża imigrantów z Polski o zabieranie miejsc pracy jego rodakom, ale również o to, że przez imigrantów jest coraz więcej korków na autostradach, a lekarze na Wyspach są zapracowani, ponieważ muszą leczyć osoby spoza Królestwa.

Teraz Farage dopuścił się osobistego ataku na Polaków - stwierdził, że po prostu nas nie lubi.

Reklamy

Politykowi najwyraźniej zabrakło argumentów w walce o ograniczenie liczby imigrantów mogących mieszkać w Wielkiej Brytanii i bez wahania powiedział, że woli od nas imigrantów z Indii, Australii i Pakistanu: "Muszę przyznać, że mam swoje preferencje. Uważam, że osoby z Indii i Australii mówią po angielsku, rozumieją prawo precedensowe obowiązujące w Anglii i odczuwają naturalny związek z naszym krajem, bardziej niż osoby z państw, które nie podniosły się po upadku żelaznej kurtyny" - powiedział lider UKIP w wywiadzie dla BBC.

To prawo dyskryminuje, nie UKIP

Wcześniej Farage przekonywał, że to nie on dyskryminuje osoby z Europy Środkowo-Wschodniej, ale właśnie obowiązujące prawo, które ułatwia nam dostęp do brytyjskiego rynku pracy: "Nasze prawo imigracyjne działa na korzyść osób z Polski czy Rumunii, bez względu na to kim są, jednocześnie dyskryminując ludzi z Nowej Zelandii, Indii czy Kanady" - dodał polityk.

Europoseł przyznał, że lubi szokować, ponieważ chce "obudzić Brytyjczyków": "Dokonam tego tylko wtedy, gdy zostanę dostrzeżony".

Reklamy

Szkoda jedynie, że Farage buduje swój polityczny kapitał, atakując ciężko pracujących imigrantów, co wypomnieli mu dziennikarze BBC. Polityk zaprzeczył, przekonując, że jego partia nie używa negatywnych argumentów w kampanii i nie uderza w imigrantów, a jedynie mówi o negatywnym wpływie imigracji na system zdrowia, brytyjskie szkoły i rynek pracy. #wybory parlamentarne #polityka zagraniczna