Choć rola Janusza Palikota wyewoluowała z wydawcy katolickiego "Ozonu" do roli morowego, skromnie-moralnością-przyodzianego kato-rozprawiacza, brzemienny w skutkach hałas biłgorajskiego filozofa znajduje oddźwięk, a nawet posłuch, w wielu mediach po dziś dzień. Najwidoczniej, nieco na opak zrozumiał słowa Leibniza: "Cofamy się, aby skoczyć wyżej". Dzisiaj nie jest on ani czarnym, ani czerwonym koniem wyborów, choć nadal żyje złudzeniami. W nieokiełznaniu swych myśli człowiek zapragnął zmartwychwstania - pisał w "Kosmosie" Carl Sagan.

Bójka ze sztabowcami Jarubasa

Jednym z pomysłów na odbicie się od dna była "konferencja prasowa", czy może raczej happening, zorganizowany 29 kwietnia pod siedzibą #PSL w Rzeszowie. W jego trakcie działacze PSLu z Janem Burym na czele zaczęli skandować: "Jarubas, Jarubas". Pojawiły się również transparenty wspierające kandydata ludowców.

Z kolei działacze Twojego Ruchu, na drzwiach siedziby PSLu, nakleili plakat wyborczy Palikota z hasłem: "Zrobię z nimi porządek". Po zaklejeniu plakatu podobizną kandydata ludowców rozpoczęły się przepychanki. Jak twierdzi jedna z uczestniczek, miała ona "dostać w twarz" od działacza PSL. "Konferencja" zakończyła się w tym wypadku wezwaniem policji.

Palikot w Gliwicach

Kandydat na urząd prezydenta Polski, nie omieszkał również odwiedzić Szkoły Podstawowej nr 11 w Gliwicach. Tym razem wystąpił ze standardowym zestawem tj. "łamaniem zasad świeckości". Przyrównał działania dyrekcji tej szkoły do "kultu jednostki podobnego do kultu Stalina" odnosząc się do rzekomego powitania, jakie miały zgotować dzieci tej szkoły biskupowi. Rzekomego ponieważ dyrektor tej szkoły - Iwona Hrycyna-Mutz - zaprzecza, jakoby takie przygotowania miały miejsce. "Nie odwiedza nas biskup i nigdy nie przygotowywaliśmy takich wystąpień" - zakończyła.

Apetyt "patrioty"

Tak energiczne działania z pewnością wzmagają apetyt. Tak bardzo, że - jak wynika ze sprawozdania finansowego Twojego Ruchu za ubiegły rok - członkowie tej formacji wydali w warszawskich restauracjach aż 81 tys. zł. Budzi to jednak pewne zdziwienie, szczególnie wśród urzędników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, którzy wszczęli kontrolę w sprawie nieuregulowanych zaległości względem pracowników struktur partyjnych. Sam kandydat - jak tłumaczył - składki już uregulował i przyznał, że były w tej kwestii opóźnienia wynikające "z różnych względów". "Różne względy" są tutaj oczywiście ekwiwalentem zapracowania. Wszelako zdążył on już w tej kampanii:

- zapobiec tragedii, składając wniosek o odebranie prawa do posiadania broni Januszowi Korwin-Mikkemu,
- ocenić inicjatywę Jednookręgowych Mandatów Wyborczych, pytając Kukiza czy "jest naprawdę taki tępy",
- zapowiedzieć pozew względem przedsiębiorcy, Zbigniewa Stonogi, który oskarżył go o zaleganie z wypłatą 2 milionów złotych Piotrowi Tymochowiczowi (ówczesnemu doradcy medialnemu Ruchu Palikota),
- stwierdzić, że sposób reklamowania Magdaleny Ogórek przez ludzi Leszka Millera to "miękki erotyzm",
- wielokrotnie "zrobić porządek z klerem", poprzez naklejenie plakatów na drzwi lub bramę wjazdową parafii,
- wezwać rezerwistów by nie stawiali się na mobilizację,
- ocenić, że lepiej się poddać, niż prowadzić wojnę.


W świetle jego działań oraz sondaży, które nie pozostawiają mu złudzeń, należy postawić pytanie, czy nie powinien już teraz się poddać i zejść ze sceny politycznej? Co prawda Stanisław Jerzy Lec pisał swego czasu: "Kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od spodu". Tylko czy w tym przypadku da się upaść jeszcze niżej?