Odbicie aresztantów z pułtuskiego więzienia było ostatnią dużą akcją przeprowadzoną przez żołnierzy podziemia. Była to też ostatnia akcja ppor. Stanisława Łanieckiego ps "Przelotny". Według relacji uwolniono 70 osób ale UBP (Urząd Bezpieczeństwa Państwa) przyznaję się tylko do 48. Partyzantom udało się nie tylko opanować więzienie, ale też mieć pod kontrolą sporą część miasta. Wszystko to wydarzyło się w listopadową noc z 25/26 1946 roku. Całą operację wykonano z udziałem 39 uzbrojonych ludzi.

Akcja

Po południu 25 listopada na pułtuski rynek wjeżdżają samochody z żołnierzami WiN. Nikt nie zwraca na nich uwagi myśląc, że to jednostka Wojska Polskiego.

Reklamy
Reklamy

Wieczorem blokują siedzibę UBP i MO a także dwa mosty na kanale płynącym przez miasto. W tym samym czasie druga grupa żołnierzy WiN wjeżdża do miasta furmankami, kilkuosobowy patrol opanowuje pocztę i przerywa łączność. Wkraczają do budynku zamieszkałego przez służby więzienne skąd zabierają kierownika zakładu karnego - Jana Dwornika. On to wprowadza partyzantów na teren więzienia. Jest bardzo przydatny, na koniec prosił żeby go związano i poturbowano. W ten sposób ma swoistego rodzaju "alibi" dla bezpieki. Rozbrojono załogę i wypuszczono więźniów politycznych. Na dziedzińcu zakładu karnego od razu wykonano wyroki śmierci na trzech strażnikach, którzy słynęli z wyjątkowego okrucieństwa wobec zatrzymanych. Straty w siłach bezpieczeństwa to 7 zabitych i kilku rannych. Oficjalnie też przyznano się do utraty 3 rkm,4 PPSz, 21 kb oraz 64 granatów.

Reklamy

W tym samym czasie ubezpieczający akcję blokowali bezpiekę, która próbowała się dostać na teren więzienia. Zbyt wczesne usunięcie ubezpieczeń z mostów (według meldunku zastępcy komendanta Obwodu Pułtuskiego Zygmunta Dąbrowskiego ps."Krym") miało wpływ na zamieszanie, jakie powstało pod koniec doskonale zaplanowanej operacji. Bezpieka, która przeszła przez mosty zmusiła "Przelotnego" do wydania rozkazu odwrotu. Niestety spotkał on na swojej drodze ucieczki dwóch funkcjonariusz. Doszło do wymiany ognia, " Przelotny" zabił obu, sam został śmiertelnie ranny. Partyzanci zabrali ze sobą swojego dowódcę, nie udało im się zabrać zwłok jednego z poległych NN "Góry", który zginął w nieznanych okolicznościach. To przyspieszyło ich odwrót i rezygnację z wcześniejszego planu rozbicia magazynów "Społem" Komendę nad oddziałem przejął sierżant "Czech".

Straty

Cała akcja była w pełni udana pomimo śmiertelnej rany "Przelotnego". Bez większych strat uwolniono więźniów politycznych. Nie było wśród nich Mieczysława Żebrowskiego "Kordiana" (który był głównym celem operacji ) wywiezionego wcześniej do Warszawy za to udało się uwolnić jego syna Tadeusza Żebrowskiego.

Reklamy

Sprawność operacji zaskoczyła bezpiekę nie byli wstanie określić wykonawców i wytropić partyzantów. Pomimo że dwie kolejne grupy operacyjne KBW tropił uciekinierów zmylono pościg. Jedynym ich sukcesem było złapanie 4 więźniów, którzy wracali do domów. Kazimierza Jaźwińskiego zastrzelona na miejscu.

W trakcie odwrotu umiera ppor S. Łaniecki. Pochowano go na cmentarzu w Długosiodle. Grób istnienie do dzisiaj. Pozostali bohaterowie akcji Komendant Obwodu "Otylia", Hieronim Piotrkowski "Jur", który dwa miesiące później 16 stycznia 1947 roku został zaskoczony przez grupę bezpieki w kwaterze we wsi Brzoza. Podczas strzelaniny ranny w nogę, usiłuje zniszczyć dokumenty konspiracji. Żeby uniknąć dostania się w ręce UB ostatnią kulę przeznacza dla siebie. Bezpieka zabrała jego ciało, miejsce pochówku nie jest znane do tej pory. Oddział partyzancki WiN Obwodu Ostrów Mazowiecki zakończył swoją działalność w kwietniu 1947 roku, ujawniając się w trakcie amnestii. Ci, którzy nie chcieli wyjść z ukrycia przeszli do oddziału kpt. Władysława Łukasiuka "Młota" ( 6 Brygada Wileńska)

Zygmunt Dąbrowski "Orka" - "Krym" główny sprawca całej akcji ujawnił się w ramach amnestii, wrócił jednak do konspiracji. Poległ w walce z UB wydany przez agenta, 12 czerwca 1949 pod Długosiodłem. #wojsko polskie