Sprawa pana Marcina z Piotrkowa Trybunalskiego rzuca także światło ustawę antyhazardową. Miała ona zniechęcić Polaków do przepuszczania pieniędzy na automatach do gier. Na razie jednak nic z tego nie wychodzi.



Ustawa kosztowała budżet dwa miliardy złotych i miała utrudnić życie hazardzistom i tym, którzy z hazardu żyją. Według niej automaty do gry mogą stać jedynie w kasynach. Przepis jednak jest ignorowany, a salony do gier zajdziemy zarówno w miastach, jak i na wsi. Nie brak także amatorów karcianego pokera, którzy organizują nielegalne turnieje czy też po prostu grają ze znajomymi. To oni też najwięcej protestowali 2009 roku, gdy ustawa wchodziła w życie.

Reklamy
Reklamy

Sam przepis został też zakwestionowany przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Przeciwnicy ustawy wytykają m.in. hipokryzję rządu, który sam zarabia na Totalizatorze Sportowym, a innym zabrania niewinnej gry na małe stawki.



Sama ustawa nie jest do końca zrozumiała dla tych, którzy mają ją egzekwować, czyli Służby Celnej. Nawet mimo tego, że ich magazyny przepełnione są efektami kontroli i nalotów. Na większość automatów bowiem nie ma zezwolenia, bo albo nigdy nie zostało no wydane albo to zezwolenie już wygasło. Pracy nie ułatwia im także spryt właścicieli takich automatów. Zamienili bowiem stare modele na tzw. symulatory do gier. Właściciele takich zabawek twierdzą więc, że są to urządzenia służące do zabawy i sprawdzania swojej zręczności. W istocie często to są przerobione automaty do gier wyposażone w elementy, które mają przesłonić ich prawdziwy charakter.

Reklamy

Takie historie często przypominają lata 20. i 30. w Stanach Zjednoczonych. Może więc czas wyciągnąć naukę i stwierdzić, że prohibicja, nawet częściowa, nie daje rezultatu?

ZOBACZ TEŻ: Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy hazardowej  #ustawa hazardowa #polskie prawo