Wskaźnik imigracji netto do Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku wyniósł 298 tysięcy osób. Ten wskaźnik to nadwyżka liczby osób, które przyjechały do tego kraju, nad liczbą ludzi, którzy stamtąd na stałe wyjechali. Oznacza to, że Partia Konserwatywna pójdzie na wybory obciążona wzrostem napływu imigrantów o 54 tysiące przekraczającym odnośny wskaźnik w roku 2010. Wtedy to, ubiegając się o poparcie wyborców, obecny premier Cameron obiecał ograniczyć imigrację netto do Zjednoczonego Królestwa do poniżej stu tysięcy rocznie - i to jeszcze przed zakończeniem bieżącej kadencji. Na dodatek jest to najwyższy wskaźnik imigracji od dziesięciu lat. To jednak nie są wszystkie złe wiadomości, jakie oznacza dla obecnego rządu w Londynie publikacja statystyk dotyczących ruchu ludności w UK w pierwszych trzech kwartałach 2014.

Reklamy
Reklamy

Trwa niekontrolowany napływ ludności z Bałkanów i muzułmanów

Z danych Krajowego Urzędu Statystycznego wynika, że ten wzrost nastąpił w mniej więcej równej mierze na skutek napływu obywateli państw członkowskich UE, co i mieszkańców krajów spoza Unii - pomimo wprowadzenia trudnych do spełnienia warunków uzyskania wizy, obowiązujących tych drugich. Co więcej, dynamika wzrostu osób przybywających na stałe spoza UE okazała się większa niż w przypadku przybyszów z innych krajów członkowskich UE. Wypowiadając się w głównym wieczornym wydaniu dziennika telewizji BBC minister imigracji i bezpieczeństwa James Brokenshire usiłował jednak zrzucić odpowiedzialność za to niepowodzenie na Unię Europejską. Jak twierdził, byłoby z tym o wiele lepiej, gdyby jego rząd nie miał związanych rąk przepisami gwarantującymi swobodny ruch ludności między państwami członkowskimi UE.

Reklamy

Odnośne dane statystyczne nie potwierdzają tego i wskazują na coś innego. Już w ubiegłym roku pojawiło się szereg analiz, dokonanych przez specjalistów do spraw demografii pracujących na wyższych uczelniach, zamówionych przez posłów do brytyjskiego parlamentu, dotyczących tzw. liczb X imigracji. Wynikało z nich, że granice państwa nie są skutecznie kontrolowane. Wskutek tego niebezpiecznie szybko powiększa się ilość cudzoziemców nielegalnie wykonujących proste prace fizyczne. Po zniesieniu ograniczeń na oficjalne zatrudnianie przy tego rodzaju pracach obywateli rumuńskich i bułgarskich, nastąpił lawinowy wzrost pracowników z tych krajów ujmowanych przez statystyki. Po 1.01.2015 kiedy te ograniczenia musiały zostać zniesione zgodnie z warunkami akcesji tych krajów, ta kategoria pracowników powiększyła się o 576 %. Oznacza to, że zaprzestali ukrywania się oraz udawania, że pracują w ramach samozatrudnienia się, jako rzekomo niezależni usługodawcy. Jest to zjawisko niebezpieczne, ponieważ po osłabieniu obecnej, wyjątkowo dobrej koniunktury na Wyspach Brytyjskich większość tych ludzi szybko stanie w kolejce po zasiłki.

Reklamy

To zaś pociągnie za sobą dalszy nacisk na już i tak pękający w szwach i doraźnie łatany system wypłat socjalnych.

Tej grupie imigrantów poświęcono osobny dokument na stronach Krajowego Urzędu Statystycznego. Natomiast nie sposób doszukać się tam najnowszych danych na temat napływu do krainy deszczowców muzułmańskich synów Indii (Pakistańczyków oraz Bengalczyków) i Bliskiego Wschodu. Mimo to (a może właśnie dlatego) zaskakująco wysoki poziom imigracji wywołał debatę również na ten temat. Burza wokół najnowszych wypowiedzi Nigela Farrage'a to jednak temat zasługujący na przedstawienie go osobno.

Ostra krytyka lewicy i prawicy

W ciągu ubiegłych pięciu lat minister spraw wewnętrznych Theresa May nie zdołała zapanować nad strumieniami zagranicznych uczniów i studentów, pozostających na stałe po zakończeniu nauki. Nie udało się jej również poważnie ograniczyć akcji łączenia rodzin na brytyjskim terytorium ani odeprzeć istnego najazdu tzw. łowców świadczeń społecznych. Mimo to zdaniem Rady Głównej na rzecz Opieki nad Imigrantami rząd, chcąc osiągnąć swój niewykonalny cel, stosował coraz bardziej surowe i jątrzące środki. Rozdzielanie rodzin, odsyłanie siłą absolwentów szkół, którzy osiągnęli najwyższe oceny itp. środki, stosowane przez rząd, zdaniem przedstawicieli tej Rady, wywołały dodatkowe, silne napięcia we wspólnotach obcokrajowców na terenie Zjednoczonego Królestwa.

Z kolei minister spraw wewnętrznych w gabinecie cieni Partii Pracy Yvette Cooper poddała krytyce brak odpowiedniego wysiłku ze strony państwa na rzecz podwyższania umiejętności zawodowych imigrantów. Jej zdaniem prowadzi to do wchłaniania ich przez rynek pracy niewykwalifikowanej na czarno. To z kolei działa jako czynnik powodujący zasysanie najmniej zmotywowanych do rozwoju (oraz integracji w brytyjskim społeczeństwie) grup imigranckich.

Zupełnie inny wymiar ma, rzecz jasna, krytyka tzw. środowisk antyimigranckich. Jest to pojęcie dość mylące, jak się zdaje celowo ukute w ten sposób przez zwolenników nieograniczonej imigracji. Z łaskawie przedstawionych przez państwo fragmentarycznych danych statystycznych można bowiem dowiedzieć się, że poziom imigracji z Polski oraz krajów europejskich położonych nad Morzem Śródziemnym pozostał na dotychczasowym poziomie. Przy tym dotyczy niemal wyłącznie ludzi jawnie podejmujących pracę. Napływ ludności z innych krajów europejskich, z małymi wyjątkami łatwo się integrującej, nie jest przedmiotem głównej troski "partii antyimigranckich". Budzi troskę i najgorsze obawy ogólne oblicze napływu wielkich ilości cudzoziemców do Zjednoczonego Królestwa.

"Wskaźnik imigracji netto sam w sobie niewiele mówi. Nie wskazuje na to jakiego rodzaju gwałtowne zmiany społeczne następują w Brytanii. Tak naprawdę mamy bowiem do czynienia z ucieczką na ogromną skalę zdolnych, doświadczonych i zamożnych Brytyjczyków. Ich miejsce zajmują w naszym kraju w coraz większej mierze cudzoziemcy nisko wykwalifikowani, niezwykle często skazani na czerpanie środków do życia z opieki społecznej" - napisał felietonista gazety "Express" Leo McKinstry (2 marca). Posłowie Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa wskazują z kolei, że ich kraj nie wytrzyma skutków takiej migracji, jeśli to potrwa jeszcze jakieś dziesięć lat i dłużej.

Wyborcy Partii Konserwatywnej czują się oszukani. W swoich komentarzach brytyjscy internauci piszą nawet o "gangu labourzystów, konserwatystów i liberalnych demokratów". Naród brytyjski jest skrajnie zaniepokojony. Może się okazać, że od marca 2015 przywódca czwartej wielkiej partii miał już w kieszeni nominację na premiera Rządu Jej Królewskiej Mości. #Unia Europejska #Wyspy Brytyjskie