Tragedia, do której doszło w Legionowie, po raz kolejny rzuca światło na problem z legalizacją marihuany w Polsce. Polacy za śmierć 19-latka obwiniają głównie policję, nie biorąc pod uwagę faktu, że do zdarzenia nie doszłoby, gdyby nie restrykcyjne przepisy dotyczące posiadania i używania narkotyków miękkich. O ich zmianę walczy między innymi Stowarzyszenie Wolne Konopie.

Historie podobne, choć nie tak tragiczne jak ta w Legionowie, trafiają na skrzynkę mailową stowarzyszenia Wolne Konopie z dużą regularnością. "Praktycznie nie ma tygodnia, by nie trafiła do nas taka historia. Ostatnio zgłosił się do nas 70-letni muzyk jazzowy, przyłapany przez policję w trakcie palenia jointa po koncercie.

Reklamy
Reklamy

Efekt? Złamana ręka, liczne stłuczenia. A miał przy sobie zaledwie 0,11 g marihuany..." - opowiada Andrzej Dołecki, animator kultury, aktywista i prezes Wolnych Konopi.



Dołecki wskazuje, że w przypadku tragedii w Legionowie, prohibicja jest winna śmierci młodego chłopaka. "Nie znamy szczegółów tej sprawy i pewnie nigdy się nie dowiemy, co doprowadziło do śmierci chłopaka. Być może jest tak, jak mówią niektórzy, że policja, próbując za wszelką cenę zabezpieczyć materiał dowodowy doprowadziła do uduszenia się tego młodego człowieka. Ale warto pamiętać, że oni wykonują tylko rozkazy. To przepisy są winne całej sytuacji" - podkreśla Dołecki.



Sam Andrzej Dołecki również zetknął się z wymiarem sprawiedliwości. Trzy lata temu został zatrzymany i aresztowany. Powód? Fałszywe zeznania dwóch zatrzymanych wcześniej plantatorów marihuany z Nadarzyna.

Reklamy

Prezes Wolnych Konopi od razu udał się do sądu, by walczyć o zadośćuczynienie w kwocie 124 tys zł i 9 tys. złotych odszkodowania za utracone zarobki. Warszawski sąd w styczniu tego roku przyznał mu 18 tys. zł zadośćuczynienia za trzy miesiące, które Dołecki spędził w więzieniu. Teraz zamierza dalej odwoływać się, nawet do Trybunału w Strasburgu.



Wolne Konopie już od kilku walczą o liberalizację przepisów dotyczących posiadania, hodowania i używania marihuany. Wskazują na wiele korzyści płynących ze zmiany prawa w tej kwestii. Chcą przede wszystkim przenieść fundusze z niesprawnego aparatu represji na model leczenia i zapobiegania uzależnieniom. O tym, że jest to skuteczne, świadczy przykład chociażby Holandii, istnej mekki dla amatorów konopi indyjskich. Mimo liberalnego prawa, ten kraj może się pochwalić jednym z najniższych współczynników używania marihuany przez ludzi młodych (dużo niższym niż w Polsce!). Równie przekonujący jest przykład amerykańskiego stanu Kolorado. Tam po legalizacji, przestępczość narkotykowa spadła o 80 procent, a przestępczość ogółem o 25 procent.

Reklamy

"Ale w Polsce politycy z niewyjaśnionych powodów wola, by to mafia zajmowała się dystrybucją narkotyków, a nie uczciwy biznes" - ubolewa Dołecki.



Legalny biznes, według Dołeckiego, miałby jeszcze tę zaletę, że lepiej by kontrolował, kto zażywa #narkotyki. "Diler się nie przejmuje, czy jego specyfiki trafią do dorosłej osoby czy dziecka. W zalegalizowanym biznesie sprzedawca musiałby dostosować się do prawa" - tłumaczy prezes Wolnych Konopi.

Legalizacja konopi indyjskich to także zastrzyk gotówki dla rządowego budżetu. Według badań Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA) w Polsce idzie z dymem ok. 500 ton marihuany rocznie, a po jointa sięga ok. 9 proc. dorosłych Polaków. Można założyć, że jej legalizacja nie przyczyni się do wzrostu użycia marihuany, gdyż już teraz łatwo ją zdobyć, a ryzyko zatrzymania przez policję jest mimo wszystkie niewielkie. Liberalizacja prawa gwałtownie zmniejszy jej sprzedaż na czarnym rynku, prawdopodobnie do ok. 35 proc. Będziemy mieli, więc na rynku ok. 350 ton marihuany, czyli 400 mln gramów. A jeden gram, jak wynika z szacunków policji, kosztuje obecnie od 30 do 50 zł. Uśredniając cenę oraz biorąc pod uwagę akcyzę oraz podatek VAT, polski rząd będzie mógł liczyć na wpływ 7,6 mld złotych rocznie. Ta liczba robi wrażenie.



Poza praktycznymi zyskami z legalizacji marihuany, jej zwolennicy zwracają też uwagę na argumenty natury etycznej. "Nie możemy się zgodzić na nierównie traktowanie Europejczyków. Przykładowo w Hiszpanii można bez problemu uprawiać krzaki konopi oraz je spożywać w specjalnych klubach społecznych. U nas za to samo pakuje się ludzi do więzienia z wyrokami po kilkanaście lat. Czy Polacy są głupsi od Hiszpanów czy wspomnianych już Holendrów? Czy jako obywatele drugiej kategorii, potrzebują prohibicji, by powstrzymać się od uzależnień? Niech każdy sam sobie odpowie na to pytanie" - przekonuje Andrzej Dołecki. #legalizacja marihuany