Jak poinformował premier rządu ukraińskiego, Arsenij Jaceniuk, umowa o małym ruchu granicznym między Ukrainą a Rosją zostaje jednostronnie zerwana. "Jest to podyktowane względami bezpieczeństwa narodowego, a tym samym kwestia wzmożonej kontroli ruchu obywateli Federacji Rosyjskiej. Coraz więcej Rosjan, niestety, nie przyjeżdża do nas w celach turystycznych" - wytłumaczył premier.


Za nieco ponad tydzień, 16 marca, liczba przejść granicznych zmaleje z 31 do 18. To jednak nie koniec restrykcji, ponieważ w zeszłą niedzielę #Ukraina wprowadziła nowe zasady dotyczące podróżowania dla Rosjan. Wcześniej, by przekroczyć granicę, wystarczyło okazać odpowiednik dowodu osobistego, tak zwany paszport wewnętrzny. Jest to dokument, w którym znajduje się informacja o meldunku - bez niej nie byłoby możliwe przebywanie za granicami swojej jednostki administracyjnej (bezwzględnie, lub w określonym limicie dni). Jeżeli miało się mniej, niż 14 lat, nie było to niezbędne do przekroczenia ukraińskiej granicy - potrzebne było jedynie świadectwo urodzenia. Teraz konieczny jest paszport, niezależnie od wieku. A według rosyjskich mediów paszporty zagraniczne posiada jedynie 15-20 proc. mieszkańców Rosji.


Jaceniuk wyjaśnił, że decyzje te podyktowane są koniecznością wzmacniania kontroli granicy ukraińsko-rosyjskiej. Kolejnym argumentem ma być wprowadzenie europejskich zasad związanych z ruchem granicznym, a te powinny  dotyczyć również obywateli Federacji Rosyjskiej. W związku z tym, Jaceniuk zaapelował do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Służby Granicznej, aby wprowadziły decyzje w życie, oraz do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, by oficjalnie powiadomiło stronę rosyjską o jednostronnym wypowiedzeniu umowy.


Czy ten ruch ze strony Ukrainy można nazwać rozsądnym? "Tak, jest to rozsądne, natomiast zbyt późne działanie" - ocenia dr Szymon Bachrynowski, politolog z Wydziału Zarządzania Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Kaliszu. "To, że część rosyjskich obywateli przyjeżdża na Ukrainę, mówiąc eufemistycznie: »nie w celach stricte pokojowych«, tylko żeby brać udział w walkach na wschodzie tego kraju, jest tajemnicą poliszynela".


Brak ostrej reakcji ze strony rosyjskiej, według specjalisty, jest przemyślany. "To może, ale nie musi, świadczyć, że Rosjanie chcą nadal zezwalać na wyjazdy Ukraińców, którzy próbują uniknąć mobilizacji do armii i walk na Wschodzie" - mówi. W ten sposób przyczyniają się do osłabienia potencjału militarnego strony ukraińskiej, co jest Rosjanom na rękę.


Chociaż decyzja o zerwaniu umowy wydaje się logicznym następstwem bieżących wydarzeń, Bachrynowski wątpi w jej skuteczność. "Z jednej strony Ukrainie da to pozór zwiększonej kontroli nad swoim terytorium, natomiast w moim odczuciu nie zapobiegnie dalszej inwigilacji przez siły prorosyjskie, które kontrolują znaczną część wschodniej Ukrainy" - stwierdza.


Według politologa, nawet dla obywateli Federacji Rosyjskiej nie będzie to zbyt dotkliwa zmiana. Uważa, że Rosjanie, jeśli zechcą, to i tak prawdopodobnie dostaną się na tereny Ukrainy. "To tylko proteza działania ze strony rządu w Kijowie. Dla Rosji nie ma to specjalnego znaczenia" - podsumowuje.
#Rosja