Od śmierci Marka Stróżyka minęło blisko ćwierć wieku. 22 lipca 1989 roku powiesił się w domu swojej konkubiny Teresy Jankowiak. Jednak dziwne okoliczności tej śmierci nie zostały wyjaśnione. W tle przewijają się fałszerstwo zeznań, ginące dowody, podejrzenie o szpiegostwo.

Ostatnia wspólna noc

Marek i Teresa byli parą. Mimo, że nie mieszkał ze sobą, noc z 21 na 22 lipca spędzili razem. Marek nocował w mieszkaniu swojej partnerki na poddaszu jednej z wrocławskich kamienic. Tej nocy Teresa spała jak zabita. Zaraz po przebudzeniu zobaczyła Marka stojącego na ugiętych nogach, w dziwnej ukrzyżowanej pozycji.

"Ręce i szyje ma oplątane kablem.

Reklamy
Reklamy

Nogi nie dotykają podłogi. Wisi na hakach przy belce podsufitowej. Ciało jest zawieszone na dwóch rodzajach kabla. Jeden jest opleciony na nadgarstkach, przechodzi wzdłuż ramion do szyi. Drugi kabel jest luźną pętlą wisielczą. Jego końce zawieszone są na hakach, tworząc literę V Do nadgarstków są przywiązane kable, które podwiązują ręce do góry" -mimo upływu lat Teresa ma ten widok przed oczami.

Przerażona sprawdza czy Marek żyje. Dzwoni do sąsiadki Wandy S. z prośbą o pomoc ( obydwie źle odkładają słuchawki). Sąsiadka razem ze swoja córką przybiega do niej na poddasze. Wszystkie trzy widzą wisielca, zbiegają dwa piętra niżej, gdzie w mieszkaniu Wandy S jest jej współlokator Tadeusz M. Sąsiadka usiłuję zadzwonić na pogotowie, bierze słuchawkę i słyszy, że mieszkaniu Teresy coś się dzieje.

Reklamy

Kobieta krzyczy do współlokatora " Leć na górę tam ktoś jest"

"Tadeusz M. zanim wyszedł wybierał koszule. Strasznie długo to trwało. A gdy już poszedł do mojego mieszkania bardzo długo nie wracał. Cały czas czekałyśmy na niego u Wandy" - mówi z żalem Teresa.

Pierwsze na miejsce przyjeżdża pogotowie, lekarka Agata M stwierdza zgon oraz brak charakterystycznych plam opadowych przy śmierci przez powieszenie. W protokole zgonu wpisuje zalecenie wykonania sekcji sądowo-lekarskiej. Uzasadnienie decyzji brzmi "denat wisiał na kablu, nie wiadomo, kto go odciął, plamy opadowe zlokalizowane w okolicy lędźwiowej, sugerowano odcięcie zaraz po powieszeniu a z wywiadu od osób trzecich wynika, że chyba jednak wisiał dosyć długo". W tym czasie na poddaszu pojawia się milicja. Odnajduje trzy listy pożegnalne, przeprowadza pobieżne oględziny a wątpliwości, kto odciął wisielca kwitują stwierdzenie "sam się zerwał"

Błyskawiczne śledztwo i znikające dowody

Śmierć na poddaszu została uznana za samobójstwo.

Reklamy

Całe śledztwo trwało 6 dni. Prokurator odstąpił od wykonania sądowej sekcji zwłok a sekcja administracyjna potwierdziła tezę śledczych. Jak na oczywiste samobójstwo wydarzenia które wystąpiły po nim były co najmniej zaskakujące. Na pogrzebie Marka Stróżyka pojawiła się milicja, która zarekwirowała taśmę VHS z przebiegu pochówku. Do domu Teresy Jankowiak ktoś się wielokrotnie usiłował się włamać. Teresa odbierała głuche telefony, a nieznani sprawcy zastraszali jej 13 letnią córkę, wykrzykując na ulicy " i tak zabijemy twoją starą". Teresa mimo wszystko walczy o wyjaśnienie śmierci Marka. Po interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich w 1990 śledztwo wznowiono.

Pełnomocnik rodziny zmarłego po uzyskaniu dostępu do akt odkrywa, że są one niekompletne. Wiele faktów nie zgadza się z zeznaniami świadków. Ginie część protokołów. Okazuje się również, że listy pożegnalne różnią się od tych znalezionych na miejscu śmierci Marka Stróżyka. Z komendy rejonowej milicji giną wszelkie istotne dowody: kable, pętla wisielcza, dokumentacja fotograficzna miejsca zdarzenia, błony fotograficzne i protokół oględzin miejsca zdarzenia. Śledztwo jest wielokrotnie umarzane i wznawiane. W trakcie kolejnych postępowań Wanda S. zapoznaje się ze swoimi zeznaniami, które składała podczas pierwszego przesłuchania. Jest przekonana, że zostały sfałszowane. Prokuratura rozpoczyna śledztwo, które potwierdza fałszerstwo. Sprawa zostaje jednak umorzona z powodu przedawnienia.

Podejrzenie o szpiegostwo

Nieoczekiwanie akta trafiają do Prokuratury Wojskowej w Wrocławiu. Zostały tam przesłane z adnotację podejrzenie podejrzeniu o szpiegostwo. W całej historii pojawia się wątek współpracy Marka Stróżyka z wywiadem wojskowym. Zostaje przesłuchany major Gabriel K. pracownik Wojskowej Służby Wewnętrznej, który zeznaje, że w 1987 roku Marek dobrowolnie się do niego zgłosił i chciał podjąć współpracę jako etatowy pracownik wywiadu. Oficerem prowadzącym został mjr Gabriel K po kilku spotkaniach uznał Stróżyka za mitomana i osobę kompletnie nie przydatną do służby. Prokuratura Wojskowa zamyka sprawę.

Czy prawdą jest, że Marek Stróżyk nigdy nie współpracował z wywiadem?

Teresa opowiada o wydarzeniu sprzed 25 lat. Zimą 1988 roku razem z Markiem pili kawę w Novotelu. Do Marka podchodzi dwóch żołnierzy i poprosi go na rozmowę. Teresa została przy stoliku sama, Marek po chwili wraca i mówi jej, że zostaje aresztowany.

Wypuszczony go po 48 godzinach. Niczego nie udowodniono. Jednak Marek zaczyna się dziwnie zachowywać, szyfruje swoje zapiski, w mieszkaniu szczelnie zasłania okna, sypia w miejscu pracy lub u rodziców. Obawia się o swoje życie, Miesiąc przed śmiercią nieznane auto usiłuje zepchnąć jego samochód do rowu.

CDN

http://pl.blastingnews.com/polityka/2015/03/sluzby-specjalne-dziwne-samobojstwo-cz-ii-00304625.html  #sądownictwo #służby specjalne