Telewizyjne serwisy informacyjne doniosły dzisiaj (prasowe jakby mniej chętnie), o proteście transportowców, na nałożony na nich (dokładniej chyba jednak na ich pracodawców), obowiązek wynagradzania kierowców ciężarówek, pracujących w polskich firmach na terenie Unii, zgodnie z taryfikatorem tych krajów. Kierowcy potężnych ciężarówek jeździli w związku z tym po autostradach A2 i A4 oraz w okolicy przejść granicznych, blokując użytkownikom dróg jeden z pasów, licząc, że spowoduje to odruch solidarności pozostałych użytkowników tych dróg, ich rodzin i w efekcie nas wszystkich.

Stawki kierowców

Właściwie czemu nie? Niech mają.

Reklamy
Reklamy

Problem w tym, że kierowcy (czyli ich pracodawcy) tych potężnych ciężarówek, które bardzo często w ogóle nie jeżdżą po polskich drogach, obsługując trasy między Berlinem, Paryżem, Monachium czy Dortmundem, domagają się wsparcia finansowego od polskiego rządu. Wsparcia czego? Wsparcia stawki 8,50 euro za godzinę pracy na terenie Unii, do takiej, która po wspomnianym wsparciu powinna wynosić, w przeliczeniu na złotówki 12 do 15 tysięcy złotych miesięcznie. Naszych polskich transportowców na to nie stać.

Profesor za kółkiem

Ale kogo stać? Nawet górnicy wyposażeni w rządowe gwarancje (nie mówię o związkowcach) wyciągają góra 2/3 tego, ale muszą pracować na dole. Kto wie co to praca na dole, będzie jeździł TIR-em po Europie za pół stawki, z pocałowaniem ręki. Są jeszcze inne zawody przynoszące więcej społecznego pożytku niż przewożenie palet z jogurtem i całym badziewiem AGD&TV made in china po zaprzyjaźnionych krajach Unii.

Reklamy

pielęgniarki, nauczyciele, także akademiccy, którzy nawet z tytułem profesora mogą "powąchać rurę wydechową" naszych polskich, ale jeszcze nie unijnych "easyTIRriderów", zarabiających wielokrotność ich pensji.

Milczenie

Chyba jednak coś musi być na rzeczy. Kierowcy TIR-ów jeżdżą, blokują, a kolorowe brukowce milczą. Jeszcze nie wywąchały zmowy w rządzie, jeszcze nie czują przedwyborczego tropu ku skompromitowaniu z tego tytułu urzędującego Prezydenta RP, albo chociażby pani Premier. Jeszcze czują pazerność właścicieli drogowych smoków, które niskimi kosztami zdobywały unijny rynek. Ale do 10 maja coraz bliżej i nie wiadomo kiedy i z której strony usłyszymy dekarzy, lekarzy, górników, hutników, marynarzy i stolarzy… Gdy poczują się już dostatecznie silni, żeby bez zakrztuszenia wykrzyczeć swoje hasło, które znowu na jakiś czas da rację medialnego bytu. A może się uda? #strajk #wybory prezydenckie